Językowa trampolina

Na językach
/ autor:jk

„Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” miał powiedzieć rosyjski car Aleksander wieki temu, a słowa te są do dziś w Polsce przywoływane niczym straszak. Najczęściej przez polityków i najczęściej wtedy, gdy potrzebują oni populistycznej trampoliny, by rozhuśtać społeczne nastroje i uzasadnić przy okazji jakoś swoje własne, prywatne, fobie i resentymenty.  

Granie na emocjach i podsycanie lęków to oczywiście nie tylko nasza polityczna  specjalność.

Środek nie jest tu w gruncie rzeczy ważny, bo liczy się cel. A pretekstem może stać się wszystko –  nawet zwyczaje językowe, czego ciekawym przykładem są kontrowersje, jakie rodzą  u naszych wschodnich sąsiadów zakorzenione w polszczyźnie od dawna zwroty: „na Litwie” i „na Ukrainie”.

Cóż, pozorna niekonsekwencja łączenia niektórych nazw państw z przyimkiem „do/w”, a innych z przyimkiem „na” budzi zresztą czasem zdziwienie samych Polaków. Bo niby dlaczego, pytają, mówimy „na Słowację”, ale „do Niemiec”, „na Węgry”, ale „do Hiszpanii”?

Decyduje  o tym językowa tradycja.

Generalnie, przyimek „na” łączono z nazwami regionów, krain będących częścią większej całości lub bliskich nam geograficznie, a także państw wyspiarskich, „do” zaś – z nazwami państw stanowiących samodzielną całość lub odleglejszych od nas. Nie zawsze jednak konsekwentnie. Jeszcze do połowy  XIX wieku mówiło się w Polsce raczej „w Litwie”, „w Ukrainie” – tego zwrotu używał w swoim „Opisie obyczajów” Jędrzej Kitowicz, tak pisał choćby Słowacki – i dopiero pod koniec stulecia utrwaliła się ostatecznie forma „na”, dziś obowiązująca.

I właśnie owo „na” okazało się być politycznie podejrzane. Bo a nuż symbolizuje jakieś mocarstwowe nasze aspiracje? Tęsknotę za dawną Rzeczpospolitą może? Litewskie stowarzyszenie „Vilnija” całkiem poważnie  zakomunikowało tamtejszej polskiej mniejszości, że stosowanie zwrotu „na Litwie” zagraża jednolitości terytorium Republiki Litewskiej. Konserwatywny polityk Vytautas Landsbergis z ojcowską niemal troską pytał zaś na łamach gazety „Lietuvos žinios”, czy powiedzenie „na Litwie” nie zaszczepia aby nikomu niepotrzebnego poczucia odrębności.

„Na” nie spodobało się również autorom raportu „O stanie kultury i NGO w Ukrainie” (pisane tak właśnie). Skoro, tłumaczył we wstępie jeden z jego twórców, Andrij Sawaneć, „dychotomia przyimków w/na w odniesieniu do nazw państw ma w języku polskim tak wyraźny geopolityczny wymiar”, nie ma żadnego powodu, by – z szacunku dla niezawisłego ukraińskiego państwa – pisowni nie zmienić.

Otóż jest taki jeden zasadniczy powód. To wspomniana  już tradycja językowa, czasem nazywana też zwyczajem językowym lub uzusem.

Bo język, w przeciwieństwie do polityki, rewolucji bardzo nie lubi. A dostosowywanie go na siłę do bieżących oczekiwań, jak zresztą uczy nas historia, nigdy na dobre nie wychodziło – ani samemu językowi, ani politykom. To już zwłaszcza.

O Joanna Kaliszuk 148 artykułów
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*