Nowości

Sybirak z wyboru

Linia kolejowa między Irpieniem i Worzelem tworzy pokaźny łuk, by dotrzeć do centralnej części osiedla Bucza. Najstarsi mieszkańcy są przekonani, że ten wyłom w prostej linii jest „zasługą” ogromnych pieniędzy, jakie zapłacono projektantom, aby linia kolejowa przebiegała właśnie w ten, a nie inny sposób.

Wystarczy z centrum Kijowa pojechać metrem do stacji Swiatoszyn, na niej przesiąść się do pociągu elektrycznego i mniej więcej po pół godzinie jest się w Buczy. Kiedyś była to niewielka osada słynna z unikalnego mikroklimatu, jaki tworzył gęsty sosnowy las. Dziś Bucza przekształciła się w trzydziestotysięczne miasto, z nowoczesnymi sklepami i rosnącymi w lesie, zamiast drzew, willami nowobogackich kijowian.

– Pierwsze chaty wiejskie w tym lesie pojawiły się w XVII wieku, ale osiedle założono dopiero po przeprowadzeniu tędy linii kolejowej z Kijowa do Kowla w 1898 r. – twierdzi mieszkaniec Buczy Witalij Grigoriewicz Łatyszew, z którym studiowałem na Politechnice Kijowskiej. – To w tym samym roku zaczęto budować Politechnikę Kijowską na podstawie carskiego ukazu o powołaniu trzech instytutów politechnicznych: w Kijowie, Petersburgu i Warszawie. I tę właśnie datę Bucza umieściła w swoim herbie.

Linia kolejowa między Irpieniem i Worzelem tworzy pokaźny łuk, by dotrzeć do centralnej części osiedla Bucza. Najstarsi mieszkańcy są przekonani, że ten wyłom w prostej linii jest „zasługą” ogromnych pieniędzy, jakie zapłacono projektantom, aby linia kolejowa przebiegała właśnie w ten, a nie inny sposób. Zaś bogatych i znamienitych ludzi, którzy upodobali sobie klimat Buczy było na przełomie wieków wielu.  Najpiękniejszy pałacyk należał do Sztamma – radcy Zarządu Kolei Kijowsko-Kowelskiej, zaś metody lecznice lekarza hydropaty W. Kamińskiego znane były w całej Rosji. W czasach radzieckich powstały tutaj dziecięce ośrodki wypoczynkowe, które wprawdzie działają do dziś, ale już jako zakłady leczniczo-rekreacyjne. W Buczy swoje domy lub dacze mieli też pisarz M. Bułhakow, akademik E. Paton oraz kompozytor L. Rewucki.

Nie tak dawno, przy ulicy Koczubeja, lekarz Grigorij Czernysz w ramach funduszu charytatywnego „Światowa Organizacja Pomocy Ciężko Chorym” zbudował niezwykła klinikę.  Pomaga w niej ludziom, którzy gdzie indziej pomocy medycznej już nie znaleźli. Jest znany ze wspierania lecznictwa, zwłaszcza nietradycyjnych metod leczenia. O ile na polu leczenia chorych Grigorij Czernysz odnosi liczące się sukcesy, to na niwie politycznej odnotowuje same porażki. Bezskutecznie startował w wyborach na prezydenta Ukrainy i taki sam wynik osiągnął kandydując na mera Kijowa.
Mój kolega, zanim zamieszkał w Buczy, wiele lat pracował na Syberii.
– Pół wieku temu, po ukończeniu Politechniki Kijowskiej, jako jeden z niewielu, przyjąłem skierowanie do pracy daleko od Kijowa – wspomina Witalij Grigoriewicz Łatyszew. – Zostałem głównym mechanikiem zakładów ceramiki budowlanej, najpierw w Aktiubińsku (Kazachstan), a później w Czernogorsku (Syberia). Następnie kierowałem budową zakładów aluminiowych i zakładów przetwórstwa ropy naftowej w Aczyńsku, zakładów koparek w Krasnojarsku, pracowałem jako zastępca naczelnika terytorialnego zarządu Ministerstwa Robót Montażowych i Budowlanych ZSRR. Był to okres wielkiego uprzemysłowienia Kraju Krasnojarskiego. Właśnie pierwszy prąd dała Elektrownia Bracka, a Elektrownia Krasnojarska była już w budowie. W Krasnojarsku ożeniłem się z Sybiraczką Raisą, której rodzice, pochodzący z Białorusi, znaleźli się tam nie z własnej woli. Wkrótce urodziły się moje dzieci – córka i syn. Gdy dzieci zaczęły podupadać na zdrowiu z powodu mroźnych syberyjskich zim, zdecydowałem się wrócić do Kijowa. W 1983 r. uzyskałem przeniesienie do Ministerstwa Robót Montażowych Ukrainy, gdzie kierowałem departamentem zajmującym się budownictwem przemysłowym w republice. Zamieszkałem w domu rodzinnym w Buczy, 20 km od Kijowa. Dom zbudował mój ojciec, który też ukończył Politechnikę Kijowską. Zresztą mój syn także jest absolwentem tej samej uczelni. Stąd, z Buczy, codziennie dojeżdżałem pociągiem elektrycznym do pracy. Gdy za miastem Irpień przejeżdżałem mostem nad rzeką Irpień, czasami zamyślałem się nad naszą wspólną historią. Otóż między rokiem 1667 i 1793 granica z Polską przechodziła właśnie wzdłuż tej rzeki.

Przypominam mu, że na uczelni był nie tylko bardzo dobrym studentem, ale również i zapalonym turystą, z którym odbyłem kilka interesujących pieszych wędrówek. A był on na Krymie, w Karpatach, na Kaukazie, Uralu Północnym i Półwyspie Kola.
– Kiedy mieszkałem na Syberii, nie zrezygnowałem ze swojego hobby – twierdzi mój rozmówca. Poza podstawową pracą inżynierską zajmowałem się też organizacją turystyki i badaniami krajoznawczymi. Zwiedzałem Sajany, Bajkał i Tuwę. Publikowałem artykuły w syberyjskich czasopismach, np. w krasnojarskim „Jenisieju”. Z największą satysfakcją wspominam zwłaszcza opublikowanie wyników poszukiwań pierwszych ostrogów, które dały początek stutysięcznemu obecnie miastu Aczyńsk. Otóż w XVII w., gdy rozpoczęła się rosyjska kolonizacja ziem centralnej Syberii, budowano ostrogi. Były to drewniane twierdze, gdzie przebywały rosyjskie wojska, by odpierać ataki Mongołów i Kirgizów, którzy wcześniej zmuszali miejscowe ludy Aczyńców, Kyzylców, Basagarów do danin. Taka twierdza powstała nad rzeką Czułym w pobliżu jeziora Syzyrim w 1641 r. Ciekawe jest to, że wśród 39 żołnierzy budujących tę twierdzę byli ludzie o polskich nazwiskach, a jeden z nich wręcz nazywał się Polak. Moje poszukiwania pozwoliły sformułować nowe hipotezy w tej sprawie. Poza tym badałem losy polskich zesłańców, których wielu pojawiło się w tajdze krasnojarskiej po powstaniu listopadowym 1830 r. i powstaniu styczniowym 1863 r. Mało kto dziś wie, że polscy zesłańcy wzniecali powstania w Omsku i Aczyńsku w lipcu 1833 r. i nad Bajkałem w czerwcu 1866 r. Powstania upadły, a ich przywódcy ponieśli śmierć. Ale Polaków było tam wciąż wielu. W Aczyńsku w 1913 r. stanowili 7% ludności. Duże skupisko Polaków było w Irkucku. Do dziś wielu mieszkańców tego miasta podkreśla swoje polskie pochodzenie. Niepodważalne są zasługi polskich badaczy Syberii. Dlatego w muzeum limnologicznym w Listwiance nad Bajkałem można zapoznać się z badaniami Aleksandra Czekanowskiego, Jana Czerskiego, Benedykta Dybowskiego i Emila Godlewskiego.

Jednak moje kontakty z poznawaniem Polski i Polaków nie miały jedynie wymiaru historycznego. Kiedy Ministerstwo Robót Montażowych Ukrainy przekształciło się w korporację, założyliśmy przy niej spółkę z o.o. pod nazwą Centrum Montażowo-Komercyjne. Spółka nawiązała kontakty z polskimi przedsiębiorstwami, zwłaszcza na Dolnym Śląsku, i zaczęła wykonywać dla nich prace marketingowe na rynku ukraińskim. Byliśmy organizatorami spotkań i seminariów kontaktowych w Kijowie i na Krymie. Dzięki nim polskie firmy nawiązały współpracę z firmami ukraińskimi. Wówczas wielokrotnie bywałem we Wrocławiu i dość dobrze, jak mi się wydaje, poznałem Wasze urocze miasto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*