Kontrowersyjny lęk

Czy nasze szpitale i ośrodki są przygotowane na spotkanie z epidemią, której boi się świat?

źródło: fotolia.com fotolia.com

Od lutego 2014 roku Afryka Zachodnia zmaga się z wirusem ebola.  Według danych Światowej Organizacji Zdrowia zarażonych jest już 10 tysięcy osób, zmarło zaś 5 tysięcy. W sierpniu ogłoszono zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa  – w dobie globalizacji wirusy nie znają granic. Czy nasze szpitale i ośrodki są przygotowane na spotkanie z epidemią, której boi się świat?

 

Choć Jan Bondar z Głównego Inspektoratu Sanitarnego przekonuje, że „ryzyko wybuchu epidemii w Europie jest znikome”, a do Polski mogą trafić co najwyżej „pojedyncze osoby z wirusem ebola” , zapewnia jednocześnie, że GIS przygotował się na taki wypadek. To samo powtarza Bartosz Arłukowicz.

Ministerstwo Zdrowia wyznaczyło dziesięć szpitali zakaźnych, które mają być gotowe na przyjęcie i izolację zakażonych wirusem pacjentów.

We Wrocławiu – i na Dolnym Śląsku –taką funkcję pełni Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego, na ulicy Koszarowej:

– Jako jedyni w regionie posiadamy boks Meltzera, czyli pomieszczenie o wysokim stopniu izolacji, z osobnym wejściem i boksem z dwoma oddzielnymi salami.  Każda z nich ma dwa łóżka, ale można by w nich zmieścić 8 osób –  mówi Urszula Małecka, rzecznik szpitala. – Posiadamy sprzęt do chorób zakaźnych, kombinezony, hełmy z systemem wentylacji.

Sprzęt  jednorazowy ma jednak swój termin ważności i co jakiś czas trzeba go wymieniać, nawet jeśli nie był używany. Kombinezonów starczy na trzy dni pobytu chorego w izolatorium.

– Jeśli przyjeżdża pacjent z podejrzeniem, zamawiamy kolejną partię sprzętu – wyjaśnia Małecka, –  a nowy dociera do nas z dnia na dzień.

Na stronie szpitala znajduje się również informacja, jak postępować, jeśli ktoś wrócił ostatnio z Afryki Zachodniej i miał kontakt z chorym na gorączkę krwotoczną  oraz odczuwa u siebie niepokojące objawy, jak: temperatura powyżej 38 stopni, bóle mięśni, osłabienie. Zaleca się, aby w takim wypadku pacjent najpierw zadzwonił po pogotowie, które wdroży dalsze postępowanie.

Jednak pacjent może pojawić się w szpitalu  z ulicy, zgłosić się do SOR-u gdziekolwiek lub po prostu przyjść do ośrodka czy przychodni.

Co wtedy?

– Nikt nie może być przygotowany na 100 procent – mówi zastępca komendanta 4 Klinicznego Szpitala we Wrocławiu,  płk. Wiesław Ruszkowski. –Trzeba zatem postarać się, aby taki pacjent został natychmiast odizolowany. Na oddziale ratunkowym w naszym szpitalu działa system triage, który segreguje pacjentów, w zależności od rodzaju zachorowań i tak zwanego stopnia na przeżycie.  Dzięki niemu, z dużej kolejki na izbie przyjęć, można szybko wyłonić osobę, której stan może być wysoce zakaźny. Jeśli jest ryzyko, że pacjent jest zarażony, odizolowuje się go, a następnie przewozi w specjalnej komorze do Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala, na ulicę Koszarową.

W razie konieczności, zapewnia płk. Ruszkowski , 4 Wojskowy Szpital Kliniczny mógłby jednak przyjąć awaryjnie do izolacji kilkadziesiąt osób.

Przy wrocławskich SOR-ach, czyli Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, znajduje się najczęściej jedna izolatka. Rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ulicy Borowskiej zapewnia jednakże, że w szpitalu istnieje możliwość wyizolowania miejsca w każdym oddziale.

 

Trudno jednak spodziewać się, by każda
przeciętna wrocławska przychodnia
była zaopatrzona w specjalistyczny sprzęt.

 

– Na początku września przyszli do mnie profilaktycznie dwaj pacjenci, którzy wrócili z Nigerii – mówi płk dr Jerzy Banach, specjalista medycyny morskiej i tropikalnej. – Przed wizytą przeprowadziłem telefonicznie  szczegółowy wywiad epidemiologiczny  z  ich przełożonymi, udzieliłem również instruktażu, jak  należy postępować  w przypadku podejrzenia choroby i gdzie się zwrócić. Ale – dodaje –  gdyby owi pacjenci byli rzeczywiście chorzy, prawdopodobnie byłbym chory także ja.

Do walki z ebolą potrzebny jest specjalistyczny zestaw: kombinezon nie przepuszczający płynów, gumowe rękawiczki, okrycia na buty, maska i ekran ochronny na twarz oraz kaptury na głowę i szyję.  Jak mówi przedstawiciel jednej z firm rozprowadzającej do szpitali sprzęt medyczny , zestaw takiej specjalistycznej odzieży o konstrukcji gazoszczelnej kosztuje ok. 320 zł. Po użyciu sprzęt musi być bezwzględnie zutylizowany, co również wiąże się z wysokimi kosztami. Najdroższym wyposażeniem są komory izolacyjne przeznaczone do transportu chorego.

A to nie jedyny problem:

– W naszym kraju nie ma wydzielonych spalarni, brakuje zamkniętych obiektów ścieków, komór do dekontaminacji – zauważa płk dr Jerzy Banach, były szef dolnośląskiego sanepidu.

Na to zwracał też uwagę krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, prof. Andrzej Horban, podkreślając przy tym, że „wirus ebola stawia przed nami zupełnie nowe wyzwania i konieczność dostosowania naszej infrastruktury do innych dróg przenoszenia, z którymi do tej pory nie mieliśmy do czynienia”. Jego słynna już wypowiedź o lekarzu, który – jeśli przyjdzie do niego podejrzany o zakażenie ebolą pacjent – powinien „wybiec z gabinetu w podskokach, najlepiej w drugą stronę” odbiła się w kraju bardzo szerokim echem.

Emocje podsyca lęk przed nieznanym, bo jak przypomina dr Banach:

– Ludzkość do końca nie ma dokładnej wiedzy o tym wirusie, nie ma na niego leku, ani szczepionki. Na razie prowadzi się tylko eksperymenty.

 

Kluczowe są odpowiednie procedury,
a personel szpitalny dopiero się ich uczy.

 

Nie jest to zresztą problem tylko naszych szpitali, co potwierdza przypadek hiszpańskiej pielęgniarki – Teresa Romera  zakaziła się wirusem od pacjenta, mimo zastosowanej ochrony: kombinezonu, rękawic, masek. Dziś (jedyna wyleczona dzięki eksperymentalnej terapii ) opowiada mediom: „nie wiem, co poszło nie tak, o ile w ogóle coś było nie tak”.

Lekarze powtarzają, że najbardziej obawiają się jednak nieracjonalnych zachowań ludzkich. Jak w przypadku każdej niebezpiecznej choroby –najważniejsza jest świadomość i profilaktyka, a nie panika.

– Tymczasem brakuje konkretnych informacji o profilaktyce wobec eboli – mówi płk. Ruszkowski. – Nie chodzi o to, aby siać panikę, ale żeby edukować społeczeństwo. Także w przypadku wielu innych chorób.

Symptomy choroby, czyli gorączki krwotocznej, którą wywołuje wirus ebola to: gorączka powyżej 38 stopni, bóle mięśni, krwotoki zewnętrzne i wewnętrzne, a w ostatnim stadium wymioty i biegunka. Wirus nie przenosi się drogą powietrzną, można  natomiast zarazić się poprzez kontakt z krwią czy inną wydzieliną chorego lub zmarłego na tę chorobę.

Kluczowy jest wywiad z pacjentem. Czy był w krajach Afryki Zachodniej i czy miał kontakt z chorym na gorączkę krwotoczną?

W razie sygnału o zagrożeniu Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna podejmuje nadzór epidemiologiczny. Zewnętrznie trzeba wtedy narzucić określoną dyscyplinę i kwarantannę osób, które mogły mieć kontakt z chorym.

 

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy,
że w przypadku chorób zakaźnych
dużą rolę odgrywa odpowiedzialność społeczna,

 

dlatego nawet w obliczu zwykłej grypy warto pamiętać, aby nie roznosić jej dalej. Psychologowie mówią, że choroba, to sygnał od naszego ciała, że powinniśmy zwolnić tempo.  Może warto zastanowić się, że zdrowie jest najcenniejsze i nie wolno na nim oszczędzać. Państwo z kolei ma teraz szczególną okazję, by popracować nad systemem organizacji i wyposażeniem służby zdrowia w Polsce – żebyśmy wszyscy czuli się bezpieczniej.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*