MIECZEM…?

Jeśli ktoś powiada, że polityka go nie interesuje – to ten ktoś nie wie, co traci, albo nie wie, co mówi. Bo dzieją się rzeczy doprawdy fascynujące. I nie myślę tu o liczeniu „szabel” czy ekscytacji nominacjami na stanowiska rządowe (kto, gdzie, a dlaczego nie inny). Nie myślę też o podniecaniu się niesnaskami w gronie tych i tamtych koalicjantów albo wróżeniu, co zrobi prezydent, kiedy nie będzie szusował na stokach. To sprawy banalne.

Myślę o rozwijającej się dynamicznie wśród szacownych uczonych i publicystów dyskusji w sprawie: co zrobić z elektoratem? Konkretnie zaś chodzi o to, czy wyborcy świadomie i odpowiedzialnie podejmowali przy urnach decyzje, więc odpowiadają za konsekwencje swoich wyborów, czy też w przeważającej części kierowali się emocjami, natchnieniem, propagandą, a więc za skutki wyborczych decyzji obciążać wyborców nie można. Mówiąc prosto, bez owijania w bawełnę i w te wszystkie politologiczne, socjologiczne mądrości i aksjologiczne niestrawności, pytanie brzmi: czy lud wybierając osiem i cztery lata temu Kaczyńskiego a teraz Tuska wiedział, co robi?

Odpowiedź na to pytanie decyduje o stylu sprawowania władzy. Tej, która była i tej, która będzie.

Władza, która była, ma i miała zawsze jasność w tej sprawie i odpowiedzi nigdy nie taiła: jej wyborcy głosowali patriotycznie, świadomie i odpowiedzialnie, a przeciwnicy byli i są zmanipulowani i ogłupiani przez wrogą Polsce propagandę. Prezes Kaczyński wyłożył tę koncepcję jasno i wyraźnie już 8 lat temu, mówiąc o wyborcach jego politycznych przeciwników: „W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków”. A skoro tak, to ich opiniami i potrzebami władza przejmować się nie musi, może ten „gorszy sort” całkowicie ignorować, nawet jeśli ten „gorszy sort” stanowi większość (w 2025 roku PiS zdobył 37,6 proc. a w 2019 – 43,6 proc. głosów). Prezes nie zmienił zdania i dzisiaj mówi, że zwycięska koalicja chce „anihilacji Polski”, działa w interesie Niemiec i Rosji, a ponad 11 milionów jej wyborców jest tego świadomych. A niezawodny Antoni Macierewicz stawia kropkę na i: „Ta większość to obóz zdrady narodowej”.

Władza, która będzie, nie ma takiej jasności, jaką ma prezes Kaczyński. Toczy się przeto arcyciekawa dysputa, o której wspomniałem: czy owe ponad 7 milionów głosujących na PiS wyborców rzeczywiście chciało faktycznego opuszczenia Unii przez Polskę (to oznacza rezygnacja z przestrzegania unijnego prawa i wyroków unijnych trybunałów), ze wspólnych działań, wspólnych funduszy oraz podporządkowania partii – w imię skuteczności – wszystkich instytucji państwa; czy też owe ponad 7 milionów było uwiedzione totalną propagandą, pozbawione informacji i nieświadome konsekwencji podporządkowania władzy sądów, mediów, instytucji kontrolnych i odcięcia Polski od unijnych funduszy i wparcia.

I pogląd na tę kwestię podzielił grono wybitnej profesury prawniczej, politologów i wybitnych publicystów.

Jedni powiadają, że zdecydowana większość z tych ponad 7 milionów głosujących na PiS obywateli wiedziała, kogo i po co wybiera, żyje w swojej „bańce informacyjnej” i żadne argumenty już tam nie trafią. Więc jakkolwiek postępowałby Tusk, pozostanie on dla tej grupy zdrajcą na usługach Niemców, Ruskich. W związku z tym należy skorzystać z doświadczeń prezesa Kaczyńskiego i postępować tak, jak on: zwalczać imposybilizm, nie oglądając się na krzyki i protesty, interpretować prawo i obyczaje po swojemu. Przypominając przy okazji słowa z bliskiego byłej władzy Nowego Testamentu: „…wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (Mt.26,52).

Drudzy – a to też prawnicza elita i najtęższe mózgi komentariatu – głoszą coś wręcz przeciwnego: że koniecznie trzeba tym 7 milionom przekazać prawdę o ustępujących rządach, bo gdy się dowiedzą o sprzedawanych wizach, rozdawanych willach, sprzedanym z bezcen Lotosie, finansowych przekrętach, dyspozycyjnych prokuratorach, sądach i trybunałach, to znaczna część być może zmieni swoje poglądy. Trzeba przeto tych 7 milionów wyborców PiS słuchać, dbać o nich i pokazać, że działa się inaczej, niż tamta władza, czyli zgodnie z prawem i przyzwoitością. Bo przecież te 7 milionów nie zniknie! Trzeba się z nimi ułożyć, bo będą głosować w następnych wyborach. A więc pamiętać, jak brzmi pierwsza część zdania u św. Mateusza: „Schowaj swój miecz do pochwy, bo…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*