Historia magistra

Historia magistra vitae est, miał powiedzieć Cyceron, jednak po 21 wiekach słowa tego rzymskiego mędrca są kwestionowane. Nie tylko nad Wisłą. Historia nie  jest nauczycielką życia, powiadają współcześni pesymiści, albowiem, żeby historia nas życia uczyła, musielibyśmy ją znać.

Skąd to wspomnienie Cycerona? Ano stąd, że zadzwonił do mnie Czytelnik, który bardzo mnie zrugał za to, że moimi felietonami dzielę spółdzielców, bo w grudniu, zamiast napisać o stanie wojennym, napisałem, że władza – jakakolwiek i gdziekolwiek – zawsze się wyżywi.

Odpowiedziałem Czytelnikowi – że stan wojenny był 40 lat temu, a dzisiaj codziennie umiera ponad pół tysiąca ludzi, system opieki zdrowotnej jest w ruinie, a władza, zamiast miliardów na szpitale, lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarki i salowe – ogłasza, że przeznaczy je na czołgi!  I w felietonie napisałem, że władza może myśleć o czołgach, bo władza ma opiekę zdrowotną zagwarantowaną na najwyższym poziomie. Bez względu na wszystko.

Owszem, część czytelników zapewne sądzi inaczej (że mamy najlepszą władzę, podejmującą najlepsze decyzje i dlatego należą się jej najlepsze usługi, nie tylko zdrowotne, i wszelkie apanaże) i jest to podział naturalny, oczywisty w każdym społeczeństwie. Nie dzielę więc spółdzielców głosząc kontrowersyjne poglądy. Przecież gdybym napisał – jakkolwiek! – o stanie wojennym, zadowoliłbym tylko część czytelników, a drugą część zirytował. Od pamiętnego 13 grudnia społeczeństwo jest podzielone: około 40 procent uważa, że „by weszli”, tyleż samo mniej więcej sądzi, że „by nie weszli”, reszta nie ma zdania.  

Nawet dla dzisiejszych 50-latków – nieraz dziadków już! – 13 grudzień to tylko historia, bo chodzili wtedy do przedszkola czy podstawówki. To historyczne wydarzenie zakodowane w zbiorowej polskiej pamięci i jak każde – wzbudza spory. Dzieje się tak od zawsze. Czy biskup Stanisław był buntownikiem, czy król Bolesław katem niewinnego? Odpowiedź zależy od tego, czy wierzy się Galowi czy Kadłubkowi. Czy rację mieli podchorążowie zabijający swoich generałów w listopadzie 1830 roku, czy ci mordowani polscy generałowie, którzy w powstaniu widzieli szaleństwo? Odpowiedź zależy od tego, czy bardziej ceni się utracone wtedy resztki państwowej podmiotowości (sądy, szkoły, wojsko itp.), czy legendę bohaterskiej niezłomności. A powstanie warszawskie? Dla generała Andersa była to zbrodnia, dla generała Bora Komorowskiego – konieczność patriotyczna. Który generał miał rację?

Rację ma ten, kto stawia kolację – powiadają cynicy – czyli ten, kto rządzi, kto pisze historię, snuje ciekawszą opowieść. Dlatego też uważam, że Cyceron się mylił, bo nie znamy historii, a tylko spreparowane opowieści, legendy, a z nich nauka żadna.

Chociaż nie do końca, bowiem – co koniecznie trzeba powiedzieć – są to różne opowieści.  I historia uczy tego, że zawsze były i będą różne i że ani premier Gliński, ani minister Czarnek choćby stanęli na głowie – nie zglajszachtują historycznej pamięci, tak, jak nie udało się to ich licznym poprzednikom, nawet w czasach jednomyślności partii i narodu.

Historia nie nauczy więc wyborców racjonalnego, opartego na doświadczeniu minionych pokoleń decydowania przy urnach, co jednak nie znaczy, że nie należy próbować uczyć historii odwołując się do historycznych doświadczeń. Pokazywać, na przykład, że jak 340 osób w sejmie głosuje tak samo „na gwizdek” – a w naturze społecznej taki fenomen nie występuje – to zawsze był to wstęp do katastrofy. Tak głosował sejm w PRL, tak głosują w parlamentach wyłącznie partie wiadomej proweniencji. I oczywiście jeszcze raz przypomnieć: każdy rząd się zawsze wyżywi, reszta niekonieczne, i każdy rząd, nawet najbiedniejszego kraju, coś tam uzbiera sobie na szwajcarskich kontach. Tego uczy historia, ale, jak widzimy, uczy nie wszystkich…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*