Nowości

IT. Wrocławska bitwa o pracowników

źródło: fotolia.com źródło: fotolia.com

Trzy, cztery lata doświadczenia wystarczą, by w IT zarabiać kilkanaście tysięcy miesięcznie. Warto jednak zapytać, kto da więcej. Oczekiwania finansowe rosną wraz z zapotrzebowaniem na ekspertów.

Bezrobocie oscyluje wokół 2%, zatrudnienie i pensje rosną, pracodawcy zaciekle konkurują o pracowników – wrocławskie eldorado trwa. Według oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego w ciągu roku średnia pensja w mieście wzrosła o 268 zł i w 2018 roku osiągnęła poziom 5338 zł brutto. Osiem lat temu była niższa o około dwa tysiące. Na początku roku 2019 wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw znów urosły – o kolejnych kilkadziesiąt złotych. W stolicy Dolnego Śląska są teraz o niespełna czterysta złotych wyższe niż ogólnokrajowe.

Bezapelacyjnie najwięcej można zarobić w informacji i komunikacji, ta branża wyróżnia się także najwyższymi podwyżkami – średnio o 741 zł przez rok. W pierwszym kwartale 2019 roku średnie zarobki w informacji i komunikacji zwiększyły się o kolejnych kilka procent i w marcu wyniosły 9255 zł brutto (w 2010 r. – połowę mniej).

MŚP kołem zamachowym

Pomimo rosnących wynagrodzeń, coraz więcej osób jest niezadowolonych z wypłaty. Zbyt niskie zarobki to najczęstszy powód zmiany pracy, wskazany w najnowszym Barometrze Rynku Pracy przygotowanym przez Work Service. 48% głosów to znaczny wzrost w stosunku do poprzedniej edycji badania (38%). Drugą najczęstszą przyczyną jest brak pespektywy awansu, a trzecią – chęć samorealizacji. Osoby narzekające na pensje chciałyby zarabiać co najmniej 25% więcej. Ruszają więc do potencjalnych pracodawców jak do domu aukcyjnego z pytaniem: kto da więcej? Zdaniem pracodawców ich zbyt wygórowane oczekiwania finansowe są jednym z głównych problemów rekrutacyjnych. Najgorzej jest tam, gdzie wymagane są największe umiejętności i gdzie zarabia się największe pieniądze, a więc w dziedzinie informacji i komunikacji, a konkretniej w sektorze IT (technologii informatycznych), który budzi obecnie największe emocje i jest tematem gorących komentarzy i analiz.

Powszechnie uważa się, że wrocławski rynek IT stał się jednym z najbardziej innowacyjnych i rozwiniętych w kraju. Oddziały mają tutaj światowi giganci – dość wymienić IBM i Nokię oraz banki takie jak Credit Suisse i UBS. We Wrocławiu działa największa w Polsce firma w sektorze nowoczesnych usług biznesowych oraz największe w kraju centrum Badań i Rozwoju (R&D), a także europejskie centrum doskonałości. Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej szacuje, że w mieście w IT pracuje 36 tys. specjalistów, a na rynku działa 110 dużych centrów IT/R&D. W raporcie „Wrocławski sektor IT”, opublikowanym w październiku, czytamy, że branża nowoczesnych technologii informacyjnych należy do grona najważniejszych, jeżeli chodzi o tworzenie miejsc pracy.

„Staliśmy się jednym z najważniejszych ośrodków rozwoju technologii w Polsce” – pisze w raporcie Ewa Kaucz, prezes zarządu ARAW. –  „Wrocławskie firmy wciąż mają ambitne plany. Duże korporacje zabiegają o to, by do Wrocławia trafiły jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie procesy i ciekawe projekty. Małe i średnie firmy są gotowe do budowy nowych produktów, rozwoju portfolio świadczonych usług oraz wejścia na kolejne rynki.”

Autorzy raportu podkreślają, że duży wpływ na wrocławski rynek IT mają globalne korporacje: przyciągają ekspertów z międzynarodowym doświadczeniem, dostarczają wzorce metodyk pracy i pozwalają na zdobycie globalnych kontaktów, czym budują markę miasta. Na rynku działają także mali i średni przedsiębiorcy, którzy wprowadzają nowatorskie usługi i produkty, którymi konkurują na rynkach globalnych. Oferują zatrudnienie przy różnorodnych projektach np. w obszarze nowych technologii informatycznych dla finansów. Branża finansowa jest nomen omen czołowym odbiorcą rozwiązań informatycznych na całym świecie. Wrocław nie jest wyjątkiem. Pozostałe branże to: produkcja, IT, handel, transport i logistyka, telekomunikacja, medycyna, edukacja i inne.

Ważną częścią wrocławskiego rynku IT są start-upy, specjalizujące się głównie w branży handlu online, e-zdrowia, nowoczesnej edukacji i inżynierii oprogramowania. Wrocław jest postrzegany jako drugie miasto, za Warszawą, pod względem liczby start-upów i jedno z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast pod względem liczby nowych małych i średnich firm IT. To właśnie one mają być w przyszłości kołem zamachowym całego sektora. Wszystkie przedsiębiorstwa niezależnie od wielkości, borykają się jednak  z problemem pozyskania nowych pracowników. Największe trudności mają małe i średnie firmy, które najbardziej potrzebują wysoko wyspecjalizowanych pracowników na stanowiska wyższe niż juniorskie. Zapotrzebowanie na ekspertów jest duże, a kandydaci mają coraz większe oczekiwania finansowe. Dotyczy to nawet osób z niewielkim stażem w branży.

W dzisiejszych czasach to pracodawca szuka pracownika, nie pracownik pracy. W strukturach IT jest to bardzo widoczne. Znalezienie odpowiedniej osoby to duże wyzwanie – przyznaje A., która pracuje na stanowisku managera w kilkunastoosobowym oddziale zajmującym się oprogramowaniem do zarządzania jakością danych. Jej firma główną siedzibę ma w Londynie. We Wrocławiu działa od końca ubiegłego roku. – Szukając osób na stanowiska średniego poziomu i seniorskie, korzystamy z pomocy agencji rekrutacyjnych. Bez niej trudno znaleźć odpowiednią osobę – dodaje.

Kto da więcej?

A. przyznaje, że na oferty z portali lub targów pracy odpowiadają głównie potencjalni juniorzy. To z reguły świeżo upieczeni absolwenci albo osoby z maksymalnie dwuletnim doświadczeniem. Ich nietrudno znaleźć i zatrudnić samodzielnie, co potwierdzają także wyniki badań przedstawione w raporcie. Gorzej jest ze stanowiskami średnimi (2-7 lat doświadczenia) i seniorskimi (7-10 lat), czyli z takimi, na które wrocławskie firmy informatyczne zatrudniają najchętniej. Tę grupę nazywa się specjalistami. Najgorzej jest z programistami, nazywanymi architektami lub deweloperami. Problemy z ich znalezieniem deklaruje aż 72% firm. Jak wynika z raportu, ponad połowa przedsiębiorstw ma mniejsze lub większe trudności ze znalezieniem pracowników niezależnie od szczebla.

Zdaniem A. największą bolączką pozostają nieadekwatne do doświadczenia i umiejętności oczekiwania finansowe. – Niektórzy deweloperzy spodziewają się horrendalnych pieniędzy ledwie po roku doświadczenia. Oni mają dużo większe wymagania niż specjaliści, którzy też są rozpieszczeni przez rynek. 15 tysięcy po roku? Uważam, że to przesada – zauważa manager.

Problemy ze znalezieniem doświadczonych i kompetentnych ludzi zmusiły firmy do mocnej konkurencji o pracownika. A. mówi wprost: biją się o nich. W raporcie piszą, że kartą przetargową w walce o najlepszych nie są tylko wysokie stawki, ale przede wszystkim ciekawe, autorskie projekty, stanowiące wyzwanie, zmieniające życie wielu ludzi. A. mówi, że firmy walczą na płace, prześcigają w tym, co zaoferują. Konkurencję cenową stosują głównie duże korporacje. A architekci programują tam, gdzie im lepiej zapłacą. Benefity przestały ich interesować już dawno, bo wszyscy je proponują. Prywatna opieka medyczna, karta sportowa, wyjazdy, jedzenie czy imprezy integracyjne to standardy, które należą się każdemu. Zatem znów: kto da więcej?

Kilka lat temu wielcy gracze wchodzący na wrocławski rynek czymś musieli przeciągnąć pracowników z innych firm. Ludzie zaczęli dostawać większe pieniądze, oczekiwania poszły w górę. Koło zaczęło się rozkręcać – wspomina A. – Z perspektywy pracownika rynek wygląda super. Każdy chce zarabiać więcej i dąży do tego, nie ma w tym niczego złego. Z perspektywy pracodawcy, już niekoniecznie.

Ziarna z jakiej palarni?

Niewystarczający dostęp do pracowników na polskim rynku IT jest główną przyczyną wpierania się specjalistami z zagranicy. Obcokrajowcy są równie dobrze wykwalifikowani co Polacy, a często znają więcej języków obcych. W niektórych korporacjach we Wrocławiu pracują przedstawiciele nawet 20 narodowości. Najliczniej reprezentowanymi krajami są Ukraina, Włochy, Hiszpania, Indie oraz Niemcy (dotyczy centrów usług biznesowych). A. w swoim zespole ma dwójkę Ukraińców. W najbliższych miesiącach planuje zatrudnić jeszcze kilka osób.

O wyjątkowości rynku IT świadczą zachowania kandydatów biorących udział w rekrutacjach. Zdarza się, że programiści nie potrafią pogodzić się z odmową i uparcie zapraszają na lunch, żeby przekonać do siebie pracodawcę. Bywa, że pytają o czynniki abstrakcyjne. „Z jakiej palarni pochodzą ziarna?” – Szok – kwituje A. – Rozumiem, że kawa jest ważnym elementem życia, ale żeby zmieniać dla niej pracę?. Są też przypadki, kiedy kandydat w dokumentach deklaruje znajomość języka obcego, a nie potrafi opowiedzieć, jak minął dzień.

Rozpieszczeni i wybredni są nie tylko programiści, managerowie czy analitycy. Z juniorami też są problemy. Ich zatrudniają przede wszystkim korporacje. A. pracowała w jednej z nich. Wtedy budowała 80-osobowy zespół: – Milenialsi podchodzą do pracy roszczeniowo: należy mi się, ale niekoniecznie dam coś od siebie. Mają mniejsze poczucie lojalności w stosunku do firmy, nie mają oporów przed szybką zmianą pracy, gdy pracodawca nie spełnia ich często wymyślnych oczekiwań – dodaje.

A. często słyszała od młodego pokolenia, że praca jest potrzebna tylko po to, żeby realizować pasje i marzenia. Ważna jest dla nich możliwość wzięcia długiego urlopu. Niezwykle istotna jest równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. – Odkąd moi znajomi i ja zaczynaliśmy karierę, mocno zmienił się etos pracy. Zmieniły się również płace. Teraz świeżo upieczeni studenci oczekują na start dwukrotnie wyższej stawki niż 10 lat temu. Niektórzy chcą 5 tysięcy na start – zauważa A.

A. spotykała młodych kandydatów, którzy spóźniali się lub nie przychodzili na rozmowy, nawet o tym nie informując. Czasami gdy docierali, odnosiła wrażenie, że przyszli na pogawędkę przy piwie. Nie są to wymarzeni pracownicy, ale część firm musi się na nich godzić. Z braku alternatywy. – W korporacji często najważniejsze jest, żeby kogoś szybko zatrudnić – wyjaśnia A. – W mniejszej firmie trudno ukryć brak umiejętności, nieróbstwo, dużo rzeczy szybciej wychodzi na jaw. Dlatego dajemy sobie czas. Lepiej poczekać na osobę, która idealnie pasuje do stanowiska i zespołu pod względem umiejętności i cech interdyscyplinarnych – tłumaczy.

Taka odpowiednia osoba, programista z najwyższego poziomu, może liczyć nawet na 23 tys. zł brutto miesięcznie. Specjaliści IT dostają nieco mniej – na stanowiskach seniorskich i managerskich do 18 tys. Jak długo na rynku potrwa jeszcze to eldorado? Jedni mówią, że bańka w końcu pęknie. Że najwięksi pracodawcy powiedzą: dość, i zaczną albo sprowadzać tańszych pracowników z zagranicy, albo przenosić oddziały dalej na wschód. Sceptycy tego scenariusza mówią, że raj jeszcze potrwa, bo gospodarka się napędza, więc poruszy się niebo i ziemia, a firmy z sektora IT zostaną i będą kontynuowały rozwój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*