Zmiany w kulturze. Mniejsi do większych

Firlej, CK Zamek i Klub pod Kolumnami staną się częścią większych instytucji kultury. Zdaniem przeciwników nie ma to żadnego merytorycznego uzasadnienia, lecz zmiany są już oficjalnie przesądzone.

Miasto zaplanowało, że od przyszłego roku Ośrodek Działań Artystycznych Firlej działający przy ul. Grabiszyńskiej, Zamek w Leśnicy i Klub pod Kolumnami z placu Św. Macieja nie będą samodzielnymi, niezależnymi instytucjami kultury. Zostaną bowiem wchłonięte przez większe ośrodki: Strefę Kultury Wrocław, Ośrodek Postaw Twórczych i Wrocławski Instytut Kultury. Radni miejscy dali na to pozwolenie na czerwcowej sesji. Większość głosowała za połączeniem, mimo że pomysł wywołał podejrzenia i sprzeciw różnych stron.

Reakcja na zmiany otoczenia

Zaczęło się w pierwszej połowie czerwca, kiedy Robert Chmielewski – dyrektor, który przez 18 lat kierował Firlejem – ogłosił, że jego umowa nie zostanie przedłużona. Usłyszał, że Wydział Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia ma inny pomysł. Z urzędu przyszło mgliste wyjaśnienie: „przez kilkanaście lat zmieniły się warunki, w których musi funkcjonować nie tylko Firlej, ale całe miasto. Doceniamy dotychczasowe działania dyrektora, szczególnie te sprzed lat, za które dziękujemy. Na zmiany otoczenia musimy jednak reagować. Niebawem przedstawimy nową koncepcję funkcjonowania Firleja.”

Nie trzeba było na nią długo czekać. Jeszcze w czerwcu urząd poinformował o planie przyłączenia mniejszych do większych, który później poddany był pod głosowanie radnych. — Połączenie instytucji stworzy szansę sprawniejszego pozyskiwania środków zewnętrznych na nowe projekty i efektywniejszego zarządzania, co dotyczy m.in. wykorzystania przestrzeni, ułatwi działania sceny muzycznej i działania lokalne — tłumaczył Jerzy Pietraszek, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia. — Zmiana umożliwi efektywniejsze zarządzenie finansami, co jest niezwykle istotne w obliczu kryzysu oraz wzrostu kosztów utrzymania obiektów i kosztów osobowych. Wspólna księgowość, promocja, większe i bardziej doświadczone zespoły pozyskujące środki zewnętrzne, bogatsza oferta i pełniejsze wykorzystanie przestrzeni to nie tylko szansa na oszczędności, ale i na zwiększenie dochodów — wyjaśniał.

Decydenci uważają, że bez zmiany ośrodki Firlej, CK Zamek i Pod Kolumnami albo nie przetrwają, albo będą miały ogromne kłopoty z pozostaniem na scenie kulturowej Wrocławia.

Nie jaka, tylko czyja?

Te argumenty nie przekonały ani dyrektora Chmielewskiego, ani części członków społecznej rady kultury, ani miejskich aktywistów, ani radnych osiedla Powstańców Śląskich, Nadodrze i Leśnica. Wszyscy uważają, że instytucje radziły sobie świetnie, mimo że nie są bogate. Pozyskiwały dofinansowania, organizowały wydarzenia o zasięgu lokalnym lub obejmującym całe miasto. Dyrektor Marek Korzeniowski podkreślił, że Klub pod Kolumnami ma za sobą rekordowy rok pod względem dużych wydarzeń. Skoro nieduże ośrodki przetrwały pandemię, to dlaczego miałyby upaść z powodu cięć w budżecie i prawdopodobnie mniejszego wsparcia finansowego? — Czy urzędnicy nie widzą, ile jest w stanie zrobić fachowa czteroosobowa załoga przy niewielkiej dotacji miejskiej? Ponad sto działań rocznie, setki tysięcy złotych grantów, tysiące widzów i uczestników — wskazywał Robert Chmielowski z Firleja. — Jesteśmy zszokowani, bo dzieje się to tak nagle. Nigdy nie było żadnej krytyki naszej działalności, wręcz przeciwnie. Dostawaliśmy wsparcie — zaznaczył dyrektor Korzeniowski.

Nie tylko dyrektorzy byli zaskoczeni. Radni osiedlowi zwrócili uwagę, że decyzja została podjęta bez konsultacji i dyskusji społecznej. To samo urzędnikom zarzucił Tomasz Sikora ze społecznej rady kultury czy posłanka Małgorzata Tracz i Maciej Słobodzian z partii Zieloni. Obawiają się oni utraty renomy, istoty oraz lokalnego charakteru i znaczenia wchłanianych instytucji, które mogą pochwalić się większym dorobkiem artystycznym i dłuższą historią niż te, których częścią się staną. Przykładowo: Klub pod Kolumnami został założony w latach 60. ubiegłego wieku, podczas gdy Wrocławski Instytut Kultury działa od zeszłego roku.

Wrocławska polityka kulturalna zaczyna naśladować najgorsze standardy. W tych przejęciach nie chodzi o to, jaka będzie wrocławska kultura, tylko czyja — ocenił radny Piotr Uhle z klubu Nowa Nadzieja.

Tylko z nazwy?

Przedstawiciele Zielonych w liście otwartym, wysłanym do radnych przed głosowaniem, porównali przejęcia do kanibalizmu. Ich zdaniem to próba centralizacji wrocławskiej kultury i czysta gra polityczna i personalna: „Przejęcia nie da się wytłumaczyć inaczej niż politycznymi targami pomiędzy środowiskami wspierającymi prezydenta Jacka Sutryka. Bardzo duża i znana w całej Polsce instytucja kultury [CK Zamek] prawdopodobnie na naszych oczach staje się politycznym łupem w zamian za głosy poparcia w radzie miejskiej”.

Głosowanie radnych umożliwiło rozpoczęcie przygotowań połączeń, które teraz są już nieuniknione. Miasto zapowiada, że zachowa część etatów, ale dyrektorzy Firleja, Klubu pod Kolumnami i Centrum Kultury Zamek stanowiska stracą na pewno. Elżbieta Lenczyk z CK Zamek po 21 latach przechodzi na emeryturę. Decyzję o tym podjęła przed ujawnieniem planów miasta. Pozostali chcieli zostać. Tym niemniej dowodzenie przejmą od nich dyrektorzy Strefy Kultury Wrocław, Ośrodka Postaw Twórczych i Wrocławskiego Instytutu Kultury, czyli odpowiednio Olga Nowakowska, Paweł Kamiński i Dominika Kawalerowicz.

Miasto zapowiada, że zachowa nazwy, ale nie jest wykluczone, że po Firleju, CK Zamek i Klubie pod Kolumnami pozostaną tylko nazwy. Linia programowa i merytoryczna działalność raczej będą inne.  

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.