Nowości

Wysłuchajmy drugiej strony

Z Barbarą Borzymowską, psychologiem zwierzęcym, założycielką wrocławskiego Centrum Przyjaznych Relacji Ludzie – Zwierzęta „Audiatur” rozmawia Joanna Kaliszuk.

Z Barbarą Borzymowską, psychologiem zwierzęcym, założycielką wrocławskiego Centrum Przyjaznych Relacji Ludzie – Zwierzęta „Audiatur” rozmawia Joanna Kaliszuk.

– Założone przez Panią Centrum powstało głównie z myślą o edukacji –  nie tylko dzieci, ale również dorosłych, właścicieli psów. Prowadzicie warsztaty, pokazy, seminaria. Uczycie, jak skutecznie komunikować się ze zwierzętami, jakich błędów wychowawczych unikać, jak pozytywnie je szkolić. Ludzie naprawdę tak mało wiedzą o swoich zwierzętach? 

– Przede wszystkim nie znają ich potrzeb. Dlatego uczulamy ludzi, że nie wystarczy kochać zwierzęta – trzeba je kochać mądrze. To znaczy rozpoznawać ich potrzeby i te potrzeby spełniać. Inaczej nie unikniemy kłopotów. Proszę zauważyć, jak często decyzja o wzięciu do domu psa wypływa z chwilowego impulsu. Albo – co jeszcze gorsze – jest kwestią mody. Kiedyś roiło się na naszych ulicach od dalmatyńczyków, potem przyszła moda na husky. Ludzie je brali, bo śliczne, bo oczy niebieskie. Mało kto myślał o tym, że psy te kompletnie nie nadają się do życia w mieście, że potrzebują bardzo dużo ruchu, a pozostawione same sobie – będą wydatkować energię, niszcząc rzeczy w mieszkaniach, wyć. Konsekwencje znamy, bo wiele z tych psów trafiło potem do schronisk. Teraz obserwuję z przerażaniem, że idzie moda na psy rasy border collie. To rasa psów pracoholików, absolutnie nie dla przeciętnego Kowalskiego. Ale on chce go mieć, bo słyszał, że to pies nieprzeciętnie inteligentny i „wszystko rozumie”. Tyle że jeśli go niczego nie nauczymy, odpowiednio nie wychowamy – na niewiele się zda ta jego inteligencja.

– Z tym odpowiednim wychowywaniem bywa chyba różnie.

– Wśród ludzi pokutuje wiele mitów na ten temat. Pierwszym gigantycznym błędem jest przekonanie, że szczeniaczków się nie szkoli, że można to robić dopiero, gdy pies skończy rok. Tymczasem trzeba zacząć natychmiast. Oczywiście umiejętnie, nie siłowo, a poprzez zabawę, tak, by pies chciał w tym uczestniczyć i by sprawiało mu to radość. Takich metod pozytywnego szkolenia jest sporo i są naprawdę skuteczne. Mają jedno wspólne założenie: psy wykonują polecenia, ponieważ chcą to robić, a nie dlatego, że boją się tego nie zrobić.
Błąd kolejny to antropomorfizowanie psów. Należy pamiętać, że pies odnosi nasze zachowanie wyłącznie do tego, co w danym momencie się dzieje. Nie ma więc sensu karcić go za to, że zanieczyścił mieszkanie, kiedy nie było nas w domu – bo on tego nie zrozumie. Wysyłamy mu jedynie sygnał, że nasze zachowanie jest nieprzewidywalne.
Weźmy typowy przykład ze spaceru: wołamy psa, on nie przychodzi od razu, ociąga się, a gdy wreszcie przybiegnie, zostaje skarcony. Dla nas to proste: karcimy go za niesubordynację, ale pies rozumie z tego tylko tyle, że gdy przybiega do pana – to dostaje w skórę. Dlatego następnym razem prawdopodobnie będzie się ociągał jeszcze bardziej. I z jego punktu widzenia będzie to zupełnie logiczne postępowanie.

– Prowadzicie zajęcia dla dzieci w przedszkolach, w szkołach podstawowych. Uwrażliwiacie je na błędy popełniane przez dorosłych?

– Oczywiście. Chcemy zaszczepić w nich świadomość, że to człowiek jest odpowiedzialny za zwierzę i za jego zachowanie. Tłumaczymy więc, że jeśli pies – pozostawiony sam w domu cały dzień – szczeka, to nie jest wina psa, ale wina jego właściciela. Uczymy, że trzeba sprzątać po swoim psie. Nasze dzieci wiedzą już nawet, jak reagować, gdy widzą na ulicy kogoś, kto tego nie robi. Podchodzą i mówią: Na pewno zapomniał pan woreczków. Ale ja mam i panu dam…

– Sprytne…

– I proszę sobie wyobrazić, że to działa. Ludzie na ogół czują się zawstydzeni i zaczynają sprzątać.

– Póki co jednak, ciągle są w mniejszości. A problem robi się coraz bardziej dolegliwy i przykry. Czasem trudno przejść przez miasto suchą stopą.

– Złych nawyków nie da się, niestety, wykorzenić od razu. Dlatego jedynym ratunkiem jest systematyczna edukacja, kreowanie właściwych postaw, uczenie odpowiedzialności. Żyjemy wspólnie  w przestrzeni miejskiej – właściciele psów i ci, którzy ich nie posiadają. Chodzi o to, byśmy szanowali się wzajemnie, respektowali swoje prawa, nie uprzykrzali sobie wzajemnie życia.
Rozmawialiśmy o tym podczas ubiegłorocznej konferencji „Problemy zwierząt i ze zwierzętami w mieście”, jaką zorganizowaliśmy w Hali Stulecia. Wśród zaproszonych gości był między innymi szef Związku Kynologicznego ze Szwecji, który opowiadał nam, jak tam rozwiązano pewne kwestie. W miastach są na przykład specjalnie wydzielone tereny, takie place zabaw dla psów, gdzie właściciele mogą spuścić je ze smyczy, pobawić się z nimi, w sposób bezpieczny i niezagrażający innym. Tego u nas bardzo brakuje, mieszkańcy centrum miasta nie mają właściwie dokąd pójść ze swoimi psami.
W Szwecji istnieje też prawo, zakazujące osobom pracującym dłużej niż 4 godziny dziennie posiadania psa, chyba że oddają go na ten czas do specjalnej psiej świetlicy. To hiperdbałość o potrzeby zwierząt – wszak psy to zwierzęta stadne i życie w zamkniętym mieszkaniu, gdy właściciela nie ma w domu, to dla nich męczarnia. Nam jednak jeszcze do takiego myślenia bardzo bardzo daleko…

– Ale to właśnie w Centrum narodził się bardzo nowatorski – jak na nasze polskie warunki – pomysł. Przygotowywany z myślą o seniorach…

– Z Wrocławskim Centrum Seniora współpracujemy już od dawna. W ramach autorskiego programu „Przyjazne 4 łapy” szkolimy na przykład wolontariuszy, mających zaopiekować się zwierzętami seniorów, którzy czasowo lub trwale nie są zdolni do sprawowania nad nimi opieki.
Najnowszy nasz pomysł też narodził się z potrzeby chwili. Seniorzy wielokrotnie sygnalizowali nam, że chętnie wzięliby ze schroniska psy, i to właśnie te stare, zniedołężniałe, na które nikt nie czeka i których nikt nie chce, ale boją się, że nie podołają temu finansowo, bo stare zwierzęta przecież częściej chorują i wymagają specjalistycznej opieki weterynaryjnej. Wymyśliliśmy więc, by stworzyć specjalny fundusz, który będzie ubezpieczał stare psy. Jesteśmy już po rozmowach wstępnych z pewnym towarzystwem ubezpieczeniowym, które przygotowuje dla nas specjalny produkt, bardzo ciekawy.
Pozostaje kwestia funduszy. Będziemy je zbierać – po części drogą tradycyjną, w postaci datków, po części innymi sposobami. Zamierzamy na przykład uruchomić sklepik z używanymi akcesoriami dla zwierząt, jak smycze, miski, posłania. Będzie je można kupić po znacznie niższej cenie – już zbieramy „fanty” od zaprzyjaźnionych ludzi.
Inny pomysł to nagranie płyty z moimi wierszami, które czytałyby znane i lubiane osoby – m.in. prezydent Wrocławia, Grzegorz Turnau czy Agata Buzek. Ciągle jednak za wcześnie na to, by mówić o szczegółach.

– Ma Pani zwierzęta?

– Mam trzy psy. Corel jest psem zakupionym, dwie pozostałe suczki – Mausi i Zuzia – zostały przygarnięte. Zuzię odebraliśmy jej właścicielowi, który grał sobie nią jak piłką na ulicy. Mausi, jako sześciomiesięczny szczeniak, mieszkała w rowie, w jednej z podwrocławskich wsi. Bała się ludzi tak potwornie, że do jedzenia, które jej zawoziłam, podchodziła dopiero wtedy, gdy upewniła się, że już wsiadłam do samochodu. Dopiero po trzech miesiącach pozwoliła się dotknąć.
Właściwie nie pamiętam sytuacji, kiedy zwierząt wokół mnie nie było, to one obchodziły mnie najbardziej. Praca, która mnie pasjonowała od zawsze, to praca nad relacją między zwierzęciem a człowiekiem. Ale dopiero w 2008 roku wszystko zaczęło się krystalizować… Wspólnie z Marcinem Wierzbą, zoopsychologiem i treserem, opracowaliśmy plan działań edukacyjnych, koncepcję powołania centrum, a prezydent Dutkiewicz poparł tę inicjatywę. I tak zaczęliśmy działać w strukturach miejskich. Naszym celem jest nie tylko kształtowanie odpowiednich postaw wobec zwierząt, ale także stworzenie w mieście płaszczyzny porozumienia pomiędzy właścicielami zwierząt i ludźmi, którzy ich nie posiadają, rozwiązywanie rodzących się na tym tle konfliktów. Stąd zresztą drugi człon naszej nazwy – od łacińskiego audiatur et altera pars, czyli należy wysłuchać także drugiej strony. By zwierzęta w mieście były dobrze postrzegane, by nie wzbudzały ani kontrowersji, ani niechęci, ani lęku – właściciele muszą wziąć za nie pełną odpowiedzialność. Tej odpowiedzialności właśnie uczymy.

– Dziękuję za rozmowę.

Chcesz zostać wolontariuszem? Zadzwoń
Centrum Przyjaznych Relacji Ludzie – Zwierzęta
Kontakt:
Barbara Borzymowska – 602 744 213
Marcin Wierzba – 601 577 754

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*