ŁATWIEJ W MAGLU

Kiedyś artykuł w gazecie mógł spowodować nawet zmianę prezydenta USA: Richard Nixon musiał odejść, kiedy w „Washington Post” ujawniono założenie podsłuchów w siedzibie opozycyjnej partii. Był to światowej sławy triumf czwartej władzy, mediów, ale w owym czasie nie było w tym wydarzeniu nic nadzwyczajnego.

Bo w latach siedemdziesiątych i jeszcze przez dwie dekady wolne media w demokracjach były zmorą władzy, ponieważ ujawnienie jakiegokolwiek skandalu korupcyjnego czy nawet obyczajowego mogło pogrzebać politycznie posła, senatora, złamać poparcie społeczne. Krytyka postępowania musiała być przez rządzących traktowana serio. Ale też w programach telewizyjnych czy w prasie rządzący i ich sojusznicy polityczni mogli promować, przekonywać społeczeństwo do swoich racji.

 Media, przede wszystkim prasa – szacowne dzienniki i tygodniki opinii – były od swojego powstania w XVIII wieku podstawowym miejscem kształtowania opinii, dyskusji, propagandy idei i najpowszechniejszym źródłem wiedzy o kraju i świecie. I zawsze były podzielone politycznie, ideologicznie, zawsze miały swoją misję. Założyciel gazety ma wszak jakiś cel polityczny, ideologiczny, religijny, który realizuje, dobierając zespół redakcyjny i środki wyrazu (styl, wygląd graficzny, język publikacji itd.). Pierwsza polska gazeta, „Monitor”, była redagowana przez zwolenników reform króla Stanisława Augusta i miała czytelnikom dostarczyć argumentów przeciw liberum veto, propagować unowocześnienie państwa. Gazety produkowane dla zysku, żywiące się wyłącznie skandalami i sensacjami, to osobliwy produkt nowoczesnego kapitalizmu. 

Napisałem, że prasa przez prawie 200 lat była podstawowym źródłem wiedzy. Ale też gazeta, jeśli chciała być traktowana poważnie i brać udział w dyskursie publicznym, musiała dbać o minimum wiarygodności;  czytelnik wiedział, że może manipulować prawdą, eksponować jedne, a pomijać inne fakty, być stronnicza – ale nie mogła szydzić z naukowych osiągnięć, zaprzeczać oczywistym faktom, kreować skandali (groziło to rujnującymi procesami). Dlatego ludzie czytali gazety; w latach siedemdziesiątych sobotni Magazyn Tygodniowy wrocławskiej „Gazety Robotniczej” miał nakład około 600 tysięcy i znikał z kiosków do południa – dzisiaj  mniejszy nakład mają wszystkie razem drukowane polskie dzienniki i tygodniki. A takich regionalnych magazynów ukazywało się w Polsce 17,  tylko we Wrocławiu były jeszcze trzy inne dzienniki.

W latach 80.  współpracowałem z tygodnikiem „Gospodyni”. Ta kierowana do wiejskich kobiet gazeta miała nakład 500 tysięcy! Pół miliona kobiet na wsi plus, co oczywiste, rodzina i sąsiadki czytało ją, chciało się czegoś dowiedzieć. To są dzisiaj absolutnie niewyobrażalne zasięgi czytelnictwa i daję ten przykład, aby pokazać w jak innej rzeczywistości społecznej się znaleźliśmy. Dzisiaj w żadnej już wsi ani małym miasteczku nie ma możliwości kupienia jakiejkolwiek gazety; dzisiaj na drodze od naszej redakcji, od Trwałej do Rynku jest – policzyłem – 5 punktów sprzedaży gazet (Skytower, EPI, Piłsudskiego, Renoma, SDH) i jest to świadectwo cywilizacyjnej zmiany. Prasa staje się zbędna…

Internet, który miał prasę zastąpić, dać powszechny, nieograniczony dostęp do informacji i wiedzy, stał się wylęgarnią najdzikszych teorii spiskowych, antynaukowych, szerzenia nienawiści i podziałów społecznych. Rządzą nim algorytmy (nastawione na zysk właścicieli) i nikt nie kontroluje treści. Triumfuje propaganda głupoty, przesądów, zabobonów. 

Oczywiście, mądre gazety nie uchroniły świata przed tymi szerzącymi nienawiść; endecka prasa skłoniła Niewiadomskiego do zamordowania prezydenta Narutowicza, faszystowskie gazety dały władzę Mussoliniemu, dały zwycięstwo Hitlerowi, a też uwielbienie milionów dla Stalina. To wszystko prawda. Prawda jest też, że radziecka „Prawda” pisała w latach siedemdziesiątych, że to bogaci Żydzi we współpracy z SS zorganizowali Holokaust i pan Braun z milionem jego sojuszników byliby zachwyceni tą lekturą. Były to jednak ponure historyczne ekscesy, i wydawało się, że pisanie o tych potwornościach zapobiegnie ich powtórzeniu.

Ale szeroka publika przestała czytać i pożądać wiedzy. Co sprawia, że żaden opisany w gazetach skandal złodziejski, korupcyjny czy obyczajowy przedstawicieli władzy już nie zaszkodzi. Czwarta władza stała się historią, przeniosła się do magla, przepraszam, Facebooka…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*