Domy na peryferiach

W Polsce jest ponad 800 domów pomocy społecznej różnego typu, z których korzysta 80 tysięcy pensjonariuszy. Miesięczny koszt pobytu w dps-ie nie jest tani, bo – nawet uśredniony – znacznie przekracza 2 tys. złotych. Mimo to w kolejce czekają tysiące osób. Bywa że bardzo długo.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

W Polsce jest ponad 800 domów pomocy społecznej różnego typu, z których korzysta 80 tysięcy pensjonariuszy. Miesięczny koszt pobytu w dps-ie nie jest tani, bo – nawet uśredniony – znacznie przekracza 2 tys. złotych. Mimo to w kolejce czekają tysiące osób. Bywa że bardzo długo.

Do końca 2003 roku do miejsc w domach pomocy społecznej dopłacało państwo. I to sporo. Takie rozwiązanie było wygodne dla gmin, bo nie pociągało za sobą żadnych zobowiązań finansowych przy wydawaniu skierowań do dps. W tamtym okresie na miejsce w dps-ie czekało się nawet kilka lat, pojawiły się więc sugestie, że gminy wydają skierowania zbyt pochopnie, nie dbając o rozwój innych form opieki nad osobami schorowanymi, takimi jak dzienne domy pomocy czy usługi opiekuńcze. Gdy zmieniono zasady finansowania –  od 1 stycznia 2004 roku –  obowiązek współfinansowania pobytu w dps-ie (o ile nie pokryją go środki pensjonariusza i jego rodziny, co przy wysokich kosztach pobytu w ośrodku jest nierealne) spoczął na gminach. Był to dla gmin rodzaj terapii szokowej. W konsekwencji  – jak zauważali kontrolerzy NIK w jednym ze swoich raportów – „nowy sposób finansowania, który z założenia miał usprawnić funkcjonowanie placówek, spowodował utrudnienie w dostępie do tego rodzaju świadczeń”. Z jednej strony bowiem „zmniejszyło się zainteresowanie tą formą pomocy” gmin, z drugiej – rodzin, zobowiązanych ustawowo do partycypacji.

–Rzeczywiście, przez rok, może półtora obserwowaliśmy mniejsze zainteresowanie – przyznaje dyr. Dorota Grzybowska z Wydziału Polityki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. –  Później jednak sytuacja wróciła do normy. Z naszych danych wynika, że do domów pomocy różnego typu czeka w kolejce około 800 osób. W domach dla osób przewlekle chorych czy starszych zdarzają się jeszcze pojedyncze wolne miejsca, dużo gorzej jest w domach dla osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych intelektualnie.
Paradoksalnie, wiąże się to
z procesem dostosowywania dps-ów
do wymaganych standardów

Proces dostosowawczy (likwidacja barier architektonicznych, zwiększenie liczby personelu, polepszenie warunków lokalowych i warunków sanitarnych) miał się rozpocząć – według ustawowych wymagań – już w 1996 roku. Jak jednak ustalił NIK „wiele samorządów zlekceważyło tę konieczność, a starostwa nie zapewniły środków na realizację programów naprawczych”.  W 2006 roku NIK opublikował swój druzgocący raport, wykazujący, że żadna ze skontrolowanych placówek nie zapewniała mieszkańcom usług na poziomie obowiązujących standardów: w 2/3 domów podopieczni żyli w ciasnocie i mieli do dyspozycji niewystarczającą ilość urządzeń sanitarnych, co drugi dps nie był dostosowany dla potrzeb osób niepełnosprawnych, ponad 80 proc. domów nie zachowywało właściwych rygorów higieniczno-sanitarnych.
Ostatecznie więc okres dostosowawczy przedłużono – z 2006 do 2010 roku. Te z dps-ów, które teraz nie zmieszczą się w określonym czasie, mają zostać zamknięte.

Z danych Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że już niemal 80 proc. z 53 działających w regionie dps-ów osiągnęło standardy. Ten medal ma jednak swoją drugą stronę. By spełnić ustawowe wymogi (nie więcej niż 100 pensjonariuszy, pokoje trzy-, co najwyżej czteroosobowe, 9 metrów kwadratowych przypadających na jednego mieszkańca)

dps-y zaczęły „rozgęszczać”
powierzchnie mieszkalne

Gdy pensjonariusz umierał, jego miejsce po prostu wygaszano. To plus zakaz kierowania nowych pensjonariuszy do dps-ów działających warunkowo (czyli tych, które jeszcze standardów nie spełniają), sprawiło, że liczba miejsc dostępnych w dps-ach de facto zmniejszyła się.  I tak na przykład we Wrocławiu na jedenaście domów pomocy społecznej aż pięć nie przyjmuje nowych podopiecznych – nic więc dziwnego że na miejsce w dps-ach czeka tu w kolejce ok. 600 osób.

Czy cztery warunkowo działające domy spełnią wymogi do 2010 roku? Już mówi się po cichu, że jeden na pewno nie, bo prowadzące go zgromadzenie zakonne zamierza – z uwagi na to, że remont byłby zbyt kosztowny – zamknąć obiekt z końcem karencji. Jeśli tak się stanie, będzie to dla miasta dramat, bo jest to jedyny ośrodek przeznaczony dla niepełnosprawnych intelektualnie dzieci.

Nowe przepisy mówiące o finansowaniu
kosztów pobytu w dps
sprawdzają się głównie na papierze

Skąpe renty i niskie emerytury pensjonariuszy starczają na opłacenie znikomej części kosztów pobytu, a dochody rodzin (nawet jeśli osiągają wymagane kryterium dochodowe) rzadko kiedy są w stanie pokryć resztę. Na 1000 pensjonariuszy wrocławskich dps-ów ledwie ośmiu opłaca w całości koszty pobytu, a stu pięćdziesięciu siedmiu czyni to z pomocą rodzin.

Z drugiej strony, rodziny coraz chętniej spychają obowiązek opieki nad niewygodnymi krewnymi na pomoc społeczną, nawet jeśli mają do tego warunki.  Pracownicy wrocławskiego ośrodka pomocy społecznej przytaczają anegdotę o świeżo upieczonej emerytce, która stanowczo odmówiła zajęcia się swoją starą matką, twierdząc, że „nie ma na to czasu, bo musi bawić wnuki”. I jak zapewniają – nie jest to wcale odosobniona postawa.
Co robić gdy w kolejce do jednego domu opieki czeka 100 chętnych, a każdy z nich to przypadek szczególny, pilny i wymagający natychmiastowej interwencji?

-Stajemy na głowie, szukamy wolnych miejsc po całym kraju – to dlatego mamy pensjonariuszy na drugim krańcu Polski: w woj warmińsko-mazurskim, pomorskim. To oczywiście nie jest dobre wyjście z sytuacji, bo osoby tam przewiezione, wyrwane nagle ze swojego środowiska, ze swojego miasta, bardzo to przeżywają, ale nie mamy alternatywy.
Konkluzja jest prosta: domów pomocy jest zbyt mało. W ostatnich trzech latach w całym województwie dolnośląskim powstały dwa nowe dpsy:
-Trzeba zaznaczyć, że te nowe podmioty nie są powoływane przez jednostki samorządu terytorialnego, ale przez podmioty publiczne bądź osoby prywatne – mówi dyr. Grzybowska. – Nowo otwarty dps musi spełniać już wszystkie obowiązujące standardy i to jest zasadnicza bariera, bo uruchomienie takiej placówki jest bardzo kosztowne.

W 2004 roku spółdzielnia mieszkaniowa „Kozanów IV”
przymierzała się do budowy Domu Seniora
który miał zostać włączony do programu lokalnych dps-ów

O projekcie pisaliśmy w naszej gazecie: malutkie mieszkanka z balkonami, w pełni przystosowane dla osób niepełnosprawnych, z podjazdami, windą, wspólną jadalnią na parterze, klubem, salką gimnastyczną, do tego zaplecze medyczne i rehabilitacyjne. Dr Władysław Sidorowicz, ówczesny dyrektor Departamentu Spraw Społecznych UM, wypowiadał się o nim w samych superlatywach: „Propozycja spółdzielni to wyjście naprzeciw starzejącemu się miastu, tym bardziej potrzebna, że gmina nie ma na razie ani środków, ani możliwości, by tę sytuację rozładować”. Zapewniał przy tym o dobrej woli i poparciu miasta: „Ta oferta pokazuje, że inwestor może dokonywać operacji w trudnym obszarze społecznym, z pożytkiem dla ludzi, a jednocześnie przy bardzo racjonalnym finansowym planie. Trzymam kciuki za powodzenie tej inwestycji”.
To było pięć lat temu. Co się stało, że do realizacji pomysłu nie doszło?

–Mieliśmy już podpisane stosowane porozumienia – wyjaśnia Ryszard Kucharski, prezes SMLW „Kozanów IV”. – Ale nagle utraciliśmy partnera instytucjonalnego, bo w międzyczasie zmieniły się przepisy i budżet państwa wycofał się z finansowania miejsc w nowo otwartych ośrodkach. Przypomnę, że to był czas pospiesznie wprowadzanych reform, w tym w służbie zdrowia. Wiele dyskutowano wówczas o lekarzach pierwszego kontaktu, pojawił się pomysł prywatyzacji ośrodków rehabilitacyjnych. Te różnorodne pomysły i hasła tak zdestabilizowały sytuację i wprowadziły taką niepewność, że ostatecznie zdusiły inicjatywy społeczne, bo kto chciałby wdrażać kosztowne i dalekosiężne projekty w tak niepewnym czasie?

Rolę partnera strategicznego mogłaby oczywiście przejąć gmina, ale do tego trzeba by dobrej woli obu stron i choćby minimum spójności w polityce społeczno-gospodarczej, tłumaczy prezes Kucharski:
–Mamy już pewne doświadczenia w tym względzie, bo od kilku lat próbujemy się z gminą dogadać w sprawie wybudowania ogólnodostępnego basenu w naszych zasobach. Otrzymaliśmy już nawet warunki zabudowy, mamy pozytywną decyzję kolegium prezydenckiego, ale gdy wystąpiliśmy o pozyskanie gruntów, niespodziewanie otrzymaliśmy odpowiedź, że zostaną one sprzedane pod cele komercyjne. Czy to jest poważne partnerskie podejście? Nie może być tak, że wraz ze zmianą układu politycznego w mieście, zmienia się też cała strategia jego działania, bo cierpią na tym przede wszystkim mieszkańcy.

Ostatecznie dom na Kozanowie powstanie, choć nie ma już wiele wspólnego z pierwotnym projektem. Przeznaczony jest głównie pod zamianę – dla tych członków spółdzielni, którzy w wyniku różnych życiowych okoliczności nie są w stanie utrzymać swojego dotychczasowego mieszkania. Małe, jedno-, dwupokojowe lokale, tańsze w eksploatacji, są idealne dla ludzi starszych, samotnych. Zaopatrzony w podjazdy, szerokie drzwi i inne udogodnienia parter – łącznie ze specjalnie zaprojektowanymi mieszkaniami – przeznaczono dla osób niepełnosprawnych.
Budynek ma zostać oddany do użytku z końcem roku. Zainteresowanie jest tak duże, że spółdzielnia myśli już o budowie kolejnego obiektu.

Demografowie nie od dziś przypominają
że społeczeństwo nam się starzeje,
a ludzi schorowanych, samotnych,
zniedołężniałych będzie przybywać

Można by się spodziewać, że lokalne samorządy pochylą się nad tym problemem i ustalą rzeczywistą skalę potrzeb. W przygotowywanych cyklicznie przez władze wojewódzkie „ocenach efektywności pomocy społecznej wraz z bilansem potrzeb” takich analiz jednak nie znajdziemy. „Stanowią one jedynie – jak twierdzą kontrolerzy NIK  – zbiorcze zestawienia danych i mają niewielką przydatność dla ustalenia potrzeb usług świadczonych przez dps”.

Może dlatego, że lukę tę trzeba by potem jednak uzupełnić, a kto miałby to robić, skoro – trawestując słowa niegdysiejszego gminnego urzędnika – samorządy ciągle nie widzą „ani możliwości, ani środków”, by zmienić istniejący stan rzeczy?

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 99)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*