Skrzydlate sąsiedztwo

Dymówka, fot. Szymon Wójcik Dymówka, fot. Szymon Wójcik

Widujemy je w mieście tak często, że już prawie zapomnieliśmy, że należą do dzikiej natury. A jednak ptaki nie są jak psy i koty – nie udomowimy ich, wyrzucając im przez okno skórki od chleba i inne resztki z naszych stołów. Lepiej jest zrozumieć ich odrębność i wspierać je zgodnie z regułami ich świata.

Podczas 200 lat w obrębie Wrocławia zaobserwowano łącznie 275 gatunków ptaków, z czego około 140 odbywało lęgi w miarę regularnie. Jeszcze do niedawana nasze miasto przodowało pod tym względem w Europie Środkowej. Teraz sytuacja się zmienia. Wrocławskie pola irygacyjne, które były domem dla wielu skrzydlatych sąsiadów, przestały być nawadniane i wysychają. Nowoczesne budownictwo też nie sprzyja zakładaniu gniazd. Kiedyś naturalnym miejscem gniazdowania w mieście były stropodachy i otwory wentylacyjne, dostęp do których dziś jest zamykany na etapie modernizacji.

Przez setki lat dzikie ptaki próbowały dostosować się do tworzonego przez ludzi środowiska i części udało się stworzyć populacje dobrze funkcjonujące w warunkach miejskich. – Popularne na wrocławskich osiedlach gatunki można podzielić na dwie grupy: gniazdujące w samych budynkach i wokół nich – mówi Szymon Wójcik, ornitolog. – Najpospolitsze gniazdujące w budynkach to wróble, jerzyki, szpaki, kawki, kopciuszki, jaskółki oknówki oraz pustułki. Do ptaków zakładających gniazda w zadrzewieniach  i krzewach między blokami oraz w mniejszych parkach należą m.in. kosy, sierpówki, kwiczoły, bogatki i modraszki, sroki, zięby, pierwiosnki, kulczyki czy kapturki.

Mamy też we Wrocławiu całe bogactwo ptaków na terenach zielonych. W starych parkach i na cmentarzach możemy spotkać dzięcioły, pełzacze, rudziki, muchołówki, pleszki, sójki, kowaliki. Na miejskich działkach, szczególnie gdy graniczą z dolinami rzecznymi lub przechodzą w łąki, bytują mazurki, makolągwy, piegże, dzwońce, nie mówiąc już o sikorach, szpakach czy wróblach.

Dokarmiać? Tylko zimą!

Większość miejskich ptaków przez znaczną część roku dobrze sobie radzi bez dokarmiania przez człowieka. Trudniejszym czasem jest zima, kiedy niektórym gatunkom potrzebna jest pomoc:  – We Wrocławiu zimują między innymi sikory, kwiczoły, mazurki, część populacji pustułki. Nasze rodzime gawrony i kawki odlatują i zastępują je ptaki przylatujące zza wschodnich granic kraju – mówi Szymon Wójcik. –  Zimą obserwujemy u nas również stada gili i jemiołuszek. Jeśli chcemy w tym czasie pomóc ptakom, musimy to robić z głową. Najkorzystniejsze jest karmienie mieszanką nasion owsa, słonecznika i konopi. Warto wieszać również płaty słoniny czy mieszankę słoniny i nasion, z których korzystają dzięcioły i sikory. Możemy również zwabić takie gatunki jak kwiczoł czy kos, nabijając na patyki miękkie jabłka – całe lub pokrojone na kawałki. Kaczek i łabędzi nie należy dokarmiać chlebem! Zresztą, jeśli już chcemy im pomagać, to tylko wtedy, gdy nadejdą mrozy. Ptaki wodne karmimy wówczas kukurydzą, krojonymi warzywami lub mieszankami ziaren zbóż –  dodaje.       

Radykalnie do kwestii dokarmiania ptaków podchodzi Piotr Szymański, weterynarz, współpracujący z ośrodkami rehabilitacji dzikich zwierząt: – Pomoc ptasim osobnikom ma sens wtedy, kiedy rzeczywiście jej potrzebują – mówi. – W przeciwnym razie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Zimy są coraz lżejsze i pokarm jest dostępny przez cały rok. Jeśli zaczniemy zbyt obficie i często dokarmiać ptaki, możemy je rozleniwić i doprowadzić do zmiany behawioru ptaków. Jeśli nauczą się, że pożywienie dostają od człowieka, przestaną go szukać same. I gdy zabraknie karmnika – co wtedy?

W zgodzie z ptasim światem

Kiedy już pomagamy pierzastym mieszkańcom miasta, bo wymagają tego  warunki atmosferyczne, róbmy to racjonalnie. – Trawnik pod blokiem nie jest miejscem na dokarmianie ptaków – mówi Szymon Wójcik. – Lepiej ograniczyć się do własnego balkonu lub ogródka. Zawsze możemy wyjść z inicjatywą założenia karmnika. Miejsce montażu powinno być niedostępne dla kotów, które będą chciały polować. Musimy też ograniczyć możliwość wlotu do karmnika większych ptaków, gdyż z pewnością prędzej czy później będą w nim żerować gołębie miejskie. Latem, kiedy temperatury są wysokie i brak jest opadów, warto w ogrodzie lub nawet na balkonie postawić poidełka dla ptaków. Pożyteczną formą pomocy jest też wieszanie budek, zwłaszcza w centrum miasta, gdzie zawsze jest deficyt miejsc lęgowych. Zdarza się, że gniazda zakładane w szczelinach budynków są niszczone podczas remontów i modernizacji, a budki są bezpieczne. Można je montować nawet na drzewach przy bloku.

W kilku parkach we Wrocławiu pojawiły się ostatnio tzw. kaczkomaty – automaty do bezpłatnego wydawania pokarmu dla wodnego ptactwa. Stanęły na razie w Parku Swojczyckim, przy stawach na Kozanowie i Pilczycach oraz przy Cegielni na Stabłowicach. Z drewnianych skrzynek można pobrać bezpieczne dla ptaków mieszanki zbóż i ziaren: – To zacna inicjatywa – chwali Piotr Szymański. – Ograniczy dokarmianie kaczek i łabędzi chlebem, od którego zwierzęta te często chorują i naprawdę cierpią. Zwłaszcza że z reguły są one karmione złej jakości pieczywem, z różnego rodzaju polepszaczami i dodatkami, bo takie jest powszechnie dostępne – dodaje.

Gołębie mogą stanowić przestrogę, żeby miejskie ptaki wspierać rozsądnie. Zapewniając im stałą obfitość pożywienia powodujemy, że ich populacja ciągle się rozrasta i już przestaliśmy nad nią panować. – W takim mieście jak Wrocław gołębie rocznie produkują około 80 ton kału, a w nim różnego rodzaju pasożyty i mikroby – mówi Piotr Szymański. – My tym oddychamy, mamy to na balkonach i elewacjach. A jednocześnie wielu z nas pod własną klatką schodową stale wyrzuca suchy chleb dla gołębi. To nagminny problem na osiedlach. Ptaki te rozmnażają się na okrągło, przez cały rok i są coraz bardziej zdegenerowane genetycznie – dodaje weterynarz. Dzisiaj szukamy różnych sposobów, żeby uniemożliwić gniazdowanie gołębi. Zabezpieczamy budynki kolcami lub spiralami z drutu, nie widząc innego wyjścia.  Sami zrobiliśmy z tych pięknych ptaków, o niezwykłych zdolnościach nawigacyjnych, szkodniki. Kto się dzisiaj zachwyci tym, że gołąb, wypuszczony w miejscu, w którym nigdy nie był, oddalonym od domu o setki kilometrów, bezbłędnie wróci do swojego miejsca zamieszkania?

Ptak w potrzebie

Są jednak sytuacje, kiedy nasza pomoc jest wręcz niezbędna – gdy na przykład znajdujemy rannego ptaka czy pisklę, które wypadło z gniazda i jest narażone na niebezpieczeństwo. Piotr Szymański stale ma do czynienia z takimi przypadkami: – Jeśli znajdziemy rannego ptaka, postarajmy się jak najszybciej przetransportować go w ciche miejsce – radzi weterynarz. – Najlepiej jest umieścić go w kartonie z dziurkami. Nie podawajmy mu wody ani żadnego pożywienia, tylko czym prędzej skontaktujmy się z weterynarzem. We Wrocławiu jest kilku specjalistów od pomocy dzikim zwierzętom. Odradzam zajmowanie się rannymi ptakami na własną rękę, bo w przeważającej części przypadków kończy się to niepowodzeniem – dodaje.

Przekonała się o tym Anna Wójcik, mieszkanka Wrocławia: – Znaleźliśmy z mężem pisklę wróbla na chodniku przez naszym domem – mówi. – Wypadło z gniazda, było lekko ranne. Wzięliśmy je do domu. Próbowaliśmy je karmić papką z jajka i zmiksowanymi ziarnami zbóż. Podawaliśmy wodę. Kiedy wystawiliśmy wróbelka na balkon w koszyku, jego rodzice rozpoznali go i przylatywali go dokarmiać. To było niesamowite. Mimo wszystko jednak ptaszek przeżył u nas tylko trzy doby – wspomina.

Piotr Szymański podkreśla, że opieka nad pisklęciem wymaga fachowej wiedzy. Musi być karmione co 20 minut odpowiednio przygotowanym pokarmem. Jeśli jest ranne, nie obejdzie się bez pomocy medycznej. Co innego, jeśli młody ptak po prostu wypadł z gniazda i nie ma obrażeń. – Musimy pamiętać, że ogromna większość ptaków, które znajdziemy, to tak zwane podloty, czyli ptaki w fazie rozwoju, w której opuściły już gniazdo, ale nie potrafią jeszcze za dobrze lub wcale latać – podpowiada ornitolog, Szymon Wójcik. – Często nie jesteśmy w stanie określić, z którego miejsca wypadły lub, nawet jeśli umieścimy je na gałęzi czy daszku np. garażu,  jest niebezpieczeństwo, że spadną i w nocy zjedzą je koty lub kuna domowa. Wówczas albo próbujemy wychować je sami w domu, albo zawozimy do lecznicy.

 Kto jest uważny, ma oczy i uszy otwarte, doceni ptasie sąsiedztwo w mieście. Zwłaszcza w czasie spacerów wczesnym świtem, kiedy ptaki są najbardziej aktywne. Kiedy nauczymy się rozpoznawać odgłosy różnych gatunków, będziemy mogli zlokalizować i podpatrywać ich przedstawicieli. A ptasi świat jest naprawdę barwny i fascynujący. Możemy go obserwować nawet podczas luźnej przechadzki po osiedlu

Pomocne adresy:

Pomoc ornitologa: www.opinieornitologiczne.wroclaw.pl

Lista azyli dla dzikich ptaków w całej Polsce na stronie: www.mto-kr.pl

Opieka nad pisklęciem i podlotem: http://mto-kr.pl/opieka-nad-piskleciem-i-podlotem/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*