Porodowa rzeczywistość

Zgodnie z danymi NFZ w pierwszym półroczu 2006 roku we wrocławskich szpitalach odebrano ponad 8 tys. porodów. Cud narodzin nie zawsze jednak bywa cudownym przeżyciem.

(16-08-2006 r.)

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

 Zgodnie z danymi NFZ w pierwszym półroczu 2006 roku we wrocławskich szpitalach odebrano ponad 8 tys. porodów. Cud narodzin nie zawsze jednak bywa cudownym przeżyciem.

(16-08-2006 r.)

-Kobiety bardzo zmieniły się przez 12 lat, które upłynęły od pierwszej akcji Rodzić po Ludzku. O wiele lepiej zdają sobie sprawę z przysługujących im praw, mają zupełnie inne oczekiwania niż ich matki. Niestety, warunki szpitalne nie nadążają za tą zmieniającą się świadomością kobiet i ich oczekiwaniami partnerskiego traktowania – mówi Urszula Kubicka-Kraszyńska z warszawskiej Fundacji Rodzić po Ludzku. Lekarze replikują, że problemem jest zbyt mała liczba personelu i chroniczne niedofinansowanie służby zdrowia,  bo trudno mówić o standardach, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe rzeczy, jak środki czystości czy papier toaletowy.

W teorii wszystko wygląda nieźle. Co prawda w rankingu ogólnopolskim wrocławskie oddziały położnicze wypadają przeciętnie, a porodówki w większości wymagają renowacji i unowocześnienia, jaskółki zmian już się jednak pojawiły. Szpitale deklarują otwarcie na niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu (masaże, kąpiele, muzykoterapię), możliwość brania prysznicu czy swobodnego chodzenia podczas porodu. W klinice na Chałubińskiego oraz w szpitalu na Kamieńskiego istnieją wanny do rodzenia w wodzie. Każdy z oddziałów ma przynajmniej jedną pojedynczą salę do porodów rodzinnych, a na Brochowie są nawet trzy takie.

„Cały poród
 leżałam z KTG, nie pozwolili mi nawet iść do toalety, a gdy miałam bóle to położna zza gazety „Pani domu” krzyczała: wdech i wydech!!!" wspomina świeżo upieczona mama, Monika. „W izbie przyjęć – dodaje kolejna z mam, Karolina – położna zadzwoniła po lekarkę, która miała kończyć dyżur. Już to jej się nie spodobało, poza tym usłyszałam, że oni nie mają miejsc i dlaczego wszyscy chcą rodzić w ich szpitalu, jakby innych w Polsce nie było".  Inna z wrocławianek skarży się: „po cesarce przysługiwały mi leki przeciwbólowe, ale kiedy poprosiłam o paracetamol położna powiedziała, że nie ma i nie będzie biegać po całym szpitalu, żeby go znaleźć”. 

Podobne anegdoty powtarzane są na internetowych forach lub przekazywane z ust do ust. Kobiety dzielą się swoimi doświadczeniami, przestrzegają, informują. Nie brakuje również entuzjastycznych wypowiedzi. Okazuje się, że przyzwyczajone do polskich realiów kobiety są w stanie wiele wybaczyć, o ile spotkają się z troskliwą i uważną opieką personelu. 

– O czym my w ogóle mówimy – wyznaje anonimowo jeden z wrocławskich położników. – Personel robi co może, ale jest go za mało, a za dużo pracy. Porody są nielimitowane, więc szpital bierze wszystko, ale zrozumiałe, że wtedy standard usługi spada. Sytuacja jeszcze pogarsza się w okresie wakacyjnym, gdy cyklicznie zamyka się oddziały dla dokonania drobnych remontów czy dezynfekcji. Po zamknięciu oddziału w szpitalu Babińskiego, który był swoistym wentylem bezpieczeństwa dla miasta, jest jeszcze gorzej.

Leokadia Jędrzejewska z Dolnośląskiej Izby Pielęgniarek i Położnych, krajowy konsultant w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego, przyznaje, że problemem jest zła organizacji pracy, źle pojęta restrukturyzacja, mała ilość i zmęczenie personelu.
– Nieszczęście to ogromna ilość podmiotów rozproszonych – dodaje – które opiekują się kobietą i dzieckiem: POZ, NZOZ, prywatne gabinety. Nie ma porozumienia, nie ma ciągłości opieki, a w konsekwencji wiedzy, co się z tą kobietą dzieje. W szpitalu nie jest lepiej, dyżurujący personel się zmienia, rodząca nie wie kto jest kto, czuje się często wyobcowana i zagubiona. Tymczasem położna powinna opiekować się jedną kobietą od początku do końca. W tych warunkach to nierealne, skoro dwie położne obsługują całą porodówkę. Do tego dochodzą jeszcze spory kompetencyjne, bo obowiązki lekarzy i położnych nakładają się.

Akcja
Rodzić po ludzku to powtarzana co kilka lat kampania na rzecz poprawy warunków rodzenia w Polsce. Choć początkowo budziła wiele kontrowersji w środowisku medycznym, dzięki niej oraz zakrojonym na szeroką skalę akcjom medialnym, w oddziałach położniczych  zaszło wiele pozytywnych zmian (bezpośredni kontakt matki z dzieckiem po porodzie, swoboda rodzenia w pierwszym okresie porodu, odwiedziny bliskich, możliwość przebywania z dzieckiem przez całą dobę).
 
– Ale w dalszym ciągu istnieje tendencja do medykalizacji porodu, stosowania rutynowych procedur, robienia pewnych rzeczy bez zgody kobiety – mówi Urszula Kubicka – Kraszyńska. – Podstawowy problem sygnalizowany nam  przez kobiety to  poczucie braku podmiotowości. W momencie gdy rodząca przekracza progi szpitala zaczyna być traktowana jak dziecko, jak osoba pozbawiona prawa do decydowania o sobie. Mnóstwo decyzji dotyczących jej i dziecka jest podejmowanych ponad jej głową. Bardzo często naruszane jest prawo do informacji o przebiegu porodu, podawanych środkach, stanie dziecka, a także prawo do wyrażania zgody na zabiegi medyczne.

– Nacięcia krocza, kroplówkowe wlewy, cesarskie cięcia to rutynowe u nas procedury – mówi Leokadia Jędrzejewska. – A światowy trend jest taki, by dać kobiecie swobodę i intymność. By mogła w pełni to przeżyć.

Światowy trend
to także rodzenie w towarzystwie bliskiej, zaufanej  osoby. Taki układ daje kobiecie komfort i poczucie bezpieczeństwa. Z tej możliwości korzysta już  3/4 Polek i ponad połowa wrocławianek, a liczba ta rośnie z roku na rok. Niemal wszystkie wrocławskie oddziały poza jednym (klinika na Chałubińskiego, gdzie taki poród kosztuje 150 zł) zrezygnowały z oficjalnych opłat za tę, uważaną dotąd za ponadstandardową,  usługę.

-Trudno mówić o usługach ponadstandardowych, gdy nie ma ustalonego standardu opieki okołoporodowej i wytycznych do których placówki musiałyby się dostosować – mówią w Fundacji. – Trudno też nazwać pożądanym standardem poród w wieloosobowej sali, w której oddzielenie łóżek porodowych ściankami czy żaluzjami nie gwarantuje poszanowania intymności rodzących.

Szpitale liczą jednak na dobrowolne datki, czasem oferują wykup cegiełek.
Agnieszka z forum: "bezpłatny poród rodzinny to fikcja! Bez dobrowolnej wpłaty na konto szpitala nie ma mowy o porodzie rodzinnym, musisz mieć potwierdzenie takiej wpłaty przy przyjęciu do szpitala. Oczywiście nie gwarantuje to, że będziesz rodzić rodzinnie. Jeśli sale są zajęte, niestety.. A pieniędzy nikt nie zwraca, bo to przecież dobrowolna wpłata.."

 -Idea porodów rodzinnych była taka, by jedną kobietą opiekował się cały czas jeden zespół, położna i lekarz – tłumaczy wrocławski położnik. – Za to właśnie się miało płacić dodatkowo. Ale skoro mają do obsłużenia i salę ogólną, personel nie daje rady. W ten sposób tworzy się kolejną fikcję.

Reformatorzy
polskiej opieki okołoporodowej spoglądają tęsknym okiem na zachodnie wzorce. A jest od kogo się uczyć. We Francji opieka ma charakter multidyscyplinarny: pediatrzy, anestezjolodzy, psycholodzy, ginekolodzy położnicy i położne pracują w jednym zespole. W Szwecji większość kobiet otrzymuje środki znieczulające, zachęca się je do przyjmowania pozycji gwarantującej komfort i tylko nieliczne rodzą na wznak. W Holandii filarem opieki okołoporodowej jest położna, to ona współpracuje z pielęgniarką rejonową, ośrodkiem zdrowia, dietetykiem, fizjoterapeutą, pracownikiem socjalnym. Opieka nad matką i poród są przenoszone do szpitala jedynie w przypadku wskazań medycznych. 30 proc. porodów odbywa się w domu, popularne są też porody w tzw. domach narodzin, prowadzonych przez położne. Poród szpitalny ma dwie formy: na oddziale szpitalnym (gdzie kobieta pozostaje przez 24 godziny) albo ambulatoryjnie (w tym przypadku powrót do domu następuje zaraz po zakończeniu porodu).

W Polsce takie alternatywne formy opieki okołoporodowej de facto nie istnieją.
-Wydaje nam się że coraz więcej kobiet chce rodzić w domu, w każdym razie coraz więcej zgłaszających się do nas kobiet wyraża takie zainteresowanie – mówi Urszula Kubicka – Kraszyńska. – Kilka położnych działa oficjalnie, inne często w konspiracji, bo nie jest to dobrze widziane w środowisku.
-Idealnym rozwiązaniem byłby dom narodzin, tworzony na wzór tych zachodnich – dodaje Leokadia Jędrzejewska. – W Warszawie coś zaczyna się dziać, koleżanki położne się organizują. U nas to jeszcze niemożliwe. Barierą ciągle pozostaje pieniądz.

(GP nr  8/140)
 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*