Niesprawne prawo

Polska ma najniższy w UE odsetek czynnych zawodowo osób niepełnosprawnych. Kampanie medialne, jak choćby głośna akcja "Niepełnosprawni – pełnosprawni w pracy", choć pożyteczne, niewiele zmienią, o ile w ślad za nimi nie pójdą skuteczne instrumenty motywujące pracodawców. Historia ostatnich dziesięciu lat pokazuje jednak, że mamy raczej tendencję do psucia niż poprawiania istniejących w tym zakresie regulacji prawnych.
(11-10-2006 r.)

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Polska ma najniższy  w UE odsetek czynnych zawodowo osób niepełnosprawnych. Kampanie medialne, jak choćby głośna akcja "Niepełnosprawni – pełnosprawni w pracy", choć pożyteczne, niewiele zmienią, o ile w ślad za nimi nie pójdą skuteczne instrumenty motywujące pracodawców. Historia ostatnich dziesięciu lat pokazuje jednak, że mamy raczej tendencję do psucia niż poprawiania istniejących w tym zakresie regulacji prawnych.

(11-10-2006 r.)

-Ustawa o rehabilitacji oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych przeszła już ponad czterdzieści  nowelizacji – mówi Jerzy Kowalew, przewodniczący Dolnośląskiego Porozumienia Organizacji Działających na Rzecz Osób Niepełnosprawnych, prezes Regionalnej Spółdzielni Usług Rehabilitacyjno-Socjalnych "Resurs". –  Nie powinno więc dziwić, że pracodawcy boją się niestabilności prawa. W końcu każde przedsiębiorstwo opiera się na jakiejś długofalowej strategii rozwoju, perspektywicznym prognozowaniu, a w tej sytuacji trudno w ogóle o czymś takim mówić.

Znikające punkty
Spółdzielnia "Resurs" powstała w 1990 roku, na bazie Regionalnego Związku Spółdzielczości Inwalidów. Zrzeszała wówczas 44 spółdzielnie inwalidzkie z całego Dolnego Śląska, które zatrudniały ponad 23 tys. osób. Dziś ostała się ledwie połowa zakładów z 4,5 tys. pracowników. Zniknęły między innymi wrocławskie: „Chemipol” i Gastronomiczna Spółdzielnia Inwalidów, „Argona” z Niemczy, „Introkart” ze Świdnicy. Bolesławiecki „Bolmet” jest w stanie likwidacji.

-Można powiedzieć, że od dwóch lat systematycznie spada zatrudnienie osób niepełnosprawnych – mówi Jerzy Kowalew. – Zmniejsza się też liczba zakładów pracy chronionej. Oczywiście nie oznacza to zaraz, że wszystkie upadają. Niektóre rezygnują po prostu ze statusu zpch, zasilając otwarty rynek.

W ostatnim roku  swój status utraciło aż 10 zakładów pracy chronionej. Spadek zatrudnienia odnotowano w 32 zakładach. Tylko w 2006 roku liczba miejsc pracy zmniejszyła się o blisko 700.
Powody są proste: wyśrubowane normy, konieczność zapewnienia doraźnej, specjalistycznej opieki medycznej i rehabilitacyjnej, restrykcyjne kontrole i – z drugiej strony – coraz mniej rekompensat finansowych, które pozwalałyby zachować konkurencyjność na rynku i nie zostawać w tyle za przedsiębiorstwami otwartymi.

Spółdzielnia „Resurs” (zajmująca się organizacją  turnusów rehabilitacyjnych oraz prowadzeniem specjalistycznej przychodni rehabilitacyjnej) zatrudnia 76 osób z różnym rodzajem i stopniem niepełnosprawności. To ponad 2/3 załogi. Pracują na rozmaitych stanowiskach – jako masażyści, w księgowości, przy pracach biurowych, przy drobnych pracach porządkowych. Podwyższone koszty zatrudnienia osób niepełnosprawnych mają rekompensować spółdzielni miesięczne dotacje, jakie otrzymuje z PFRON, rozliczane ryczałtem, w wysokości 90 proc., 70 proc. i 40 proc. obowiązującego w danym roku minimalnego wynagrodzenia, przyznawane w zależności od stopnia upośledzenia pracownika (znaczny, umiarkowany, lekki). Realne kwoty – 764 zł brutto, 594 zł brutto, 339 zł brutto – zwiększane są o połowę, w przypadku osób o specjalnych schorzeniach, jak epilepsja, upośledzenie umysłowe, zaburzenia psychiczne.

Boom i krach
Obecnie w urzędzie pracy zarejestrowanych jest 1700 osób niepełnosprawnych. Co miesiąc rejestruje się około 100, 150 nowych osób. Czeka na nich około 100 miejsc pracy. Choć liczby te zmieniają się okresowo, proporcje na ogół pozostają te same.

W połowie lat 90. obserwowano tendencję odwrotną. Po pierwsze: obniżono kryteria i o status zpch-ów mogły ubiegać się zakłady zatrudniające już 40 proc. (a nie jak dawniej – 70 proc.) osób niepełnosprawnych, po drugie: przedsiębiorstwa korzystały jeszcze wówczas z szeregu ulg i zwolnień podatkowych, jak zwolnienie z podatku VAT, podatku od nieruchomości, transportu, podatku dochodowego. Do tego dochodziły rozmaite formy wspomagania finansowego, jak choćby pieniądze z PFRON na  tworzenie miejsc pracy dla niepełnosprawnych.

-W tamtym okresie tylko w samym Wrocławiu powstawało do  500 nowych miejsc pracy rocznie – wspomina Genowefa Sikora z Miejskiego Ośrodka ds. Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. – Szybko jednak zaczęto mówić o patologizacji systemu, wykorzystywaniu środków niezgodnie z przeznaczeniem, bogaceniu się pracodawców. Tymczasem z naszych kontroli wynikało, że dotyczyło to jakichś  5 proc. przedsiębiorców.

Zamiast wzmóc i uszczelnić system kontroli,  zawyrokowano, że cały system motywujący był nieefektywny i zaczęto go zmieniać (czytaj: ograniczać wsparcie). Na efekty nie trzeba było długo czekać.

-Do 2002 roku ze środków przyznawanych nam przez PFRON blisko 80 procent szło na rehabilitację zawodową niepełnosprawnych, resztę wykorzystywano na rehabilitację społeczną – mówi Genowefa Sikora. – Później proporcje te się odwróciły, a w tym roku nie wiem, czy uda nam się przeznaczyć nawet 10 procent na rehabilitację zawodową. Niegdyś sporą część środków przeznaczaliśmy  na preferencyjne pożyczki dla niepełnosprawnych chcących założyć działalność gospodarczą. Jeszcze parę lat temu zgłaszało się po nie 250 osób rocznie. W tym roku tą formą pomocy zainteresowały się 2 osoby.

Druga strona medalu
"Zdecydowana większość poszukujących pracy to renciści lub emeryci – czytamy w raporcie Wrocławskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych, sporządzonym jesienią 2005 roku. – Tylko 6 proc. spośród tej grupy nie przekroczyło 25 lat, a 13 proc. – 44 lat. Ledwie 5 proc. zarejestrowanych jest w UP, niemal połowa z poszukujących pracy nigdy – od uzyskania niepełnosprawności – aktywnie o pracę się nie ubiegała."

-Największy problem to nie te przysłowiowe trzy schodki, ale bariery tkwiące w naszym umyśle – twierdzi Tadeusz Krasoń z Sejmiku Osób Niepełnosprawnych. – Nierzadko spotykamy się ze zjawiskiem roszczeniowości, bierności osób niepełnosprawnych. Wynika to po części z niechęci do podjęcia ryzyka, a przecież wejście na rynek pracy z tym się właśnie wiąże, po części zaś z działania mechanizmu „zaklętego kręgu”: pracodawcy niewiele wiedzą o osobach niepełnosprawnych, więc zachowują rezerwę, a niepełnosprawnym, nie czującym wsparcia, trudno wyjść z inicjatywą.

Badaniem WSON objęto również 200 wrocławskich przedsiębiorców. 47 proc. z nich  uznało, że zatrudnianie osób niepełnosprawnych poprawia wizerunek firmy. 74 proc. nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że niepełnosprawni są mniej efektywni w pracy. 73 proc. przyznało, że firmy powinny częściej zatrudniać niepełnosprawnych. Jednocześnie co czwarty przyznał się do nieznajomości prawa związanego z zatrudnianiem niepełnosprawnych. Co trzeci uznał, że prawo to utrudnia zatrudnianie. 

„Trener” z Ameryki
Czasami jednak udaje się przekonać pracodawców do podejmowania nowatorskich działań. Sejmik od trzech lat wdraża – na wzór amerykański – program wspomaganego zatrudnienia osób upośledzonych umysłowo lub zaburzonych psychicznie, zwany w skrócie „Trenerem”. Młodych ludzi o najlepszych rokowaniach, wytypowanych z ośrodków edukacyjno-rewalidacyjnych i warsztatów terapii zajęciowej, wdraża się, pod opieką wykwalifikowanego trenera-rehabilitanta, do prostych prac, u takich partnerów programu jak McDonalds, KFC, Holiday Inn. W ten sposób pracę znalazło już 30 osób, drugie tyle jest do niej przygotowywanych.

Barierą są pieniądze, bo to kosztowne przedsięwzięcie.  PFRON odmówił wsparcia, koszty działania  pokrywa więc w całości wrocławski samorząd. Jak mówi Tadeusz Krasoń, jest o co walczyć, bo program przynosi doskonałe efekty, także terapeutyczne i rehabilitacyjne. A dotyczy ludzi, którzy mają najmniejsze szanse na rynku pracy.

Istnienie barier potwierdza Jolanta Nadzieja, dyrektor biura dolnośląskiego oddziału Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych:
-To z jednej strony obawa przez nieznanym, przed zwiększonymi kosztami pracy osób niepełnosprawnych, a z drugiej, po prostu, nieznajomość regulacji prawnych. Dlatego staramy się przybliżać temat, wyjaśniać wątpliwości w interpretacji aktów prawnych, bo niestabilność i niejasność przepisów to dziś olbrzymi problem. Organizujemy szkolenia, doradzamy i informujemy, nierzadko sami docierając do zakładów, które mają możliwości zatrudniania osób niepełnosprawnych, a tego nie robią.

Luki w systemie
W ofertach pracy dla kobiet przeważają ogłoszenia dla  szwaczek, sprzątaczek, czasem zdarzy się jakieś stanowisko produkcyjne. Mężczyźni poszukiwani są na stanowiska magazynierów, pracowników gospodarczych, do agencji ochrony mienia, do stróżowania. Na tablicę ogłoszeń trafia -co prawda – coraz więcej ofert dla pracowników biurowych czy księgowych, one jednak wymagają już wyższych kwalifikacji, znajomości języków, koniecznie komputera, a tu  przeszkodą  bywa wykształcenie niepełnosprawnych – relatywnie niskie.

-Trafiają do nas także osoby świetnie wykształcone, które po prostu nie potrafią odnaleźć się na rynku pracy – mówi Magdalena Ejtminowicz z Centrum Aktywizacji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych działającego przy POPON. – Ale trzeba przyznać, że należą do mniejszości. Nasza pomoc koncentruje się więc na przygotowywaniu do rozmów kwalifikacyjnych, organizacji warsztatów z psychologiem, nauki pisania cv. Większość zgłaszających się do nas osób jest naprawdę zdesperowana, dlatego trzeba zrobić wszystko, by tych ludzi aktywizować zawodowo.

Służą temu szkolenia, organizowane przez Miejski Ośrodek ds. Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Powiatowy Urząd Pracy, kursy komputerowe prowadzone przez Sejmik Osób Niepełnosprawnych. Kilkumiesięczne szkolenia nie rozwiążą jednak zasadniczego problemu.

– 46 procent niepełnosprawnych ma wykształcenie podstawowe, ledwie 4 procent wyższe – mówi Tadeusz Krasoń. – Największe problemy ze zdobyciem wykształcenia mają osoby z małych miast i wiosek, zwłaszcza te z dysfunkcjami ruchowymi. Miejsc w internatach dla wszystkich nie starcza, są kłopoty z dojazdem. Gminy wywiązują się z obowiązku dowożenia maluchów do szkół podstawowych, ale już o uczniów szkoły średniej nikt się nie troszczy. To są luki, nad którymi trzeba pracować.

Co dalej?
Trudno wiele wymagać, skoro państwo, ustanawiając określone regulacje, samo ich nie przestrzega. W myśl ustawy – jednostki budżetowe, administracja publiczna, samorządy lokalne powinny zatrudniać 4 proc. osób niepełnosprawnych, w rzeczywistości jednak daleko im do tego pułapu.  Dla przykładu – w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim jest zatrudnionych 19 osób niepełnosprawnych, co stanowi 2,71 proc. ogółu pracowników.

W środowisku od dawna głośno mówi się o nowo projektowanej ustawie o rehabilitacji zawodowej osób niepełnosprawnych. Wszyscy zainteresowani są zgodni, że system wymaga naprawy, ujednolicenia i uproszczenia przepisów oraz stworzenia kompleksowej strategii rehabilitacji zawodowej i społecznej ludzi dotkniętych niepełnosprawnością.  Wszyscy też boją się, że i tym razem para pójdzie w gwizdek. A jest czego się bać: każda  niefortunna decyzja grozi załamaniem tego – i tak kruchego – rynku pracy.

(GP nr 10/142)
 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*