Nowości

Zakłamywanie ludobójstwa

– Ludobójstwo ukraińskie na Polakach w okresie II wojny światowej pod względem swej bezwzględności i barbarzyństwa, a po jego dokonaniu – po dziś dzień! – ze względu na zaprzeczenia lub co najmniej grubymi nićmi szyte relatywizowanie i wykręty – znacznie „przewyższa” ludobójstwo niemieckie i sowieckie – twierdzi prof. dr Ryszard Szawłowski. I przytacza następujące dowody.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

– Ludobójstwo ukraińskie na Polakach w okresie II wojny światowej pod względem swej bezwzględności i barbarzyństwa, a po jego dokonaniu – po dziś dzień! – ze względu na zaprzeczenia lub co najmniej grubymi nićmi szyte relatywizowanie i wykręty – znacznie „przewyższa” ludobójstwo niemieckie i sowieckie – twierdzi prof. dr Ryszard Szawłowski. I przytacza następujące dowody.

Po pierwsze, ludobójstwo ukraińskie, w swoim założeniu obejmowało jak najszybszą eksterminację fizyczną (wymordowanie) – „tam i wtedy” – wszystkich Polaków, których udało się dosięgnąć, od niemowląt po starców, bez jakiejkolwiek różnicy płci lub wieku.

 Po drugie, ludobójstwo ukraińskie połączone było z reguły ze stosowaniem najbardziej barbarzyńskich tortur. Stosowano: rąbanie ofiar siekierami, wrzucanie rannych do studzien, przerzynanie piłą, wleczenie koniem, wydłubywanie oczu, wyrywanie języków. Takich barbarzyńskich czynów Niemcy, a nawet Sowieci nie dokonywali. Oczywiście było bicie i często bestialskie znęcanie się w czasie śledztw oraz w obozach koncentracyjnych (gdzie dochodziło jeszcze wielkie głodowanie i praca ponad siły, zbrodnicze eksperymenty medyczne u Niemców etc.), ale nie miało miejsca mordowanie połączone z obcinaniem czy wyrywaniem części ciała, przepiłowywaniem, rozpruwaniem brzuchów i wywlekaniem wnętrzności.

Po trzecie, o ile ludobójstwo niemieckie i sowieckie dokonywane było wyłącznie przez „wyspecjalizowane” zbrodnicze formacje mundurowe: po stronie niemieckiej w szczególności tzw. Einsatzgruppen oraz SD (Sicherheitsdienst); po stronie sowieckiej wojska NKWD – to inaczej było, jeśli chodzi o ludobójstwo ukraińskie. Dokonane ono zostało przez szerokie rzesze tamtejszych Ukraińców, nie tylko „bojowników” UPA, ale również grube tysiące zwykłych chłopów (często zresztą do tego przez UPA przymuszanych), oraz nieraz niestety wspomagających ich w dobijaniu, podpalaniu, a zwłaszcza rabunku masy kobiet, wyrostków, a czasem nawet dzieci.

 Po czwarte, osobnej wzmianki wymaga zjawisko szczególnie zbrodniczego podejścia do małżeństw mieszanych polsko-ukraińskich. W takich mianowicie przypadkach ukraińscy ludobójcy nierzadko mordowali – gdzie się dało – całe takie rodziny, łącznie z dziećmi, lub dochodziło, co najmniej do mordu na polskim współmałżonku. Mało tego, niekiedy pod groźbą kary śmierci zmuszali ukraińskiego męża czy nawet ukraińską żonę do własnoręcznego zamordowania polskiego współmałżonka. Takie barbarzyństwo nie miało, w sytuacjach małżeństw mieszanych (na przykład polsko-rosyjskich) nigdy miejsca u Sowietów lub w przypadku małżeństw niemiecko-żydowskich u Niemców.

Po piąte, w przypadkach ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego na Polakach chodziło o zbrodnie dokonane przez okupantów. Tymczasem ludobójstwo ukraińskie dokonane zostało przez Ukraińców – obywateli polskich, mieszkańców tamtych terenów w okresie II RP, którzy nie wykazali choćby minimalnej lojalności. Ale, dodajmy, gdy było to dla nich korzystne, Ukraińcy nadal skwapliwie na polskie obywatelstwo się powoływali, albo wręcz, posługując się zrabowanymi dokumentami osobistymi zamordowanych Polaków, „repatriowali się” pod ich nazwiskami do Polski lub przemieszczali na Zachód.

Po szóste, z ludobójstwem ukraińskim związana była przeważnie barbarzyńska „taktyka spalonej ziemi”. Po zrabowaniu ruchomości i inwentarza zamordowanych Polaków, ich budynki były przeważnie palone (wycinano nawet sady), często niszczono także budynki publiczne, np. szkolne. W tych ramach zniszczono też całkowicie dużą liczbę zabytkowych polskich dworów z zabudowaniami gospodarczymi oraz kościołów i kaplic katolickich. Takiego dodatkowego barbarzyństwa nie demonstrowali na ogół ani Niemcy, ani Sowieci.

Po siódme, Niemcy od dawna przyznają się do swoich zbrodni i publicznie za nie przeprosili. Na parę gestów zdobyli się również Rosjanie. Także w literaturze niemieckiej i od 10 lat – rosyjskiej, omawia się otwarcie ludobójstwo na Polakach. Natomiast zachowanie Ukraińców w tym względzie jest na ogól kompletnie inne: demonstrowane jest milczenie, wielkie krętactwo lub wręcz grube kłamstwo.

Na Ukrainie,
nie tylko we Lwowie, ale nawet w Kijowie, stawiane są pomniki SS-owcom 14. Dywizji Strzelców SS-Halyczyna, kierownikom OUN-UPA E. Konowalcowi, A. Melnykowi, S. Banderze, R. Szuchewiczowi i innym. Mordercy Polaków, Żydów, Rosjan, Ukraińców sławieni są jako „narodowi bohaterowie Ukrainy”, a ich nazwiskami nazywa się ulice i place. Jakby tego było mało, teraz zorganizowano dla młodzieży rajd rowerowy poświęcony pamięci przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stiepana Bandery. Prezes Fundacji Dobroczynnej „Eko-Miłosierdzie” podkreśla, że „cel naszej akcji nie polega tylko na tym, żeby uhonorować Stiepana Banderę, ale także, aby popularyzować wśród ukraińskiej młodzieży zdrowy tryb życia, którego on surowo przestrzegał”. Jednym słowem – święty człowiek, który powinien zostać wyniesiony na grekokatolickie ołtarze.

Przypomnijmy, że ten ekolog, obywatel RP, przed wojną został skazany za współudział w zamordowaniu ministra spraw wewnętrznych RP Pierackiego, a w czasie wojny był przywódcą jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), której zbrojne ramię, Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), dokonywało od wiosny 1943 roku na Wołyniu i w Galicji Wschodniej czystek etnicznych na ludności polskiej, mordując od 100 do 150 tys. osób.

Tour de Bandera
 już był na granicy, już witał się z gąską, kiedy MSWiA podjęło wreszcie decyzję o odesłaniu cyklistów do domu. Powodem było „wyłudzenie wiz” przez Ukraińców, gdyż „wnioski o wizy nie odpowiadały rzeczywistemu celowi pobytu Ukraińców na terenie Polski” i dlatego konsulat polski we Lwowie wydał Pawło Sawczukowi oraz jego kolegom wizy sportowe.

– Decyzja o odmowie została podjęta w zgodzie z polskim prawem i prawem UE, a polskie władze nie oceniają poglądów uczestników rajdu – stwierdził wiceminister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak.

Co więcej, fakt wyłudzenia wiz potwierdza sam organizator rajdu Pawło Sawczuk, który jawi się nie tylko jako prowokator, ale szczera do bólu gaduła:
– Przecież starając się o polską wizę nie mogliśmy powiedzieć, że jedziemy na rajd śladami Stiepana Bandery.  Decyzja polskich władz nie była dla nas niespodzianką. Nasze wizy zostały anulowane, jednak szczęśliwie nie otrzymaliśmy długoterminowego zakazu wjazdu do Polski. To, że nie zostaniemy wpuszczeni, było dla nas oczywiste.

Jeżeli ktoś z naszych władz miał jakiekolwiek wątpliwości, czy rajd jest prowokacją ukraińskich nacjonalistów, czy też nie, to po wypowiedzi organizatora tego przedsięwzięcia nie powinien mieć żadnych złudzeń. A naiwnych urzędników z lwowskiego konsulatu trzeba natychmiast odwołać do kraju, bo mogą nam jeszcze większej biedy napytać.

– Najpodlejsze było wykorzystanie przez nacjonalistów ukraińskich dzieci do promocji faszyzmu i antysemityzmu. – twierdzi kapelan kresowiaków ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który jako pierwszy wraz z działaczami Światowego Kongresu Kresowiaków protestował przeciwko tej imprezie. – Oficjalnie patronat nad tym rajdem mają dwie skrajnie nacjonalistyczne partie ukraińskie: antypolska, antysemicka Swoboda i Kongres Ukraińskich Nacjonalistów. I to ci ludzie stają za plecami tych nieletnich sportowców.

Pierwszy międzynarodowy dziecięcy kolarski rajd „Europejskimi śladami Stiepana Bandery” wystartował 1 sierpnia spod pomnika Bandery w Czerwonogradzie. Jego trasa miała prowadzić m.in. przez Sanok, Kraków i Oświęcim. Finisz zaplanowano na 24 sierpnia (Dzień Niepodległości Ukrainy) w Monachium, oczywiście przy grobie Bandery. Tour de Bandera dojechał tylko do naszej granicy, ale jego organizatorzy i protektorzy zapowiedzieli, że podejmą kroki prawne, aby zmusić Polskę do otwarcia dla ich imprez swoich granic. W końcu mamy być razem w Unii Europejskiej czy też nie?

Ciekawe, czy po tak nieudanym debiucie z młodymi cyklistami Fundacja Dobroczynna „Eko-Miłosierdzie” skrzyknie żyjących upowskich kombatantów i zorganizuje im na przykład pieszą pielgrzymkę „Rezun 2010” do grobu ich idola? A niby, dlaczego nie. Przecież, jak to się mówi, oni zawsze kochali Polaków na zabój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*