Z twarzą Marilyn Monroe

Pamiętają Państwo jeszcze słynne zdjęcia Marilyn Monroe, które kupiono za około 6,5 mln złotych, i całą otoczkę, która wokół nich narosła, na czele z planowanym muzeum popkultury? Gdybyśmy sięgnęli pamięcią nieco głębiej, przypomnimy sobie, że miał to być ważny punkt Europejskiej Stolicy Kultury. ESK przeminęło, muzeum popkultury nie powstało, a Wrocław? Czy po wydarzeniach ESK pozostał taki sam?

 

W czerwcu 2014 r. Wrocławskie Przedsiębiorstwo Hala Ludowa za około 6,5 mln złotych zakupiło kolekcję ponad 3000 zdjęć autorstwa Miltona Greene’a, z których znaczącą część stanowiły zdjęcia Marilyn Monroe – aktorki i piosenkarki amerykańskiej, ikony popkultury i czołowej seksbomby w latach 50. i 60.

Miasto odtrąbiło gigantyczny sukces, początkowo hurraoptymistycznie widząc w tej kolekcji clou Europejskiej Stolicy Kultury i istotny przyczynek do stworzenia we Wrocławiu muzeum popkultury. Ani opozycyjni radni, ani spora część opinii publicznej nie podzielała jednak tego entuzjazmu. Szybko przeliczono te 6,5 mln złotych na przedszkola, drogi, tramwaje i inne daleko pilniejsze potrzeby.

Cena wywoławcza kolekcji zdjęć, należącej przez 20 lat do Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, wynosiła 5 mln złotych – przedsiębiorstwo Hala Ludowa podbiło zatem tę cenę o prawie 1,5 mln złotych. W praktyce środki wydane na kolekcję zwróciły się za sprawą nagrody im Meliny Mercouri (1,5 mln euro), którą Wrocław otrzymał w 2015 r. Już w momencie zakupu zdjęć nie ukrywano zresztą, że fundusze z nagrody pokryją koszty wylicytowanej kolekcji. Czy jednak kolekcja cokolwiek zarobiła „na siebie” i czy przyniosła miastu wymierne profity wizerunkowe?

 

Problem z ekspozycją zdjęć

Pierwszą wystawę planowano na październik 2014 r., ale ostatecznie zdjęcia Marilyn zaprezentowano szerszej publiczności dopiero latem 2015 r. Obejrzało je łącznie ok. 50 tys. osób. Od tej pory, jak policzyli dziennikarze Radia Wrocław, fotografie Miltona Greene’a zaprezentowano w różnych układach sześciokrotnie – pięć razy we Wrocławiu, a raz w Warszawie. Część zdjęć jedzie teraz do Krakowa, gdzie od połowy marca będzie prezentowana na wystawie – do Wrocławia wrócą w czerwcu.

Sporą trudność stanowią specjalne wymogi dotyczące ekspozycji fotografii – nie mogą być one prezentowane dłużej niż 3 miesiące w roku i nie więcej niż 6 godzin dziennie. Takie ustalenia wydał konserwator. Dosyć duża ilość fotografii, jaka znajduje się w kolekcji, pozwala jednak na ich ekspozycyjną rotację, także wtedy, gdyby zyskały one stałą przestrzeń wystawienniczą w mieście.

 

Miejsce dla Marilyn

O powstaniu muzeum czy też galerii popkultury, którego główną atrakcją miały być właśnie fotografie Marilyn, mówiono praktycznie od samego momentu zakupu zdjęć. Różne nazywano to przedsięwzięcie, w gruncie rzeczy chodziło jednak o to, by stworzyć kolekcji stałą przestrzeń wystawienniczą.

W kwietniu 2015 r. Andrzej Baworowski, prezes spółki Hala Ludowa, deklarował, że taka przestrzeń powstanie prawdopodobnie w kompleksie Hali i będzie uruchomiona mniej więcej z końcem 2016 roku. (To tak na marginesie wcześniejszych deklaracji o galerii Marilyn Monroe jako ważnego elementu ESK).

Jak sprawa wygląda dziś?

– Przestrzeń, która mogłaby spełniać funkcję muzeum, znajduje się w Hali Stulecia pod obecnie funkcjonującą podłogą tymczasową. Tymczasową, gdyż planowana jest realizacja II etapu remontu obiektu, w ramach którego tymczasowa podłoga zostanie zastąpiona stałą konstrukcją, która jednocześnie pozwoliłaby na zagospodarowanie przestrzeni poniżej. Termin rozpoczęcia II etapu remontu nie jest jeszcze dokładnie znany. Pierwszym krokiem jest budowa stabilnej podłogi o udźwigu umożliwiającym swobodne korzystanie z płyty głównej – mówi Agnieszka Kasprzyszak, rzecznik Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Hala Ludowa.

To, kiedy prace się rozpoczną, uzależnione jest od otrzymania unijnych dotacji. Wyniki konkursu mają być znane mniej więcej jesienią 2017 r.

– Inwestycję będzie można rozpocząć 24 do 36 miesięcy od dnia decyzji o przyznaniu środków europejskich – dodaje Kasprzyszak.

Cóż, skoro już mamy zdjęcia Greene’a, powinnyśmy je gdzieś wystawiać. Cieszy zatem, że kiedyś stała ekspozycja powstanie. Będzie też cieszyć,  jeśli kolekcja zacznie wreszcie przynosić miastu zyski, zarówno materialne, jak i wizerunkowe. Niestety, bajki o wagonach złota, która napłyną do miasta wraz z Marylin, radzę jednak odstawić na bocznicę.

 

ESK, czyli nie taka kultura straszna

Pomimo wielu krytycznych opinii wygłaszanych przed oraz w trakcie ESK, przedsięwzięcie zostało raczej dobrze ocenione przez wrocławian. Tak przynajmniej wynika z badań Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Co ciekawe, opinia ta poprawiała się wraz z upływem kolejnych miesięcy trwania ESK. Latem 2016 r. 68,5 proc. badanych twierdziło, że Wrocław jako Europejska Stolica Kultury spisuje się „bardzo dobrze” i „dobrze”. Jesienią 2016 r. uważało tak  już ponad 73 proc. ankietowanych. Jednoznacznie źle ESK oceniło mniej niż 5 proc. badanych.

Co podobało się wrocławianom najbardziej? Przede wszystkim imprezy otwarte oraz wydarzenia masowe, a także, w istotnym stopniu, inicjatywy lokalne, odbywające się na osiedlach i podwórkach. W tym wielu komentatorów upatruje zresztą sukces ESK  – wydarzenia zostały przyjęte jako egalitarne, dalekie od próby kierowania ich do wąskiej, wybranej grupy. Dzięki temu  udało się zachęcić do interakcji część lokalnej społeczności. Uczestnicy wydarzeń kulturalnych uznawali, że były one przede wszystkim okazją do dobrej zabawy, a z drugiej strony pobudzały do refleksji, pozwalały ciekawie spędzać czas oraz pogłębiały wiedzę na określony temat. Ankietowani podkreślali przede wszystkim ich wymiar lokalny, uznawali je także za ważny bodziec w rozwoju życia kulturalnego miasta i edukacji jego mieszkańców.

Pełne wyniki badań społecznego odbioru Europejskiej Stolicy Kultury będą znane w czerwcu, a ich pełne omówienie nastąpi najprawdopodobniej we wrześniu 2017 r. podczas specjalnie przygotowanej konferencji. Wzmiankowane wyżej badania sugerują jednak, że ESK 2016, mimo mało entuzjastycznych prognoz, stało się wydarzeniem ważnym dla wrocławian.

Jeśli jednak kultura tak dobrze urządziła się w przestrzeniach ulic, podwórek, parków, bulwarów i mostów, to czy potrzebne są jeszcze „świątynie sztuki”  z metaforyczną szatnią i filcowymi kapciami? Z tym pytaniem zostawiam Państwa, ponieważ w kolejnym wydaniu przyjrzymy się przestrzeniom, z których kultura wyszła i już do nich nie powróciła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*