Symetrycznie

Kiedyś mówiło się, że ktoś siedzi okrakiem na barykadzie, dzisiaj w Polsce mówi się symetrysta. Symetryści to osobnicy płci obojga, którzy głoszą, że są poza wielkimi plemionami, na które podzieliło się społeczeństwo i że są w opiniach swych niezależni, starają wyważyć racje obu stron, zrozumieć, obiektywnie ocenić i takie tam dyrdymały.

Zgadzają się tedy symetryści, że może i PiS kłamie, kradnie, a partyjni działacze oraz ich krewni i znajomi bez względu na ich brak kompetencji opanowali wszystkie urzędy i spółki państwowe, ale natychmiast dodają, że przecież platformersi, peeselowcy i lewacy, kiedy byli u władzy, robili to samo. Stąd wniosek: wszyscy są siebie warci, nikomu ufać nie można, niech się tam pozagryzają i już. Więc symetrystów ani władza ani opozycja nie lubią (chociaż opozycja bardziej), a lud nimi pogardza, bo nie wiadomo, z kim trzymają: z nami czy z nimi.

Ta niechęć do symetrystów jest jednakże zastanawiająca. Wszak jak świat światem a życie życiem, zawsze w sytuacjach konfliktowych szukano arbitra, kogoś osobiście w konflikt niezaangażowanego, obiektywnego, rozsądnego, zdolnego do rozstrzygnięcia sporu, symetrysty właśnie. Tak przecież w zamierzchłej przeszłości urodziła się idea obiektywnego prawa i sądów! Również idealna polityka to czysty symetryzm: zrozumienie racji, argumentów i interesów zawsze przecież zwaśnionych klas, warstw, korporacji, nacji, państw, płci i szukanie zbawiennego kompromisu.

Popatrzmy przeto na godne symetrystyczne postępowanie naszej władzy i uczmy się polityki. Mówi władza nasza, i słusznie, że Putin to zbrodniarz i trzeba go finansowo zagłodzić, wstrzymać wszelkie zakupy ropy, gazu, węgla z Rosji, żeby nie miał pieniędzy na suchary i tuszonkę dla swoich żołdaków. Z drugiej wszakże strony musimy – bo taki jest nakaz obiektywizmu i symetryzmu, dialektyczna konieczność – spojrzeć na Francję, Niemcy, Włochy, całą tę Unię Europejską, i zobaczyć, że wspierając Unię w jej wojnie z Putinem wspieramy ubranego w tęczową flagę diabła niszczącego chrześcijańskie wartości.

A jednocześnie musimy zadbać o swoje interesy, wyrwać kasę z Unii. Potrzeba tęgiej politycznej głowy, żeby temu podołać. O ile bowiem w wewnętrznym konflikcie uczciwy symetrysta może powiedzieć, że po obu stronach są złodzieje i nie warto w ogóle iść na wybory (bo to wybór między dżumą i cholerą), to w polityce jakąś decyzję podjąć trzeba. I tu rząd polski prezentuje szczyty finezji. Zwalczamy Rosję dając Ukrainie haubice, czołgi, rakiety, przyjmujemy gościnnie miliony Ukraińców, ale równocześnie, w sojuszu z patriotami węgierskimi, włoskimi i francuskimi zwalczamy wszelkie pomysły pogłębienia integracji Unii Europejskiej i groźne zamysły jej wzmocnienia.

Bo to jest wybór między dżumą i cholerą. Putin jest zbrodniarzem, niewątpliwie, ale to nie Putin dzisiaj zagraża naszej suwerenności, na przykład chcąc ograniczyć władzę władzy nad sądami, i nie Putin zagraża naszej rodzinie promując gejostwo, aborcję, in vitro czy antyrządowe dziennikarstwo. Wręcz przeciwnie: Putin u siebie zrobił porządek z gejami, aborcją i wolnymi mediami, czyli zaprezentował słuszną linię i postawę, i gdyby nie napadł na Ukrainę (z którą przecież mamy swoje rachunki krzywd), a nadal wojował tylko z Unią, to moglibyśmy mu nawet wybaczyć przyjaźń z Niemcami. Ale napadł. I zmusił nas do arcytrudnych wyborów.

Na szczęście rząd sobie radzi. Swoją niezależną opinię o Rosji demonstrujemy wspierając Ukrainę, a swoją opinię o Unii pokazujemy utrzymując, sprytnie pod inną nazwą, Izbę Dyscyplinarną i sprzedając część najnowocześniejszej rafinerii w Płocku przedstawicielstwu Gazpromu pod nazwą węgierskiego Molla i Saudyjczykom. I Unia, jak oświadczyła Ursula von der Leyen, jest – też symetrycznie – zadowolona i kasę da. Genialne!

A dlaczego zaatakowaliśmy Norwegów? Bo mogliśmy, bo mamy kupić od nich gaz i dlatego, że, jak powiedział prezes,  nie wiadomo, przeciw komu zbroją się Niemcy, może przeciw nam, a nie Putinowi. Też genialnie symetryczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*