To jest miasto dla skaterów

Marcin Orłowski, trener deskorolki, jeździł na międzynarodowe zawody. Teraz uczy innych.

Jeśli chcesz robić triki na deskorolce lub hulajnodze – we Wrocławiu masz gdzie. Jest już w mieście kilka skateparków z prawdziwego zdarzenia, gdzie zarówno amatorzy, jak i wyczynowcy mogą się wyszaleć. 

Podczas Igrzysk Olimpijskich 2021r. w Tokio deskorolka (skateboarding) zadebiutowała jako nowa dyscyplina olimpijska. Zawody deskorolkarzy odbyły się w dwóch kategoriach: parkowej i streetowej.  To już więc nie tylko zabawa, a pełnoprawny sport.  Skateboarding polega na wykonywaniu różnych trików na deskorolce. „Skater” to także osoba jeżdżąca na hulajnodze, rolkach lub rowerze BMX.  Do rangi sportu olimpijskiego awansowała na razie sama deskorolka.  Początki skateboardingu sięgają lat 50., kiedy do desek do surfowania po falach doczepiono kółka jako alternatywę na bezwietrzne dni. Jednak prawdziwy rozkwit deskorolki zaczął się w latach 70., kiedy stalowe kółka zastąpiono poliuretanowymi, co pozwoliło na znacznie większy komfort jazdy. Pierwsi skaterzy jeździli po pustych basenach.  Z czasem zaczęto budować tzw. rampy. Jeszcze w latach 70. narodził się jeden z podstawowych trików – ollie (podskok). 

      Powszechnie skaterów uważa się za subkulturę, bo mają własny styl ubierania się, sposób bycia, a nawet muzykę. Można ich poznać po bardzo luźnych ubraniach, obszernych bluzach z kapturem, nisko opuszczonych spodniach, czapeczkach z daszkiem i sportowych butach. Właśnie ze względu na swój image często niesłusznie myleni z hip-hopowcami.  Jeszcze w latach 80. skaterów uważano za buntowników. Dzisiaj ich wizerunek jest łagodniejszy – są z reguły życzliwie nastawieni do świata i nie przejawiają agresji. Oni sami podkreślają, że nie są przywiązani do żadnej ideologii, a najważniejszy dla nich jest sport i doskonalenie się w nim. Równie ważne jest jednak poczucie wspólnoty z tymi, którzy również robią triki. Teraz – gdy skateboarding stał się dyscypliną olimpijską – coraz więcej deskorolkarzy realizuje intensywny program treningowy, często pod okiem wykwalifikowanych osób. 

    Kacper chodzi do czwartej klasy szkoły podstawowej i jazdę na deskorolce ćwiczy pod okiem trenera ze „Szkoły deski”. Jest jednym z młodszych zawodników trenujących na nowym skateparku przy ulicy Ślężnej. – Żeby osiągnąć przyzwoity poziom, potrzeba przynajmniej trzech lat treningów – mówi jego instruktor, Marcin Orłowski. – Skateboarding jest widowiskowy, dobrze się go ogląda, ale to niełatwy, ekstermalny sport. Nawet opanowanie prostych trików wymaga dużo czasu i determinacji. Trzeba też pamiętać o bezpieczeństwie – kask i ochraniacze to podstawa. Nawet najlepszym zdarzają się upadki i kontuzje. Dlatego tak ważne jest wyćwiczenie odpowiedniej techniki, żeby zminimalizować ich ryzyko. Deskorolkarze karierę sportową kończą z reguły w wieku trzydziestu  lat, ze względu na zbyt duże obciążenie kolan. Rekreacyjnie jednak  można jeździć znacznie dłużej. Ja jestem najlepszym przykładem – mam 44 lata i nie tylko uczę innych, ale dalej lubię robić triki dla przyjemności – dodaje.

Kacper chodzi do czwartej klasy SP i już prawie rok trenuje triki na deskorolce.

Wrocław deskorolkową metropolią

     We Wrocławiu jest gdzie trenować. – Tylko w ciągu trzech ostatnich, pandemicznych lat w naszym mieście powstało pięć nowych skateparków – na Nowym Dworze, na Biskupinie, przy Ślężnej obok Wrocłavii, przy Parku Tysiąclecia oraz na Zakrzowie – mówi Marcin Orłowski. Trzy kolejne już są zatwierdzone przez Zarząd Inwestycji Miejskich i czekają na realizację: na Klecinie, na Pilczycach i na Sołtysowicach. Warunki do trenowania są teraz we Wrocławiu bardzo dobre. W mieście działa już sześć szkółek. Wśród wrocławskich juniorów mamy mistrza Polski. Chcielibyśmy, żeby nas zawodnicy pojechali gdzieś dalej – na zawody w Holandii, Niemczech i są na to duże szanse – dodaje. 
    Wszystkie te miejsca są dostosowane do tego, żeby zawodowo trenować jazdę na deskorolce. – Zawody ze skateboardingu dzielą się obecnie na trzy główne kategorie – tłumaczy Marcin Orłowski. – Są zawody bardzo tradycyjne, z dawnych lat – czyli slalomy i zjazd z góry, czyli tzw. downhill. Nową kategorią jest street, czyli ulica – jeździ się po murkach, rurkach i skacze ze schodów. Jest też kategoria park, czyli tzw. basen deskorolkowy. To duże wgłębienia, 3-5 metrowe, w których robi się ewolucje – wyjaśnia. 

Moc hulajnogi

      Mimo że na razie deskorolka awansowała do sportu olimpijskiego, skateparki dostosowane są również do jazdy na hulajnodze, na rolkach i rowerach BMX. Wszystkie te miejskie sporty są bardzo popularne. Szczególnie wielu zwolenników ma jazda na hulajnodze, choć jest to dyscyplina raczej dla młodszych.  O ile wyczyny czterdziestolatków na deskorolkach są częstym widokiem, na „hulajkach” jeździ głównie młodzież. Nie brakuje także młodszych dzieci próbujących swoich sił na dwóch kółkach. Choć jest to aktywność bardziej rekreacyjna, niektóre triki na hulajnodze są równie imponujące jak te na deskorolce. Doskonali je np. Erwin, który z lekkością robi salto w betonowym bowlu przy Ślężnej.  Na co dzień uczy się w czwartej klasie wrocławskiego Liceum Służb Mundurowych. Mimo że dojeżdża z Obornik Śląskich, po szkole stara się wygospodarować trochę czasu, żeby poszaleć w skateparku. Obecnie jego ulubiony to ten przy Wroclavii. – Jest tutaj wszystko, czego potrzeba do trików – mówi Erwin. – Poza tym spotykam tu fajnych ludzi z całego Wrocławia, z którymi razem ćwiczymy.  Chodzimy do różnych szkół, a nawet mówimy w różnych językach, ale dogadujemy się. Tu nie ma rywalizacji. Każdy robi swoje triki. Chętnie oglądamy, co inni potrafią. Jest takie pozytywne nakręcenie na sport – dodaje.
       Skatepark przy Ślężnej cieszy się też dużą popularnością u młodych ludzi z Ukrainy, głównie tych, którzy przyjechali do Wrocławia po wybuchu wojny. Wielu z nich przygodę ze skateboardingiem zaczęło dopiero tutaj, w Polsce. Wśród nich jest szesnastoletni Wadim. W naszym mieście mieszka od pół roku. Na Ukrainie miał hulajnogę, ale dopiero tutaj regularnie trenuje. W skateparku zawarł wiele znajomości, zarówno ze swoimi rodakami, jak i z rówieśnikami z Polski. Jest zadowolony, że z dnia na dzień triki wychodzą mu coraz lepiej. Przy Wroclavii trenuje wielu takich, którzy mają osiągnięcia na zawodach i jest się od kogo uczyć. Tutaj poznał m.in. Wowę, również Ukraińca, który w Polsce mieszka od sześciu lat. Wowa ma siedemnaście lat, perfekcyjnie mówi po polsku i w skateparku został samozwańczym tłumaczem między swoimi kolegami z Ukrainy i Polski. Sam jeździ na hulajnodze od czterech lat i sporo już umie. Mówi, że dla niego to przed wszystkim zabawa, jednak do treningów podchodzi poważnie. Chce się stale doskonalić. Zainwestował w porządną hulajnogę.  – Na początek możesz mieć hulajkę z Decathlonu za 500 zł i to w zupełności wystarczy – mówi Wowa.  – Kiedy jednak robisz coraz bardziej skomplikowane triki, musisz mieć lepszy sprzęt. Ja swoją hulajnogę poskładałem z różnych dobrych części. Zaczynałem od używanej, którą kupiłem za 50 zł. Potem wymieniałem części na coraz lepsze i od trzech lat jeżdżę już na naprawdę dobrym sprzęcie, który teraz jest wart około trzech tysięcy złotych. Ciągle się uczę nowych rzeczy, ale też uczę innych. Przez ostatnie pół roku przybyło tu dużo chłopaków z Ukrainy. Trochę ich wprowadzam i pokazuję inne skateparki we Wrocławiu. Mam też dużo znajomych z Polski, z którymi razem trenujemy – dodaje.

Wowa chętnie uczy trików młodszych kolegów z Ukrainy w skateparku przy Ślężnej.


       Wokół Wowy w skateparku cały czas gromadzi się grupka jego rodaków. Są wśród nich młodsi chłopcy, w wieku szkoły podstawowej, jak i jego rówieśnicy. Gdy chcą porozmawiać z kimś z Polski, on jest tłumaczem. Z Erwinem też dobrze się znają. – Trochę wydłużyły się kolejki do przeszkód, odkąd przyjechało tylu chłopaków z Ukrainy – śmieje się Erwin. – Ale to nie szkodzi, bo to fajni goście. Są spoko – mówi.

      Skatepark przy Wroclavii jest bardzo popularny ze względu na dogodną lokalizację, ale pozostałe też dają duże możliwości treningowe. Wowa lubi też skatepark Zajezdnia31 przy Legnickiej, zorganizowany w starej zajezdni tramwajowej. Jest duży, zadaszony i oświetlony, więc można jeździć w każdą pogodę. Za możliwość pojeżdżenia trzeba tu zapłacić, ale nie są to duże kwoty.  W tygodniu bilet kosztuje 2 zł do godziny 18.00 i 4 zł po 18.00. W weekendy 4 zł trzeba zapłacić od godz. 15.00 do 22.00, wcześniej również 2 zł.

     Jest też we Wrocławiu kilka skateparków położonych w bardziej peryferyjnych lokalizacjach, jak na przykład ten na Zakrzowie przy ul. Królewskiej, naprzeciwko Osiedla Sobieskiego. Jest mniejszy, ale do ćwiczenia trików wystarczy. Poza tym otacza go tor rolkowy. Nowe obiekty są projektowane z myślą o profesjonalnych treningach.  Np. ten w Parku Tysiąclecia na Nowym Dworze powstał po konsultacjach z Polskim Związkiem Sportów Wrotkarskich. Trener Marcin Orłowski uważa, że wszystkie skateparki oddane do użytku w minionych latach są już zaprojektowane nie tylko z myślą o amatorach, ale też o wyczynowcach. – Mamy naprawdę dobre obiekty i tylko możemy sobie życzyć, żeby przełożyły się na sukcesy wrocławskich zawodników – dodaje. – Ważne jest wsparcie rodzin, bo ciągle jeszcze część rodziców traktuje deskorolkę nie tak poważnie jak np. treningi piłki nożnej. A jest to naprawdę sport z dużym potencjałem – dodaje.

Wrocławskie skateparki

Skatepark Zajezdnia 31 – Legnicka 65
Skatepark Ślężna/Borowska przy Wroclavii
Skatepark Królewska (Park Jedności)
Skatepark Wielka Wyspa Bacciarellego
Skatepark Nowy Dwór, ul. Sukielicka (Park Tysiąclecia)
Skatepark Osiedle Sobieskiego
Skatepark Park Kiełczów

W budowie:

Skatepark Klecina
Skatepark Pilczyce
Skatepark Sołtysowice

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*