Na państwowym garnuszku

źródło: fotolia.com źródło: fotolia.com

Według szacunku  ZUS, jeśli granica wieku emerytalnego zostanie przesunięta, w 2021 roku będzie w Polsce 8 mln 700 emerytów. Ekonomiści ostrzegają, że obniżenie wieku emerytalnego spowoduje pogłębienie nierówności, które i tak już występują, a świadczenia emerytalne będą dużo niższe.     

Rachunek jest prosty: im więcej emerytów a mniej pracujących, tym większe są wydatki i mniejsze wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego ZUS wypłaca emerytury.  Już teraz proporcje te są bardzo niekorzystne – w 2015 roku mieliśmy 16 mln 270 tys. pracujących i 7 mln 300 emerytów – a system ma coraz większy problem z samofinansowaniem się. Skrócenie wieku emerytalnego z 67 lat do 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet tylko go pogłębi, przekonują ekonomiści.

– Wypłaty emerytury gwarantowane są przez budżet państwa,

nigdy nie brakowało środków, a wypłaty zawsze regulowane są w terminie – zapewnia Iwona Kowalska, rzecznik prasowy wrocławskiego ZUS.

Problemem polskich emerytów jest jednak co innego: stosunek wartości naszych emerytur do wcześniej uzyskiwanych zarobków, czyli tzw. stopa zastąpienia, maleje z roku na rok, a według ekonomistów w przyszłości może spaść nawet do 20-30 proc. Zwłaszcza, gdy będziemy pracować krócej.

Prawo do emerytury zależy od wieku i stażu pracy, jej wysokość natomiast uzależniona jest od wysokości składek zgromadzonych na indywidualnym koncie oraz od tzw. kapitału początkowego. Jeżeli osoba ubezpieczona osiągnęła określony w ustawie staż pracy, ale zarabiała niewiele i naliczona przez ZUS kwota emerytury jest niższa niż najniższe świadczenie –budżet państwa dopłaci do wysokości najniższego świadczenia. W 2016 roku wynosi ono 882,56 zł. Brutto.

Nie dotyczy to jednak osób, które nie mogą udokumentować odpowiedniej ilości przepracowanych lat. Albo tych, które długi czas pracowały na umowę o dzieło, od których nie odprowadza się składek. W ich przypadku wypłata może być dużo, dużo niższa. Są już wśród Polaków tacy emeryci, którzy dostają po kilka złotych emerytury. Najniższe wypłacane świadczenie to… 45 groszy.  Otrzymuje je osoba, która odprowadziła tylko jedną składkę.

Tak działa bowiem nowy system.

– Nowa emerytura to równowartość kwoty będącej wynikiem podzielenia podstawy obliczenia emerytury przez średnie dalsze trwanie życia osoby. Podstawę obliczenia emerytury stanowi natomiast suma zwaloryzowanych składek na ubezpieczenie emerytalne, zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego do końca miesiąca poprzedzającego miesiąc, od którego przysługuje wypłata emerytury, oraz zwaloryzowanego kapitału początkowego – tłumaczy Iwona Kowalska. – Im dłużej pracujemy i odprowadzamy składki, tym kwota zgromadzona na koncie jest większa. Pracując dłużej, osiągamy wiek, dla którego średnie dalsze trwanie życia jest niższe, a co za tym idzie: kwota emerytury jest wyższa – tłumaczy Iwona Kowalska, rzecznik wrocławskiego ZUS.

– Przy skróconym wieku emerytalnym

osoba, która zdecyduję się przejść na emeryturę, wpłaci do systemu mniej składek i przeciętnie dłużej będzie pobierać świadczenie. W efekcie jej emerytura będzie dużo niższa, tym bardziej, że do wysokości emerytury liczą się najbardziej ostatnie lata pracującego – mówi dr Radosław Pietrzyk z Katedry Inwestycji Finansowych i Zarządzania Ryzykiem z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. – Przykład: kobieta urodzona w 1991 r., rozpoczynająca pracę w tym roku. Płaca 4000 zł. Jeżeli nie będzie miała przerw w pracy i przejdzie na emeryturę w wieku 67 lat, dostanie 2500 zł. Jeżeli przejdzie na emeryturę w wieku lat 60, dostanie jedynie 1500 zł. Spadek ten jest tak duży, bo jednocześnie skracamy okres płacenia składek o 7 lat i wydłużamy okres przebywania na emeryturze o około 7 lat.

W najgorszej sytuacji znajdują się właśnie kobiety. Częściej pracują w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ zazwyczaj to one wychowują dzieci lub opiekują się niepełnosprawnym lub chorym członkiem rodziny. Statystycznie żyją też dłużej, więc zgromadzony przez nie kapitał dzielony jest inaczej niż w przypadku mężczyzn.

– Kobiety otrzymują niższe świadczenia emerytalne, a relacja pomiędzy ich ostatnią pensją a wysokością emerytury jest niższa, nawet wówczas, gdy kończą aktywność zawodową w tym samym wieku co mężczyźni. Ze względu na niższe świadczenia i sytuację osobistą, na przykład wdowieństwo, znacznie częściej są też narażone na ryzyko ubóstwa i wykluczenia społecznego – mówi dr Janina Petelczyc z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. – Gdy wiek emerytalny zostanie obniżony, nierówności pomiędzy kobietami a mężczyznami tylko się pogłębią. Rozwiązanie tego problemu warto by zacząć od polepszenia sytuacji kobiet oraz ludzi starszych na rynku pracy – stwierdza dr Petelczyc.

Tymczasem dyskryminacja osób starszych na polskim rynku pracy jest wciąż widoczna.  Wskaźnik zatrudnienia osób po 55 roku wynosi u nas 42 proc.

i jest najniższy w UE. Dla porównania w Niemczech to 65 proc.

–  Wciąż panuje stereotyp, że osoby starsze są  mniej produktywne, choć badania wcale tego nie potwierdzają – mówi Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych i public affairs agencji zatrudnienia Randstad. – Poza tym pracodawcy boją się zatrudniać osoby po 55 roku życia ze względu na czteroletnią ochronę przedemerytalną, która nie zezwala na zwolnienie pracownika – tłumaczy.

Inne kraje jakoś z tym sobie radzą, stosując odpowiednie pomocowe mechanizmy, jak choćby wspomaganie zatrudnienia ludzi starszych czy działania podejmujące walkę z ich ubóstwem. Znamienny jest tu przykład Szwecji, gdzie uchwalono specjalną ustawę antydyskryminacyjną, a pracodawcy, którzy zatrudniają seniorów, mogą liczyć na ulgi.

W Polsce, póki co, wszystko wydaje się działać odwrotnie.

Brakuje też odpowiednich narzędzi, które zachęcałyby do oszczędzania na emeryturę.  Mało kto – zaledwie 10 proc. Polaków – posiada indywidualne konta emerytalne. Wielu ludzi nie ma świadomości, że takie formy w ogóle istnieją, a nawet gdyby ją miało – nie posiada na to wolnych środków.

Ciekawym rozwiązaniem, które funkcjonuje w niektórych państwach, są zakładowe programy emerytalne. W Niemczech w takich programach uczestniczy ponad 90 proc. pracowników i stanowią one istotne uzupełnienie emerytur z systemu publicznego. W naszym kraju to jednak narzędzie zarezerwowane na razie dla elit.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*