Rodzinologia stosowana

Gdzieś w świecie XXI wiek trwa w najlepsze – ludzie rozszczepiają atomy, sekwencjonują genomy, latają w kosmos. Tymczasem w polskich szkołach dzieci uczą się, że karmienie piersią zapobiega ciąży, prezerwatywy prowadzą do impotencji, a kobiety czerpiące przyjemność z seksu to degeneratki, które powinny smażyć się w piekle. Brzmi jak ponury żart? Bynajmniej.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Gdzieś w świecie XXI wiek trwa w najlepsze – ludzie rozszczepiają atomy, sekwencjonują genomy, latają w kosmos. Tymczasem w polskich szkołach dzieci uczą się, że karmienie piersią zapobiega ciąży, prezerwatywy prowadzą do impotencji, a kobiety czerpiące przyjemność z seksu to degeneratki, które powinny smażyć się w piekle. Brzmi jak ponury żart? Bynajmniej.


Wiosną tego roku Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”, działająca przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, przeprowadziła badania ankietowe wśród uczniów polskich szkół, by sprawdzić jak naprawdę wygląda nasza rodzima edukacja seksualna, nazywana oficjalnie – i dla uniknięcia kontrowersji – „wychowaniem do życia w rodzinie”. Impulsem stał się rozpaczliwy list siedemnastolatka z Podkarpacia, który opisał swoje przykre doświadczenia ze szkoły i zakończył je apelem, by podane przezeń przykłady przytaczać wszędzie i wszystkim, „jeśli tylko może to w czymś pomóc i zmienić polską rzeczywistość”.

–Od lat prowadzimy
poradnictwo dla młodzieży

– mówią wolontariusze „Pontonu” – i z zadawanych nam codziennie pytań wynika, że poziom wiedzy na temat dojrzewania, fizjologii, seksualności i antykoncepcji u nastolatków jest zatrważająco niski.

Ponieważ w wielu polskich domach temat ten jest ciągle objęty ścisłym tabu, lukę miała wypełnić szkoła, oferując uczniom – od piątej klasy szkoły podstawowej wzwyż – 14 godzin wychowania do życia w rodzinie w ciągu roku. Miała, ale tego nie robi, bo jak wynika z raportu „Pontonu”, w 40 proc. szkół nie prowadzono takich zajęć wcale, a tam gdzie się one odbywały, rzadko miewały charakter cykliczny. Często też „upychano” je poza normalnym tokiem zajęć: bądź bardzo wcześnie rano, bądź na siódmej, ósmej godzinie po lekcjach.

Zdarzało się, że na zajęciach poruszano zagadnienia niezwiązane z tematem, jak pierwsza pomoc, alkoholizm, palenie papierosów, a nawet –  nauka dekorowania wnętrz, zabezpieczanie domu przed złodziejami czy pielęgnacja cery i paznokci.
Nauczyciele często „sprawiali wrażenie zażenowanych, czerwienili się, opowiadali dziwne historie lub po prostu przekazywali swoje poglądy zamiast obiektywnej wiedzy”.
–Czytając listy od uczniów wprost trudno było nam uwierzyć, że te rzeczy mają naprawdę miejsce – przyznają wolontariusze. –  Niektóre listy były uzupełnione apelami o zrobienie czegoś w tej sprawie. Niestety, osoby zgłaszające problem zwykle nie podawały namiarów na szkołę.

Cytaty z listów
od młodzieży

„W liceum powiedziano nam, że tylko kalendarzyk może zapobiec ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana”.

„Wychowanie do życia w rodzinie mieliśmy z 60-letnią panią pedagog, która tylko na jednej lekcji wprowadziła temat seksu i opowiadała, że jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki”.

„Każda kobieta jest jak kwiatek, który w pewnym momencie musi być zapylony przez owada”.

„Na lekcji WDŻ nauczycielka, która w tej samej szkole uczyła nas informatyki, próbowała nam powiedzieć, że dzieci z rodzin, gdzie nie ma ojca lub matki, wyrastają na osoby nienormalne, zanim nie uświadomiłam jej, że na 13 osób w klasie 11 wychowywały samotne matki”.
„Szkoła państwowa, Olsztyn. Lekcje prowadzi pani od muzyki. Puszcza filmy dotyczące życia w rodzinie, czyli wspólne posiłki, ojciec z synem gra na gitarze, matka z córką przygotowuje obiad itp.”.

„W moim gimnazjum zajęcia prowadzi katechetka, którą poprosiłyśmy o przedstawienie nam budowy ciała mężczyzny. Tylko ogólnie przedstawiła nam zarys, po czym oznajmiła, że facet jest ohydny (…). O homoseksualistach powiedziała oburzona, że takich ludzi nie powinno być na świecie, że to jest jakąś choroba i niemożliwe, żeby wiązały się z tym jakieś uczucia”.

„Zajęcia wychowania do życia w rodzinie w gimnazjum prowadziła 60-letnia kobieta. Nie było mowy o seksie, tylko opowiadała nam, jak w Oświęcimiu robiono z ludzkich głów mydło, tak żebyśmy zrozumieli i szanowali sens życia. Wspominała co drugie słowo, że nienawidzi zwierząt”.

„Lekcje były prowadzone przez kobietę w wieku emerytalnym, pewnie sobie dorabiającą do emerytury, która na lekcjach czytała nam Gościa Niedzielnego i twierdziła, że jak dziewczynę zgwałcą, to jest jej wina i niech cierpi i należy na nią nałożyć ekskomunikę”.

Wśród osób
prowadzących zajęcia


dominowali katecheci  (w co czwartym przypadku) bądź księża, nauczyciele biologii, ale także polskiego, WOS-u, informatyki, a nawet muzyki. Uczniowie skarżyli się, że na wielu zajęciach nie ma żadnej możliwości dyskusji. Nie można zadawać pytań, ani rozmawiać, a nauczyciele ucinają wszelkie próby polemiki czy przedstawiania innego punktu widzenia.

„Bardzo istotną sprawą –  zwracają uwagę edukatorzy z „Pontonu” –  jest to, że kwestie związane z asertywnością, z przemocą na tle seksualnym, z działaniem pigułki gwałtu nie są poruszane w ogóle, lub mówi się o nich zdecydowanie za mało. To bardzo niepokojące, zwłaszcza że to właśnie w szkołach dochodzi do sytuacji, w których młodzi ludzie przekraczają granice bezpieczeństwa kolegów i koleżanek. Znane są dramatyczne konsekwencje takich sytuacji – choćby przypadek czternastoletniej Ani z Gdańska, która odebrała sobie życie po tym, jak została przez kolegów z gimnazjum na lekcji rozebrana i sfilmowana komórką”.

Nauczyciele bronią się twierdząc, że w Polsce brakuje pomocy dydaktycznych i dobrych podręczników do tego przedmiotu. Za przykład służy tu jeden z najpopularniejszych podręczników w gimnazjach i szkole podstawowej (tu zresztą  – jedyny dopuszczony przez MEN), czyli „Wędrując ku dorosłości” pod red. Teresy Król.
– Zawiera archaiczne i infantylne zwroty. A charakterystyka dziewczyny i chłopca bazuje na najgorszych stereotypach – mówi Jolanta Gałczyńska z ZNP.

To właśnie w tym podręczniku karmienie piersią przedstawiono jako naturalną metodę antykoncepcji, powołując się przy tym na doświadczenia ludów pierwotnych. „Podręcznik nie odwołuje się do rzetelnych źródeł naukowych, pomija ustalenia Światowej Organizacji Zdrowia, cytuje sądy anonimowych lekarzy ginekologów, zaś opinie działaczy katolickich i przedstawicieli konserwatywnej obyczajowo myśli chrześcijańskiej przedstawia jako obiektywny stan wiedzy naukowej” ostrzegała Katarzyna Chmielewska już kilka lat temu w swojej recenzji podręcznika na portalu Otwarta Rzeczpospolita.

Rubikon – wydawca podręcznika – specjalizuje się w wydawnictwach „moralno-religijnych”, a na swojej stronie internetowej zachęca do korzystania z innych pomocy dydaktycznych , w tym multimedialnych. Tytuły? „Naturalne planowanie rodziny”, „Cywilizacja życia czy cywilizacja śmierci”, „Płodność człowieka”.

Grupa „Ponton”
w imieniu uczniów

zaapelowała do ministerstwa edukacji o wprowadzenie od września do szkół rzetelnej, neutralnej światopoglądowo edukacji seksualnej, prowadzonej w trakcie normalnych godzin lekcyjnych przez kompetentnych i wykształconych nauczycieli:
– Zwracaliśmy uwagę m.in. na problem podręczników. Tymczasem dobre podręczniki są, ale nie mogą uzyskać aprobaty ministerstwa. Brakuje też przeszkolonych nauczycieli – mówiła dziennikarzom Paulina Wawrzyńczyk z „Pontonu”. – MEN uważa jednak, że organizacja zajęć to sprawa dyrektorów szkół i nie ma nadzoru nad tym, kto i w jaki sposób je prowadzi.

Ponieważ ani stosunek MEN do sprawy, ani podręcznikowy kanon się nie zmienił – trudno oczekiwać cudów.  W tej sytuacji fakt, że aż w 40 proc. szkół nie prowadzi się zajęć z wychowania do życia w rodzinie powinien chyba jednak cieszyć.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 99)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*