Nie igraj z rzeką

Kamil Korpik, komendant posterunku Państwowej Straży Rybackiej Wrocław, w czasie służby Kamil Korpik, komendant posterunku Państwowej Straży Rybackiej Wrocław, w czasie służby

Zaczyna się sezon wodnych atrakcji. Odra kusi: nowe plaże miejskie, przystanie, wypożyczalnie sprzętu, nabrzeżne kawiarnie, rejsy. Rekreacja wodna we Wrocławiu rozkwita i tylko się z tego cieszyć.  W zachwycie nad możliwościami, jakie daje rzeka, nie można jednak zapominać o względach bezpieczeństwa. Co roku wielu jest takich, którzy ignorują zakaz kąpieli, nie dostrzegają znaków przy wodzie lub wypływają bez odpowiedniego sprzętu. A przecież może być tak pięknie.  

Osiem miesięcy temu młody obywatel Ukrainy, w ferworze zabawy na Wyspie Słodowej, postanowił przepłynąć Odrę. Nie dotarł na drugi brzeg. Poszukiwania nadal trwają, ale nikt nie ma wątpliwości, że wydarzyło się najgorsze. – Wyspa Słodowa to od lat czarny punkt, jeśli chodzi o wypadki – mówi Magdalena Mieszała, młodszy aspirant Policji Wodnej we Wrocławiu. – Przyczyna prawie zawsze jest ta sama – alkohol, którego nadmiar rzadko idzie w parze z rozwagą. Obowiązuje całkowity zakaz kąpieli w Odrze. To szlak żeglugowy. W wodzie czai się wiele niebezpieczeństw, których gołym okiem nie widać: wiry, podwodne konary. Osobę tonącą trudno jest dostrzec. Tonący nie krzyczy, to cichy proces – dodaje.

Walcząc z żywiołem

Uratowanie kogoś, kogo wciągnęła rzeka, często graniczy z cudem. Wiedzą o tym funkcjonariusze Państwowej Straży Rybackiej, wzywani do takich wypadków. Wśród nich jest Kamil Korpik, komendant posterunku Wrocław, który nigdy nie zapomni akcji ratunkowej tonącej 17-latki. – Mieliśmy właśnie patrol z policjantem z Policji Wodnej, kiedy dostaliśmy informację, że z Mostu Milenijnego skoczyła dziewczyna – wspomina.  – Szybko podpłynęliśmy tam łodzią. Nie mogliśmy zlokalizować nastolatki. Ludzie, którzy widzieli zdarzenie, przekazywali nam sprzeczne informacje. I nagle zobaczyłem na wodzie ciemniejszy cień gdzieś 150 metrów za mostem, gdzie dziewczyny teoretycznie nie powinno być, bo wiatr wiał w drugą stronę. Do dziś się zastanawiam, jak to się stało. Musiała zadziałać intuicja kogoś, kto na co dzień obcuje z wodą. Podpłynęliśmy tam i rzeczywiście tak 40 cm pod wodą dostrzegliśmy młodą kobietę w ułożeniu embrionalnym. Wyciągnęliśmy ją, zaczęliśmy reanimować. Pogotowie zabrało ją do szpitala. Mimo złych rokowań dziewczyna wyszła z tego. Wiem, że dzisiaj wszystko dobrze u niej – mówi. Za uratowanie nastolatki Kamil Korpik został odznaczony przez Prezydenta Polski Medalem za Ofiarność i Odwagę.

Wiele z takich historii jednak nie ma szczęśliwego finału. Pomoc wzywana jest za późno. Do wody najczęściej skaczą dla zabawy młodzi ludzie pod wpływem alkoholu. Do stanu nietrzeźwości dochodzi jeszcze kolejne zagrożenie – statki wycieczkowe, które są duże i sterujący nimi nie zawsze widzą kąpiących się. Wyspa Słodowa to nie jedyne miejsce, gdzie woda kusi bawiących się wrocławian. – Często interweniujemy też w okolicach przystani przy Politechnice, przy barze na Różance, przy Bulwarach Dunikowskiego – mówi Kamil Korpik. – W lecie, tylko w czasie mojej służby, mam około kilkudziesięciu takich interwencji, a przecież nie wypływam codziennie na wodę. Najwięcej wypadków przydarza się w weekendy. Z jednej strony jestem dumny, jak rozkwita nabrzeże Odry. Naprawdę tworzy się niesamowity klimat z tymi wszystkimi knajpkami i plażami. Jednak fajny klimat nie wystarczy, żeby spokojnie wrócić do domu. Potrzeba jeszcze trochę rozwagi – dodaje. Za kąpiele w Odrze można zapłacić mandat w wysokości do 500 zł, o ile nie przepłaci się ich życiem.

Nie podpływaj pod jaz!

Znaki drogowe znają wszyscy kierowcy. Jednak tylko nieliczne osoby z tych wypożyczających kajaki czy łodzie potrafią zinterpretować znaki żeglugowe. Zignorowanie niektórych z oznaczeń, jak np. tego mówiącego o znajdującym się w pobliżu jazie czy progu wodnym, może być katastrofalne w skutkach. Pewnie nie dostrzegli go mężczyźni, którzy kilka lat temu wypożyczyli motorówkę i podpłynęli pod Jaz Opatowicki. Siła wody wywróciła łódź. Dwóch starszych uczestników wyprawy nie przeżyło. Podpływanie zbyt blisko jazu to bardzo częsta przyczyna wypadków. – Taki jaz wygląda niepozornie, jak mały wodospadzik – przestrzega Kamil Korpik. – W rzeczywistości jest on bardzo niebezpieczny. Na początku odpycha, a potem wciąga. Bardzo ciężko jest z takich wirów kogokolwiek wyciągnąć  – dodaje. Mimo znaków ostrzegawczych, jazy kuszą. Wrocławianie podpływają w wypożyczonych łodziach, żeby zrobić sobie zdjęcie na ich tle. – A przecież znak informuje o całkowitym zakazie podpływania – mówi Magdalena Mieszała z Policji Wodnej. – Dotyczy to wszystkich wrocławskich jazów. Od tego roku znaków jest jeszcze więcej i są bardziej widoczne, w związku z częstymi wypadkami – dodaje. Kajakarze często ignorują też inne zakazy – jak ten przy węźle wodnym przy Wyspie Słodowej, gdzie nie wolno wpływać jednostkom bezsilnikowym, bo przy wyższym stanie wody bardzo ciężko jest się tam utrzymać. Znaki są umieszczane dużo wcześniej niż przy samym jazie czy innym zagrożeniu – trudno ich nie dostrzec. A przecież i tak w większości miejsc na naszej Odrze można uprawiać żeglugę, tylko tych kilka niebezpiecznych jest wyłączonych.

W kamizelce bezpiecznie w rejs

We wrocławskich przystaniach można wypożyczać kajaki, rowery wodne, łódki wiosłowe i motorowodne. Nie są potrzebne żadne uprawnienia, żeby z nich korzystać, ale bezwzględnie trzeba mieć przy sobie kamizelkę ratunkową. Za jej brak grozi mandat w wysokości do 500 zł. Winę ponosi ten, który wypływa, nie wypożyczalnia. – Zawsze wydajemy kamizelki ratunkowe – mówi pracownik jednej z wrocławskich wypożyczalni. – Jednak zdarza się, że osoby, które wypłynęły w kamizelkach, wracają bez nich. Ściągają je w trakcie i odkładają na dno łódki. Pełnoletni wypożyczający musi przeczytać regulamin, ale nie wszyscy robią to dokładnie – dodaje. Funkcjonariusze ze Straży Rybackiej nie raz musieli udzielać pomocy żeglarzom, którzy nie założyli kamizelek. – Kiedyś wyciągnęliśmy na brzeg dwóch skrajnie wyziębionych i wyczerpanych mężczyzn, którzy wpadli do wody po przewróceniu się żaglówki przy gwałtownym wietrze  – wspomina Kamil Korpik. – Nie mieli na sobie kamizelek. To muszą być zawsze kamizelki ratunkowe, o odpowiedniej wyporności, nie asekuracyjne, które ludzie często zakładają. A one nie spełniają norm bezpieczeństwa.

Wrocławianie korzystają nie tylko z wypożyczalni. Wypływają też swoimi kajakami, łodziami i pontonami, bo pozwalają na to przepisy. Wymogi bezpieczeństwa szczegółowo reguluje Ustawa o Żegludze Śródlądowej. Określa ona m.in. jakie wyposażenie jest wymagane na daną jednostkę.

Żeby poruszać się po rzece, potrzebna jest też wyobraźnia. – Po Odrze pływają duże jednostki wycieczkowe, którym ciężko jest manewrować, bo rzeka jest wąska – mówi Kamil Korpik. – Kajaki i łodzie podpływają nieraz pod same statki tak blisko, że aż mrozi krew w żyłach. Statek to nie samochód. Nie zatrzyma się w miejscu. To duża, napędzona masa. Zatem, jak najbardziej – korzystać z atrakcji wodnych, ale przewidywać, myśleć i przede wszystkim nigdy nie pływać pod wpływem alkoholu – dodaje. Od tego roku przed służbami wodnymi nowe wyzwanie – wchodzi żegluga nocna. Będzie można wypłynąć przystosowaną do tego łodzią również po zmroku bez dodatkowych zezwoleń. Właśnie trwają prace związane z umieszczaniem znaków nocnych. Jeśli wszyscy będą się do nich stosować, otwierają się przed wrocławianami nowe, ekscytujące możliwości korzystania z rekreacji wodnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*