Lotopałanka

Na językach / autor:jk

To był maj, pachniała Saska Kępa, ale akurat nie na Kępie, a w innej warszawskiej dzielnicy rozegrały się wydarzenia, o których opowiem. Otóż na balkonie jednego z mieszkań odkryto – odkrycia dokonał kot, przeprowadzając swój codzienny obchód – przedziwne, zziębnięte i wystraszone stworzenie. Powiedzmy: jakby w typie wiewiórki, tylko trochę innej. Nim okazało się, że to lotopałanka, australijski ssak z rodziny torbaczy, właściciel mieszkania próbował odnaleźć opiekuna zwierzątka za pomocą społecznościowych mediów. Poskutkowało i to z nadmiarem, bo po lotopałankę zgłosiło się kilka osób, a każda z nich święcie przekonywała, że jest jej właścicielem. Ostatecznie skończyło się na interwencji Ekopatrolu, który zabrał stworzonko do lecznicy. Ta historia nie ma niestety dobrego zakończenia – lotopałanka zatruła się, jak przypuszczają weterynarze, trutką na szczury i nie udało się jej uratować.

Nie będzie to jednak felieton o ludzkiej niefrasobliwości ani nawet o dziwacznym prawie dopuszczającym trzymanie w domach niektórych gatunków egzotycznych zwierząt, ale, rzecz jasna, o języku. A język zoologów jest doprawdy przedziwny i imponujący.

Weźmy takiego zyzusia tłuściocha. Aż chciałoby się uścisnąć rękę człowiekowi, który wpadł na pomysł, by tak nazwać pająka! Wbrew temu, co Państwo pomyślą, zyzuś wcale nie jest ewenementem w naszych domach, gdyż lubi ciepło. Zamiast ruszyć z kapciem na intruza – przyjrzyjmy mu się zatem uważnie. Jego okrągły odwłok mógł stać się inspiracją dla drugiego członu nazwy, ale równie dobrze mogła być nim też nazwa rodzajowa (Steatoda), oznaczająca tłuszcz. Pierwszy człon, zyzuś, ma się z kolei, jak mówią badacze, kojarzyć z zezem, ale kto jest w stanie spojrzeć w oczy pająkowi?

Wśród pasikoników mamy niezdarkę dziewicę (bo porusza się niezdarnie i rozmnaża partenogenetycznie), wśród muchówek – nażłopa nakwietnego (bo uwielbia astry, kwiaty czosnku niedźwiedziego, kwiaty poziomek i jabłoni i chyba, sądząc po nazwie, apetyt ma ogromny), a wśród chrząszczy – pątnika złowieszczka, który żywi się martwą materią, a jego czarne ubarwienie z atłasowym połyskiem przyprawia o dreszcz. Niegdyś wierzono, że jego obecność w domu zwiastuje śmierć.

Od owadów do ssaków jest kilka ładnych kroków, by nie powiedzieć – skoków, ewolucji. Na zboczach gór Hiszpanii i Portugalii żyje niewielki ssak z ruchliwym ryjkiem, zdolnością echolokacji i błonami pławnymi, zasiedlający potoki górskie. Jego nazwa rodzajowa – galemys – pochodzi od połączenia greckich słów „gale” (łasica) i „mys” (mysz), choć zalicza się go do kretowatych.  Nie starcza mi wyobraźni, by objaśnić polską nazwę – wychuchol pirenejski – choć idę o zakład, że tajemnica tkwi w tym ruchliwym i węszącym ryjku. Wszak według Brücknera „chuchać” jest wyrazem dźwiękonaśladowczym, oznaczającym intensywne wydmuchiwanie powietrza.

Polatucha, wełnolot, zębowiór, assapan, podkasaniec – niejeden polonista pozazdrościłby zoologom takiej inwencji słowotwórczej. Tymczasem kilka lat temu w polskiej zoologii dokonał się prawdziwy językowy przewrót. O zmianach poinformowało Muzeum i Instytut Zoologii Polskiej Akademii Nauk. W efekcie tych zmian – a podaję tylko kilka z wielu przykładów – foka szara przemianowana została na szarytkę, foka wąsata na fokowąsa grenlandzkiego, wilk grzywiasty na pampasowca, świnka morska na kawię, a hiena cętkowana na krokutę.

O co w tym wszystkim chodzi? O taksonomię, czyli uporządkowanie nazw i klasyfikowanie gatunków w zgodzie z ich rodzajem. Foka pospolita (Phoca vitulina) i foka szara (Halichoerus grypsu) to zupełnie inne rodzaje zwierząt, w związku z czym postanowiono tę różnicę unaocznić w nazwie. Tak samo było z kawią domową (Cavia porcellus), nazywaną dotąd świnką morską, choć ze świnką nie ma ona przecież nic wspólnego, bo to gryzoń z rodziny kawiowatych.

Zmiany wydają się mieć sens, ale czy pokonają zwyczaj językowy? Czy ktokolwiek pójdzie do sklepu zoologicznego kupić kawię?  Bądź będzie psioczył na krokuty cmentarne?

Szczerze wątpię.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*