Zakochani w zjawiskach astronomicznych z niecierpliwością odliczają dni do sierpnia, kiedy na niebie Księżyc całkowicie zasłoni Słońce. Chwilę później polecą Perseidy, a potem rozpocznie się sezon polowań na niebieskie zorze.
Robiąc wiosenne porządki, znalazłam kasety magnetofonowe z młodszej młodości: U2, Lady Pank, Budka Suflera, Kasia Kowalska i Yugoton. Tę ostatnią otwiera piosenka „Malcziki” w wykonaniu Kazika:
„Płomienne zorze budzą mnie ze snu…”
Kazik bynajmniej nie śpiewa o zjawiskach atmosferycznych, lecz o giełdowych porankach, szalonej pracy w biurowcach i nocach upływających na odreagowywaniu, niemniej tekst przypomniał o płomiennych brzaskach z jesieni i zimy, kiedy budzące ze snu niebo rozświetla się różami, oranżami, zieleniami i innymi barwami. Czarne ptaki złowieszczo podrywają się do lotu, zataczają koła i wracają na gołą koronę drzewa. I już nie wiadomo, czy dzień się zaczyna, czy świat się kończy.
Kolory wschodów i zachodów
Skończyła się jesień i skończyła zima, ale pytanie pozostało: skąd te barwne spektakle i dlaczego latem są mniej wyraźne? — Powód jest nadzwyczaj prosty — odpowiada dr Paweł Preś z Instytutu Astronomicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. — Zimą słońce w Polsce nigdy nie wznosi się wysoko nad horyzont.
Gdy jest nisko, czyli u nas późną jesienią i zimą, zwłaszcza o wschodach i zachodach, emitowane przez nie światło pada pod znacznie większym kątem i w efekcie musi przejść przez dużo grubszą masę atmosfery. W takich warunkach łatwiej przedzierają się najdłuższe fale światła, czyli czerwone, jak również długie: zielone, żółte i pomarańczowe. Krótsze – fioletowe i niebieskie – ulegają większemu rozszczepieniu na cząsteczkach zawartych w atmosferze, dlatego ich nie widać.
— Słońce zaczyna przybierać barwę pomarańczową, a nawet czerwoną. Niebo w jego okolicach także zmienia swój kolor. Co ciekawe, błękit nieba nad naszymi głowami staje się głębszy. Kontrast barwny, z ledwie zauważalnego w środku dnia, staje się wyraźny i oczywisty, a krajobraz malowniczy — wyjaśnia dr Preś.
Gdy natomiast zawieszone jest wysoko, pojawiają się inne kolory. W tym miejscu także możemy przypomnieć starą, dobrą piosenkę, z tym że śpiewaną przez Korę: „a słońce wysoko, wysoko, świeci pilotom w oczy, rozgrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie”.
Za Korą naukowiec z naszego uniwersytetu: – Gdy słońce jest wysoko nad horyzontem, dominuje barwa jasnoniebieska. Jasne niebo to tak naprawdę także światło słoneczne, jednak rozproszone na atomach azotu i tlenu. To rozproszenie bardzo mocno zależy od długości fali i jest najsilniejsze dla światła niebieskiego. Efekt jest taki, że za dnia niebo jest niebieskie, a słońce, zubożone o tę barwę, odbieramy jako żółte. Tak naprawdę jego światło jest barwy białej, ale to można zobaczyć tylko wyleciawszy poza atmosferę ziemską.
Kto pomoże zobaczyć zorze
Wschodów i zachodów specjalnie pilnować nie trzeba. Co innego z zorzami, które od jakiegoś czasu widywane są także z terytorium Polski, w tym z obszarów wielkomiejskich, takich jak Wrocław i jego okolice, mimo sztucznego światła emitowanego przez miasta.
Kto pomoże zobaczyć i zrozumieć to kolorowe i spektakularne zjawisko? Karol Wójcicki, przedstawiający się w dwóch słowach: popularyzator astronomii. Taki też tytuł – oficjalny – przyznało mu Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego z Polską Agencją Prasową za długoletnie rozpowszechnianie i wyjaśnianie (w mediach społecznościowych, kalendarzach papierowych, na wykładach i spotkaniach) dziwów pojawiających się na niebie.
Jedną z jego działalności jest prowadzenie profilu „Z głową w gwiazdach” na Facebooku. Obserwuje go prawie pół miliona internautów. Karol Wójcicki publikuje tam m.in. alerty zorzowe, w których podpowiada, kiedy i z jakich miejsc obserwować barwne filary i plamy zórz. Jego wpisy są wiarygodnym i przystępnym źródłem informacji także o zaćmieniach, pełniach, o Drodze Mlecznej, spadających na Ziemię meteorytach czy o misjach kosmicznych.
Po raz ostatni zorza polarna była widziana z Polski, nie pomijając Wrocławia, w styczniu tego roku i choć nie była tak mocna i długa jak ta z maja 2024, to zachwyciła falującymi zielonymi wstęgami i jest wspominana do dziś.
— W ostatnich latach bardzo wzrosła nasza świadomość na ten temat i okazuje się, że całkiem często możemy w Polsce zobaczyć nawet kilkanaście zórz w ciągu roku. Niektóre z nich, jak ostatnio w styczniu, są tak silne, że rozlewają się bezpośrednio nad Polską — podkreśla dr Paweł Preś z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Naukowiec przypomina rzadkie sytuacje z historii, kiedy zjawisko zorzy było widoczne nawet w północnej Afryce. Oczywiście im dalej na północ, tym częściej występuje. Zorza kojarzona jest głównie z obszarami polarnymi, z Islandią i z krajami Skandynawii.
— Pojawiają się one wtedy, gdy Słońce wyrzuci w stronę Ziemi wielki obłok namagnetyzowanej plazmy, który dziś określamy skrótem CME. Takie silne wyrzuty zwykle powstają w trakcie rozbłysków słonecznych, lecą one jednak w różnych kierunkach i wcale nie muszą zahaczyć o naszą planetę. Czasami jednak Słońcu udaje się wyrzucić coś właśnie na nas. Gdy taki obłok dotrze do Ziemi, zaczyna bardzo mocno targać jej polem magnetycznym. Wtedy to od strony biegunów magnetycznych wpadają do atmosfery ziemskiej duże ilości swobodnych elektronów i protonów. Cząstki te pobudzają atomy atmosfery do świecenia i pojawia się zorza — tłumaczy dr Preś.
Niebieska
O ile z naszego kraju widywana jest czerwona i zielona, o tyle do niebieskiej trzeba się pofatygować, najlepiej na pograniczne Finlandii i Norwegii. „Znalezienie niebieskiej zorzy jest ekstremalnie trudne” – pisze Karol Wójcicki.
Podstawowa różnica jest taka, że za kolor zielony i czerwony odpowiada tlen, natomiast za niebieski – azot. „Konkretnie jego zjonizowana postać N₂⁺, czyli azot pozbawiony jednego elektronu” — precyzuje ekspert i dodaje, że elektron wytrącany jest z azotu, gdy jego atomy bombardowane są przez bardzo silny wiatr słoneczny. Dzieje się to wysoko w atmosferze ziemskiej.
„Potrzebny jest jeszcze jeden, wyjątkowy składnik: promieniowanie UV ze Słońca. N₂⁺ zaczyna emitować niebieskie światło pod wpływem promieniowania UV. Oznacza to, że żeby taka zorza się pojawiła, jej górne warstwy muszą być w zasięgu promieni słonecznych” — pisze specjalista.
On upolował niebieską zorzę w marcu, czyli w okresie równonocy (wypada także we wrześniu), który sprzyja temu najbardziej. „Gdy noc na dalekiej północy jest już płytka albo… właśnie na biegunie północnym, gdy 250 km nad Ziemią docierają promienie słoneczne”. Wójcicki dodaje: „zdecydowanie częściej najwyższe warstwy zorzy mają barwę fioletową – to wynik mieszania się czerwonej emisji tlenu z niebieskim światłem azotu. Zobaczenie czystego niebieskiego jest przez to tak rzadkie!”
Mniej wtajemniczonych łowców zórz w błąd wprawiają aparaty fotograficzne, które na zdjęciach tworzą niebieskie złudzenie. „Jest to tylko i wyłącznie efekt złego ustawienia balansu bieli w aparacie. Fotografując często w obszarach miejskich, aparaty w ten sposób niwelują wpływ sztucznego, ciepłego światła ulicznego, co powoduje ochłodzenie barw zjawiska obserwowanego na niebie” — argumentował Karol Wójcicki.
Wydarzenie roku
Popularyzator wiedzy o niebie cyklicznie publikuje kalendarz astronomiczny. Tematem głównym edycji 2026, z podtytułem „W pogodni za cieniem”, jest zjawisko, które w kontynentalnej części Europy wydarzy się pierwszy raz od 27 lat.
12 sierpnia – całkowite zaćmienie Słońca (Słońce, Księżyc i Ziemia ustawiają się w jednej linii). Będzie widoczne na Islandii późnym popołudniem i w Hiszpanii na krótko przed zachodem. W Polsce? Także. Wprawdzie nie pełne, za to bardzo głębokie. Trzeba będzie patrzeć w niebo w okolicach godziny 20:00.
„Zobaczymy bardzo głębokie zaćmienie częściowe o zachodzie Słońca” — informuje Karol Wójcicki. „Planując obserwacje warto upewnić się, że w kierunku zachodzącego Słońca nic nie zasłoni nam widoku w kluczowym momencie zaćmienia” — przestrzega.
Na drodze do przyjemności obserwowania tego nadzwyczajnego zjawiska stanąć może budynek, wzgórze, linia lasu lub inne przeszkody przysłaniające horyzont. Zaszkodzić oczom może z kolei patrzenie na Słońce bezpośrednio lub przez znachorskie w tym przypadku przedmioty, takie jak klasyczne okulary słoneczne, zadymione szyby czy aparaty fotograficzne. Czego zatem użyć, gdy brak dostępu do profesjonalnego sprzętu astronomicznego?
Najlepiej sprawdzają się okulary ze specjalistyczną folią Baadera. Można nieco oszukać system i w stronę Słońca skierować lornetkę, a za nią zasymulować ekran przy pomocy białego papieru lub materiału. Na nim pojawi się projekcja Słońca i zaćmienia. Podobnie zadziała durszlak skierowany w stronę Słońca, którego promienie odbiją się na ziemi. W ostateczności można patrzeć na zaćmienie przez kliszę rentgenowską, lecz co najwyżej przez kilka sekund.
Gdy Księżyc w pełni
Zaraz po zaćmieniu Słońca nastąpi inne budzące emocje zjawisko. Na noc z 12 na 13 sierpnia przypada maksymalna aktywność meteorów z roju Perseidów, nazywanych potocznie spadającymi gwiazdami. Będą one mocno aktywne także kolejnej nocy. Ponoć spełniają się wtedy życzenia…
O zjawiskach astronomicznych piszę 1 maja, na kilka godzin przed pełnią Księżyca. Tym razem jest to Księżyc Niebieski… Blue Moon… Powodem jest fakt, że w jednym miesiącu kalendarzowym nasz satelita będzie w pełni dwukrotnie (także 31 maja). To rzadka sytuacja. W takich my mówimy, że dzieje się coś od wielkiego dzwonu, zaś Anglicy mawiają: once in a blue moon.
Nadawanie nazwy prawie każdej pełni staje się zwyczajem. — A to Księżyc jest Truskawkowy albo Wilczy, albo Zimny czy Lodowy — wymienia dr Paweł Preś. — Nazwy te są wytrząsane zawsze z rękawa, bowiem nigdy w naszej kulturze nie istniał obyczaj szczególnego nazywania poszczególnych pełni. Nie mają one żadnego uzasadnienia etnograficznego, są wymysłem współczesnej kultury masowej. Każde zjawisko kulturowe musi mieć jednak swoje początki. Może obserwujemy właśnie narodziny nowego obyczaju kulturowego, swoistej romantyzacji księżycowych pełni, która na trwałe wejdzie nam w krew?
Jak krew w piach to frazeologizm oznaczający bezowocne wysiłki. Jak krew w księżyc też by pasowało… Pasowałoby wspomnieć, że o Krwawym Księżycu usłyszymy zapewne pod koniec sierpnia podczas jego częściowego zaćmienia, albo innym razem, gdy będzie oszukiwać, że jest czerwony.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis