Inni we Wrocławiu. Chcą tu żyć legalnie

„Wierni zasadzie tolerancji i wzajemnego szacunku deklarujemy gotowość do podjęcia działań, zmierzających do zbudowania (…) życzliwej interakcji różnych kultur”. To deklaracja m.in. prezydenta Wrocławia. Wszak Wrocław to miasto spotkań. Jak czują się wśród nas obcokrajowcy? Posłuchajmy czterech kobiet przybyłych z bliskich i dalekich krajów.

Tatiana Botyanovskaya (Bocianowska) przyjechała do Wrocławia w 2016 roku, kiedy granicę białorusko-polską przekraczało się swobodnie. Do opuszczenia ojczyzny zmusiła ją sytuacja polityczna i reżim Łukaszenki. Odrzuciła propozycję nie do odrzucenia, pożegnała się z rodziną, wykupiła kurs języka polskiego i wyjechała. Dlaczego do Wrocławia? – Mam polskie korzenie. Ojciec i dziadkowie byli Polakami. Wieś dziadków opustoszała podczas pierwszej „Operacji Polska” w 1937 roku. Połowę rozstrzelali, połowę wywieźli na Sybir. Później przyszła wojna i faszyści, którzy zniszczyli całą wieś, włącznie z kościołem i cerkwią. Po dziadkach słuch zaginął podczas drugiej „Operacji Polska” w 1947 roku – wspomina. – Urodziłam się i długo mieszkałam w Mińsku, gdzie na cmentarzu Kalwaryjskim leży moja babcia, z domu Sawicka – dodaje.

Tatiana miała wizę i potrafiła czytać po polsku, szybko uczyła się mówić, więc z pracą nie było problemu. Poszła do Poczty Polskiej, bo w dzieciństwie marzyła, żeby zostać listonoszem. Roznosiła listy po Gądowie Małym. Później postanowiła spełnić inne marzenie z dzieciństwa – została ochroniarzem. – Jestem strzelcem zawodowym, uwielbiam broń, ale w Polsce trudno zdobyć licencję. Bez karty pobytu nawet pozwolenia na wędkowanie nie można dostać. Ani kichnąć, ani puknąć bez załatwienia formalności – narzeka.

Dlaczego Tatiana nie ma karty? Przecież wniosek złożyła – w 2018 roku. Mówi, że decyzja powinna była być wydana najpóźniej w czerwcu ubiegłego roku. Do dziś nie wie, czy została podjęta. – Koronawirus był wtedy w rozkwicie, wszystko pozamykane. Urząd wojewódzki zorganizował konsultacje na lotnisku. Pojechałam i zapytałam, co z moją sprawą. Usłyszałam, że baza z wnioskami jest zamknięta i nie można do niej zajrzeć – opowiada Białorusinka.

Biurokratyczna machino – stop!

Problem z kartami pobytu znany był dobrze we Wrocławiu na długo przed epidemią i dotykał rzesze obcokrajowców, przede wszystkim imigrantów spoza Unii Europejskiej, a zwłaszcza Ukraińców. – Największą dla nas trudnością jest machina biurokratyczna – mówi 24-letnia Sofiia Baianova. – Uzyskanie zezwolenia na pracę, a zwłaszcza pobyt na Dolnym Śląsku, zajmuje średnio dwa lata, a maksymalnie pięć, przy czym ustawa określa termin rozpatrywania wniosków w terminie od jednego do trzech miesięcy.

Sofiia dobrze zna Wrocław. Mieszka tu od 6 lat. Ma rozeznanie w problemach rodaków i innych cudzoziemców, ponieważ pracuje w Fundacji Ukraina oraz Centrum Ukraińskim Kultury i Rozwoju. – Najważniejsza zmiana, której potrzebujemy, to usprawnienie procesów formalnych uzyskania zezwoleń na pracę i pobyt – oznajmia.

Ze słynną biurokracją i biernością urzędów zmierzyła się także Olga Casanova Talens. 35-letnia Hiszpanka wprowadziła się zaledwie 9 miesięcy temu: – Nie jest łatwo pozbierać wszystkie zezwolenia, zarejestrować się jako mieszkaniec czy założyć jednoosobową firmę. Nie wspominając już o tym, że do polskiego urzędu nie sposób się dodzwonić, trudno znaleźć informacje po angielsku lub osobę, która jasno powie, co trzeba zrobić. Hiszpanka sugeruje, że uproszczenie procedur związanych z osiedleniem się w mieście byłoby dużym ułatwieniem dla przybyszy z zagranicy.

Tatiana podkreśla, że Białorusini nie lubią prosić o pomoc, radzą sobie sami. – Ale zezwólcie nam pracować i żyć legalnie. Zapłacimy tu podatki. Powiecie 30 procent – zapłacimy. Powiecie 50 – zapłacimy. Tylko nie chcemy chodzić codziennie po urzędach, bo to jest najtrudniejsze–ubolewa.

Studia, praca i marszruta

Przed przyjazdem do Wrocławia nigdy nie była w Polsce. Wcześniej mieszkała w Szwecji i Niemczech. Podróżowała z dzieckiem i mężem, który był tam zapraszany do pracy. Wrócili na Białoruś, Tatiana znów wyjechała, ale tym razem bez rodziny. Mąż musiał zostać w firmie, w której jest dyrektorem. Trudno byłoby znaleźć zastępcę, bo to biznes o wąskiej specjalizacji. Teraz produkują składniki do testów na COVID. – Mąż jest człowiekiem odpowiedzialnym i to nie pozwoliło mu wtedy wyjechać. Tylko kilka firm w całym kraju zajmuje się taką produkcją, a testy muszą być. Poza tym nie chciał zostawiać ludzi bez pracy – wspomina. – Już dwa lata nie widziałam rodziny, bo z Białorusi nie można teraz normalnie wyjechać. A o moim powrocie nie ma mowy, bo nie chcę iść do więzienia.

Jest jeszcze jedna przeszkoda na drodze do wytęsknionego spotkania z rodziną – brak karty pobytu. Tatiana przebywa i pracuje we Wrocławiu na podstawie wizy. Termin ważności dokumentu upłynął, ale został przedłużony ze względu na epidemię. – Z wizą mogę wyjechać z Polski, ale nie będę mogła tu wrócić. Przez to nie zobaczę rodziny nawet na chwilę w jakimś trzecim kraju, poza Białorusią i Polską – zauważa.

Dlaczego nie starała się o kartę od razu po przyjeździe do Wrocławia? – Do dziś żałuję, że zwlekałam, ale wtedy nie spodziewałam się, że sytuacja na Białorusi aż tak się zaostrzy – tłumaczy. Tatiana bardzo chciałaby w pełni zalegalizować pobyt, bo z Wrocławiem dużo ją łączy. Ma tu studia na Akademii Sztuk Pięknych i znajomych, zarówno Białorusinów, jak i Polaków. – Mam swoje ulubione marszruty. Podoba mi się Wrocław, jestem zadowolona z życia tutaj, nigdy osobiście nie spotkałam się z ksenofobią lub rasizmem. Zresztą mi wszędzie było dobrze, czy to w Goteborgu, czy Poczdamie, w Berlinie czy we Wrocławiu. Lubię poznawać historię, tradycję, kuchnię. Nigdzie  nie czuję się jak w obcym kraju – wyznaje.

Wrocław a Hongkong

Obcokrajowcy lubią Wrocław za różne cechy. – Miasto jest bardzo otwarte i wielokulturowe. Widać to w działaniach samorządowych, w komunikacji miejskiej, gdzie emitują zapowiedzi licznych działań wielokulturowych i ukraińskich. Inne przykłady to realizacja wielu inicjatyw dla migrantów czy na rzecz wielokulturowości – wymienia Sofiia Baianova. Oldze Casanova Talens bardzo podoba się miejska zieleń i natura wokół miasta. – Przyjemnie spędza się czas w miejskich parkach oraz w górach i nad jeziorami niedaleko Wrocławia – mówi Hiszpanka, która na co dzień projektuje grafiki i wykonuje prace plastyczne. – Uwielbiam stragany i kramy z sezonową i lokalną żywnością, a także niebo, które jest tu takie piękne. Mogłabym patrzeć w chmury godzinami!

Imigranci z krajów o silniejszej walucie zwracają uwagę na niskie koszty życia. –Jest tanio. W porównaniu do Hongkongu, gdzie żyłam poprzednio, o kilka razy taniej – porównuje Australijka Christine Nigam, która we Wrocławiu inwestuje w nieruchomości. – Niestety, koszty życia rosną bardzo szybko, a pensje za tym nie nadążają, chyba że w IT. Poza tym jest to piękne miasto, niezbyt duże, więc nie traci się dużo czasu na przemieszczanie – dodaje.

Podobne zalety wyróżnili kilka lat temu obcokrajowcy, którzy wzięli udział w badaniu opinii „Obok siebie”, przeprowadzonym przez serwis Morizon.pl. Wymienili także możliwości na rynku pracy, ciekawą ofertę kulturalną, przyjemną atmosferę, dobre połączenia samolotowe i przyjaznych mieszkańców. Wrocław postrzegają jako miasto bezpieczne, rozwojowe, miłe i ciekawe.

Do you speak english?

Oczywiście, w ich oczach Wrocław nie jest miastem pozbawionym wad. Bynajmniej. Zanieczyszczenie powietrza, korki, konserwatyzm, korupcja, wysokie czynsze, infrastruktura i komunikacja miejska – to tylko niektóre minusy, które widzą. Dużą przeszkodą jest bariera językowa. Tatiana i Sofiia mówią po polsku, więc ten problem ich nie dotyczy. Trudniej mają osoby posługujące się językiem angielskim. – Porównując do innych miast w zachodniej Europie, tutaj słabo mówi się po angielsku. Wyjątkiem jest pewna część młodych osób. Bariera językowa utrudnia integrację. Przez to Polacy trzymają się raczej z rodakami – zauważa Christine Nigam. – Z rozmów z migrantami, którzy przeprowadzili się do Polski z innego kraju Unii, wiemy, że język i różnice międzykulturowe to największe trudności – informuje Sofiia Baianova. – We Wrocławiu jest liczna grupa migrantów anglojęzycznych, pracujących w międzynarodowych korporacjach. Często to pracodawca zapewnia im wsparcie i integrację.

Obcokrajowcy myślą, że język angielski powinien być powszechny oraz bardziej obecny w kulturze, sztuce i wydarzeniach społecznych. – Jak na międzynarodowe miasto, nie ma wielu wydarzeń, warsztatów lub kursów w języku angielskim. Powinno być ich więcej – uważa Olga Casanova Talens.

Sofiia Baianova spostrzegła, że wiele inicjatyw podejmuje się z uwzględnieniem potrzeb językowych i kulturowych jej rodaków, ponieważ są oni największą grupą wśród obcokrajowców żyjących we Wrocławiu. – Zaryzykuję stwierdzenia, że Ukraińcy są uprzywilejowani, ale to naturalne. Często my sami włączamy się w te inicjatywy, wspieramy i inicjujemy. Są organizacje pozarządowe, grupy nieformalne stworzone przez Ukraińców, projekty – wylicza.

Ukrainka przekonuje, że trzeba mocniej zadbać również o pozostałe narodowości. – Potrzebujemy włączenia imigrantów, ich potrzeb i obowiązków do różnych innych procesów życia społecznego poza pracą. Taka potrzeba, mam nadzieję, zostanie zauważano po ogłoszeniu wyników spisu narodowego, z którego wyniknie skala migracji – przewiduje.

Nadrzędną potrzebą pozostaje usprawnienie procedur w urzędach. – Tempo załatwiania formalności jest haniebne. Ci sami imigranci, którzy są wykorzystywani jako tania siła robocza, czekają latami na legalizację pobytu – oburza się Australijka.

Wrocławianin w oczach innych

Jak wynika z raportu „Obok siebie” najwięcej obcokrajowców przyjechało do Wrocławia ze względu na pracę (25%), ale motywów jest mnóstwo. Sofiia postanowiła kontynuować tu studia, Olga po długim pobycie w Wielkiej Brytanii poszukiwała spokojniejszego miejsca do życia, natomiast nad Chrisine krążą słowa popularnej teraz piosenki: „weszłam na jedną chwilę, zostałam kilka lat.” – Zainteresowałam się Wrocławiem w trakcie podróży po Europie, kiedy wyczytałam, że to miasto było Europejską Stolicą Kultury. Zarezerwowałam kilka noclegów, ale kiedy zobaczyłam Rynek i poczułam, jak tanio się tu żyje, postanowiłam zostać na dłużej – opowiada. Od tego czasu minęły 3 lata.

Australijka zdążyła wyrobić sobie zdanie o wrocławianach: grzeczni, mili i pomocni. – Ale żeby poczuć ich ciepło, trzeba ich dobrze poznać – kontruje. Polska gościnność? Według niej to mit. – Polacy tworzą hermetyczne społeczeństwo, z nielicznymi wyjątkami – wyraża opinię. – Nie dostrzegają piękna miasta, w którym żyją, zamiast tego wolą narzekać na władze i na niskie pensje. Młodzież ciągle szuka okazji do wyjazdu za granicę w celach zarobkowych. To przykre – kwituje.

W podobnym tonie o wrocławianach mówi Hiszpanka Olga: – Są całkiem mili i zawsze starają się, abym poczuła się jak w domu, jednakże mam wrażenie, że większość z nich żyje i myśli w tradycjonalistyczny sposób. Wygląda na to, że bardzo trudno jest im otworzyć się na nowe idee i sposób życia. Z drugiej strony jest młode pokolenie, zupełnie inne i chętne do zmian.

Nie wszyscy imigranci postrzegają tubylców tak samo. – We Wrocławiu społeczeństwo jest otwarte – ocenia Ukrainka Sofiia. – Im więcej kontaktu z odmiennością, tym więcej zrozumienia, otwartości i tolerancji. Zdążają się pojedyncze akcje mowy nienawiści czy agresji, lecz są efektywne procesy przeciwdziałania takim zjawiskom. Choć niestety sama się spotkałam z postawą ksenofobiczną, i to w gabinecie lekarskim. Powodem do tego stała się ciemniejsza strona polsko-ukraińskiej historii. Również w dniu 11 listopada odczuwamy niechęć wobec migrantów. W tym roku przewodnim motywem marszu były antybanderowskie nastroje – przypomina. – Trzeba też pamiętać, że w mniejszych miejscowościach, na Dolnym Śląsku i w całej Polsce, spotykana jest większa stereotypizacja i uprzedzenia wobec innych i nowych – dodaje.

Przystanek Wrocław

Zdaniem Australijki, Wrocław nigdy nie będzie prawdziwie międzynarodowym miastem niczym Londyn lub Nowy Jork. – Jest prowincjonalny i taki pozostanie przynajmniej przez kolejne pokolenie – przypuszcza. – Szkoda, że Polska pozostaje nierozpoznawalna, bo pod względem walorów turystycznych jest na równi z Francją czy Włochami. Sporo moich znajomych myśli, że Polska to jeden z biednych krajów Europy Wschodniej.

Christine Nigam mówi, że Wrocław to dla wielu tylko przystanek: – Proszę spojrzeć na pracujących tu Hindusów. Oni tylko czekają na intratną ofertę z Niemiec lub Anglii. Tę opinię podziela Tatiana: – Tu nikomu z nas finansowo nie jest łatwo, więc dużo ludzi wyjedzie w poszukiwaniu lepszych możliwości. Zarobki są takie same w cyfrach absolutnych, przy czym w Polsce to 15 złotych, a w Niemczech 15 euro. Niby w Niemczech ordung muss sein, ale to chyba dotyczy Polski. Tam jest dużo łatwiej. Jak zapomni się o biurokratycznym obowiązku, zadzwonią i grzecznie przypomną. W Polsce to musi się zmienić, żeby obcokrajowcy poczuli się tu lepiej.

Mimo wszystko wygląda na to, że dobrze im tutaj, inaczej nie byłoby ich aż tylu. Wsród oficjalnie zameldowanych we Wrocławiu znajdziemy pojedyncze osoby z tak egzotycznych krajów, jak Salwador, Mauritius, Malezja, Korea Północna, Tajwan, Sri Lanka, po kilkanaście z Argentyny, Kuby, Jordanii, Iranu, Mongolii, Kanady, po kilkadziesiąt z Meksyku, Indonezji, Nigerii, Norwegii, Chorwacji, jeszcze więcej z Egiptu, Maroko, Holandii, Austrii, a także z USA, Rumunii, Turcji, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Dokładna liczba pozostaje nieodgadniona, bo duża część cudzoziemców nie rejestruje pobytu. Zameldowanych jest ok. 20 tysięcy, ale przecież już  kilka lat temu szacowano, że samych Ukraińców jest tysięcy… sto!

Z kolei najszybciej powiększającą się grupą mogą być Białorusini. Urząd do Spraw Cudzoziemców informuje, że liczba obywateli Białorusi, posiadających ważne zezwolenie na pobyt w Polsce, podwoiła się w ostatnich dwóch latach. Najwięcej Białorusinów mieszka w województwach mazowieckim, podlaskim i lubelskim, ale i u nas się ich spotyka. W ostatnim czasie widuje się ich często. Regularnie spotykają się pod pręgierzem i na placu Wolności, by manifestować przeciw faszyzmowi Łukaszenki. Wśród nich jest Tatiana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*