Równość po polsku

Strajk nowojorskich robotnic z fabryki bawełny, domagających się równych z mężczyznami płac, walka angielskich sufrażystek o prawa wyborcze, liczne w początkach XX wieku demonstracje i wiece kobiet w Danii, Austrii, Szwajcarii.. To na pamiątkę tych właśnie wydarzeń ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet. Czy po przyjęciu tradycyjnych kwiatków i drobnych upominków zastrajkują wreszcie polskie kobiety?

(13-03-2002 r.)

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Strajk nowojorskich robotnic z fabryki bawełny, domagających się równych z mężczyznami płac, walka angielskich sufrażystek o prawa wyborcze, liczne w początkach XX wieku demonstracje i wiece kobiet w Danii, Austrii, Szwajcarii.. To na pamiątkę tych właśnie wydarzeń ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet. Czy po przyjęciu tradycyjnych kwiatków i   drobnych upominków zastrajkują wreszcie polskie kobiety?

(13-03-2002 r.)

“Nowoczesna” – ta, lansowana przez kolorowe pisma – Polka jest dziś dobrze wykształcona. I przebojowa. Nie czuje się dyskryminowana, sama opowiada dowcipy o blondynkach i uważa, że to, co może w życiu osiągnąć, zależy wyłącznie od niej samej. Do czasu. Dopóki, szukając pracy, nie usłyszy pytania o planowaną ciążę, czy nakazu podpisania zobowiązania, że w ciążę nie zajdzie. Dopóki nie przegra w walce o miejsce pracy z kandydatem-mężczyzną, choć ma takie same jak on kwalifikacje. Dopóki nie zauważy, że jej koledzy szybciej awansują, a ona ciągle zajmuje stanowisko asystentki. Dopóki nie przyjdzie czas redukcji etatów, a ona i jej koleżanki nie zostaną zwolnione jako pierwsze.
 
W Polsce tego typu wypadki ciągle jeszcze nikogo nie rażą. W prasowych  ogłoszeniach o pracę nagminnie pojawia się informacja, jakiej płci powinien być przyszły pracownik (“firma brokerska zatrudni mężczyznę”, “jeśli uważasz że jesteś skuteczny i chcesz zarabiać pieniądze, czekamy na CV”,  “międzynarodowa firma handlowa zatrudni pracowników biurowych i pakowaczki”, “kobieta do wykładania towaru w marketach pilnie potrzebna” itp.), z zauważalną tendencją do oferowania mężczyznom bardziej odpowiedzialnej i lepiej płatnej pracy.

Dane statystyczne wykazują,
że ponad 60 proc. bezrobotnych to kobiety. Kobiety, jeśli już mają pracę, zarabiają mniej niż mężczyźni na równorzędnych stanowiskach, co jest szczególnie widoczne w przypadku grupy z wyższym wykształceniem – różnica sięga tu nawet 40 proc. Potwierdziły się również przypuszczenia, że w wyniku reformy systemu emerytalnego powiększy się znacznie różnica w wysokości emerytur kobiet i mężczyzn, nawet do około 40 proc.

Polska od lat zobowiązana jest niwelować te różnice. Działania, które powinna podjąć w celu likwidacji nierównego traktowania obywateli ze względu na płeć, dotyczą zresztą nie tylko rynku pracy, ale każdej innej dziedziny życia społecznego – gospodarki, polityki, mass-mediów, edukacji itp. Do tego obliguje nas, ratyfikowana w 1980 roku  przez rząd polski, międzynarodowa  Konwencja w Sprawie Eliminacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet, zwana też Konwencją Kobiecą (oraz liczne towarzyszące jej rekomendacje), a także dokument końcowy IV Światowej Konferencji na Rzecz Kobiet Pekin 1995r., zwany Platformą Działania, przyjęty bez zastrzeżeń przez ówczesne polskie władze. 

Równouprawnienie po polsku
W krajach demokracji zachodnich, dzięki ustawowym regulacjom, każdy, kto czuje się dyskryminowany, może dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej. Odrębne ustawy równościowe i właściwe akty prawne zakazują praktyk dyskryminacyjnych, a nad ich realizacją czuwają powołane do tego instytucje : komisje oraz rzecznicy ds. równego statusu. W Polsce – jak dotąd – powołano w tym celu jedynie urząd pełnomocnika ds. kobiet, o bardzo nikłych zresztą kompetencjach, a  kolejne ekipy rządzące starały się, jak mogły, jeszcze bardziej je osłabić.

W latach 90. przekształcano go kolejno w urząd pełnomocnika ds. kobiet i rodziny, rodziny i kobiet, by ostatecznie – w 1997r. – zmienić  w urząd  pełnomocnika  ds. rodziny. Objął go wówczas Kazimierz Kapera usunięty wcześniej ze stanowiska wiceministra zdrowia. Programy przygotowane jeszcze przez poprzedniego pełnomocnika, Jolantę Banach („Przeciw przemocy – wyrównać szanse” oraz Krajowy Program Działań na Rzecz Kobiet) wstrzymano, a minister skupił się na opracowaniu „założeń polityki prorodzinnej” . Następczynią zdymisjonowanego Kapery została Maria Smereczyńska – posłanka z listy AWS, wystawiona przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, wiceprezes Ligi “Małżeństwo Małżeństwu” oraz członkini sekcji “Obrony Życia” PTL. Zasłynęła ona na forum międzynarodowym jako zdecydowana przeciwniczka edukacji seksualnej. Wychowanie seksualne w szkołach zastąpiono przygotowaniem do życia w rodzinie, ograniczono możliwości przeprowadzania badań prenatalnych, zniesiono refundację na  środki antykoncepcyjne (odtąd pełnopłatne), rozwodom przeciwstawiono  instytucję separacji.

Nic więc dziwnego, że na kolejnej konferencji ONZ poświęconej kobietom, polska delegacja – której przewodniczył Jerzy Kropiwnicki, minister budownictwa – sprzeciwiła się wpisaniu do dokumentu końcowego zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną oraz odcięła się od stanowiska UE – równość płci jako podstawowe prawo człowieka –bo jak tłumaczył minister, “nie jesteśmy jeszcze w Unii i jej ustalenia nas nie obowiązują”.

Przeciwnicy prawnych regulacji równościowych
uważają, że konstytucyjna  gwarancja równości kobiet i mężczyzn (art.33) jest  wystarczającym zabezpieczeniem przed dyskryminacją. I nie pomagają tu nawet doświadczenia innych krajów, które wyraźnie wykazały, że nie wystarczy samo uznanie podstawowych praw i wartości – aby były one przestrzegane, niezbędne jest także wprowadzenie odpowiednich  mechanizmów prawnych.  A w Polsce ciągle nie ma takich regulacji.  Stworzyć je mogła kilkakrotnie już forsowana w sejmie ustawa równościowa –powołująca m.in. instytucję  rzecznika oraz komisję ds. równego statusu – ale kolejny raz została odrzucona.

Najwięcej kontrowersji wzbudził parytet – czyli zapis o minimum 40% udziale każdej płci w gremiach powoływanych, wybieranych lub mianowanych przez władze publiczne – uznawany w Europie, tymczasowy środek specjalny, stosowany dla przyspieszenia procesów równościowych. Posłowie dowcipkowali, a w rzadkich momentach powagi przekonywali, że nie można dopuścić by “niekompetentne kobiety” zastąpiły  kompetentnych mężczyzn.

– Zmiany trzeba sztucznie stymulować – przekonuje współtwórczyni pierwszego projektu ustawy równościowej, prof. Eleonora Zielińska. –  Podam przykład: do polskiej sekcji jednej z największych międzynarodowych organizacji prawników przyszła oferta z centrali. Szukali kogoś do najwyższych władz. Wyraźnie zaznaczyli, że ma to być kobieta. I co zrobiono w Polsce? Zaproponowano mężczyznę i dopiero gdy on stanowiska nie dostał, znaleziono odpowiednią kobietę.

(GP nr 5/69)

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*