Reforma czy rewolucja?

źródło: fotolia.com źródło: fotolia.com

Ogłoszona w czerwcu rządowa zapowiedź likwidacji gimnazjów spadła na sektor edukacji niczym klęska żywiołowa. Według przewidywań Związku Nauczycielstwa Polskiego pracę może stracić nawet trzydzieści siedem tysięcy nauczycieli, dyrektorów i pracowników szkolnej administracji, a wszystkie struktury systemu, tworzone przez wiele lat, runą w krótkim czasie niczym domek z kart.

 

Chociaż szefowa resortu edukacji Anna Zalewska zapewnia, że „zatroszczy się o wszystkich” i nie należy obawiać się rewolucji w szkolnictwie, wszyscy wypowiadający się w artykule nauczyciele woleli pozostać anonimowi, bojąc się nieprzyjemnych dla siebie reperkusji, co świadczy najlepiej o atmosferze, jaka panuje dziś w oświacie.

Dlaczego Ministerstwo Edukacji Narodowej  postanowiło zreformować szkolnictwo?

– Takie było oczekiwanie społeczne – tłumaczy Justyna Sadlak z Wydziału Informacji Rzecznika Prasowego MEN. – Wiele kwestii jest zaniedbanych i wymaga natychmiastowego poprawienia. Ponadto mamy niż demograficzny, z roku na rok będzie coraz mniej uczniów w szkołach, co z kolei spowoduje konieczność zamykania szkół i zwolnienia nauczycieli. Nie można dopuścić do takiej sytuacji.

I dodaje:

– Przeprowadziliśmy debaty społeczne, spotkania, konferencje w całym kraju, pierwszy raz w historii  na tak szeroką skalę. Równolegle do spotkań w MEN co kilka dni spotykali się też eksperci „Dobrej Zmiany”. Zarówno praktycy, jak i teoretycy, nauczyciele i akademicy.

Jeden z nauczycieli, który brał udział w debacie, widzi to jednak inaczej:

– Na spotkania zapraszano wiele znanych pedagogicznych nazwisk, a przybyłe osoby otrzymywały już na wstępie gotową listę wniosków, pod którą mogły się podpisać lub nie. Niektórzy byli tym tak zdezorientowani, że zwyczajnie wychodzili.

Minister Zalewska chce ratować „potencjał polskiej edukacji”, bo jej zdaniem reforma z 1999 roku nie sprawdziła się i szkoły gimnazjalne nie podnoszą jakości nauczania ani nie wyrównują szans edukacyjnych. Tymczasem według analiz Instytutu Badań Edukacyjnych gimnazja nie są wcale najsłabszym ogniwem edukacji, a wręcz należą do najnowocześniejszych i najlepiej wyposażonych szkół w Polsce. Międzynarodowy raport PISA, który porównuje umiejętności uczniów po 15 roku życia, stawia Polskę na trzecim miejscu, jeśli chodzi o poziom potencjału intelektualnego, i w dużej mierze przyczyniają się do tego osiągnięcia uczniów gimnazjalnych.

Prawo i Sprawiedliwość – zapowiadając usunięcie gimnazjów z systemu szkolnictwa – powoływało się też na rzekome patologie, występujące w tego typu placówkach, oraz wysoki poziom agresji uczniów, jednak wedle sprawozdań Instytutu Badań Edukacyjnych w gimnazjum nie występują jakieś szczególne problemy, których nie byłoby w innych szkołach. Odwrotnie, dane pokazują, że największa przemoc panuje w podstawówce, a im dzieci są starsze, tym lepiej nad sobą panują.

Nauczyciele gimnazjów zobaczyli projekt ustawy dopiero szesnastego września. Nikt wcześniej niczego z nimi nie konsultował.

– Od kiedy dowiedzieliśmy się, że gimnazja zostaną zlikwidowane, dopytujemy się na czym będą polegały innowacje pedagogiczne w szkole podstawowej i w liceum. Chcemy mieć szansę przygotować się na przemiany, ale mam wrażenie, że rząd nie słucha naszych pytań, a w ogłoszonym projekcie ustawy Prawa Oświatowego nie padła żadna nowa informacja – mówi nauczyciel gimnazjum. Dodatkowo dyrektorzy szkół nie mogą doprosić się o spotkanie w ministerstwie, bo nikt nie ma dla nich czasu, wbrew zapewnieniom pani minister, że pozostanie otwarta na wszelkie uwagi.

O ile idea powrotu do systemu nauczania sprzed dwudziestu lat niektórym nawet się podoba, to zarówno nauczyciele, rodzice i uczniowie zatrwożeni są przede wszystkim szybkością wprowadzanych przemian.

– Tempo reformy jest po prostu zabójcze – uważa nauczycielka ze szkoły podstawowej. – Gdyby rząd chciał wprowadzić przemyślane i potrzebne zmiany, to nie gnałby tak, poświęcił więcej czasu na wysłuchanie środowiska, a przebudowę systemu wprowadziłby stopniowo, czyli od pierwszej klasy nowej szkoły podstawowej, a nie od siódmej.

– Można sobie wytłumaczyć, że nowa ekipa rządząca ma inne spojrzenie na edukację, ale tak poważne zmiany powinny być wdrażane przy zachowaniu pewnych standardów  – dodaje nauczyciel gimnazjum dwujęzycznego.  A Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa Związku Nauczycielstwa Polskiego, tłumaczy:

– Ostatnia reforma programu nauczania była przeprowadzana przez kilka lat. Tymczasem nowe podstawy programowe do trzech klas mają zostać opublikowane już w listopadzie. Obawiamy się o jakość nowej podstawy, przygotowanej w niespotykanym dotąd tempie.

Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia jednak, że przekształcenia będą miały charakter ewolucyjny:

– Najważniejsza kwestia to zmiana struktury szkolnictwa. Zakładamy stopniowe wygaszanie gimnazjów, od przyszłego roku szkolnego. Wówczas uczniowie kończący klasę VI szkoły podstawowej staną się uczniami VII klasy szkoły podstawowej, a rekrutacja do gimnazjów nie będzie już prowadzona. Ostatni rocznik ukończy gimnazjum w roku szkolnym 2018/2019 i z dniem 1 września 2019 r. w ustroju szkolnym nie będą już funkcjonowały gimnazja – mówi Sadlak.

Pomimo zapewnień ministerstwa nauczyciele dostrzegają wiele nieścisłości w projekcie ustawy Prawa Oświatowego i obawiają się chaosu.

– Wprowadzana reforma stwarza więcej zagrożeń niż szans dla dobrej edukacji. Jej skutkiem będzie obniżenie poziomu edukacji i zaprzepaszczenie wypracowanych przez szkoły osiągnieć – stwierdza Kaszulanis.

Nauczyciele, choć byli przecież przez lata przyzwyczajani do nieustanych zmian w systemie polskiej edukacji, tym razem są naprawdę przerażeni:

– Kiedy będzie czas na przygotowanie podręczników? Nie da się ich napisać w tak krótkim czasie, a chyba ministerstwo nie oczekuje, że wydawnictwa po prostu „odkurzą” książki sprzed dwudziestu lat. To byłoby uwstecznianie się  – mówi nauczyciel z gimnazjum dwujęzycznego.

Obawę wzbudza też wizja masowych zwolnień.

– Planowane zmiany nie spowodują zmniejszenia liczby uczniów, w związku z czym nauczyciele obecnie zatrudnieni w gimnazjach będą niezbędni do prowadzenia zajęć w szkołach nowego systemu – zapewnia Sadlak. –Trwają już  prace nad opracowaniem rozwiązań, które będą chroniły miejsca pracy nauczycieli.

Mało kto jednak w to wierzy:

– Z pewnością nie wszyscy znajdziemy zatrudnienie w szkołach podstawowych czy liceach, bo dyrektorzy tych placówek dopełnią etaty swoim pracownikom, a w konsekwencji oni będą mieli sporo nadgodzin, zaś my pozostaniemy bez pracy. I to będzie rzeczywisty powód ogromnych zwolnień w naszej grupie zawodowej, a nie niż demograficzny, którym usprawiedliwia się pani minister – twierdzi nauczyciel gimnazjum dwujęzycznego.

Jakie będą koszty tak szeroko zakrojonej reformy, ciągle nie wiemy, bo w myśl tłumaczeń ministerstwa „poziom finansowania zmian może zostać określony po przygotowaniu szczegółowej koncepcji rozwiązań” . Pewne jest jednak, że sporą ich część poniosą samorządy lokalne. Niektóre nadal jeszcze spłacają kredyty zaciągnięte na budowę placówek gimnazjalnych. Co więcej, po likwidacji szkół będą też musiały zwrócić pieniądze unijne, przekazane już na zaplanowane w gimnazjach projekty edukacyjne.

Nadchodzące zmiany są także dla uczniów wielkim szokiem.

Do tej pory najzdolniejsi z nich mieli możliwość wyboru najlepszej dla siebie szkoły już po sześciu klasach. Teraz będą musieli czekać.

Najmłodszych Polaków cechuje dziś nieumiejętność komunikowania się z rówieśnikami, koncentracja na sobie i mała samodzielność. Minister Zalewska w swojej wrześniowej wypowiedzi podkreśliła, że proponowane rozwiązania mają na celu m.in. „wydłużenie okresu kształcenia i wychowania w jednej szkole oraz ograniczenie konieczności częstej adaptacji uczniów do nowych warunków”. Tymczasem umiejętność elastycznego przystosowania się do nowych warunków  jest dziś wręcz niezbędna, szczególnie na rynku pracy oraz w coraz bardziej nieprzewidywalnym życiu. Czy zatem będzie to dobra zmiana?

 

PS

10 października w 17 największych miastach Polski odbyły się protesty przeciw planowanej reformie, w których wzięli udział nauczyciele, uczniowie i związkowcy. Minister Zalewska nazwała szkolny protest politycznym i oświadczyła, że „reforma jest przemyślana, odpowiedzialna i policzona”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*