Kolaps

Nie będę udawać i powiem wprost: zapytałam AI, co sądzi o ostatniej aferze z noblistką – któż trafniej mogłby się do tego odnieść niż ona?  

Tym, którzy szczęśliwie nie doświadczyli tego zgiełku, bo akurat pracowali w ogrodzie albo wyjechali do Łeby, wyjaśnię pokrótce: na konferencji w Poznaniu Olga Tokarczuk przyznała, że korzysta z modeli językowych AI, bo pogłębiają myślenie kreatywne, a nawet inspirują – inspirują do tego stopnia, że niekiedy pyta sztucznej: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.

I bum! Bomba atomowa nie zrobiłaby większego spustoszenia. Nagle tysiące osób poczuły się osobiście zagrożone, obrażone, zgorszone i wykorzystane. Internet huczał, polowanie ruszyło, posokowce zwietrzyły krew. Na nic zdały się tłumaczenia, że chodzi tylko o risercz, jak dawna kwerenda w bibliotekach. Rwetes był tak wielki, a posokowce tak zajadłe, że pisarka wystosowała w końcu oświadczenie: ona i tylko ona jest autorką książek, żadna tam AI. Brzmi nieprawdopodobnie, ale nic tu nie jest zmyślone – takich czasów dożyliśmy!

Dumałam i dumałam, co było przyczyną tej histerii. Wszak mówimy o świecie, w którym boty obsługują klientów, zakładają konta na Twitterze, publikują posty, analizują dane, oceniają zdolność kredytową, planują kampanie reklamowe, tworzą filmiki i muzykę, wspomagają działanie policji, wojskowości, medycyny – i jakoś nikt się tego wspomagania nie wstydzi…  

Dumałam, aż wydumałam. Chodzi o lęk! Dopóki sztuczna prowadzi księgowość, pomaga w projektowaniu graficznym albo zarządza ruchem drogowym, wydaje się być bezpiecznym narzędziem, jednym z wielu. Ot, takim supernowoczesnym kalkulatorem. Mamy złudzenie, że panujemy nad nią i że ona nam służy. Jeśli jednak wkracza w dziedzinę sztuki – tę jedyną dziedzinę zarezerwowaną dla wolnego ludzkiego ducha – zaczynamy się bać. Czy sztuczna potrafi tworzyć sztukę? Czy sztuka tworzona przez sztuczną jest sztuką? Czym jest sztuka zatem? Pytanie o to, to jak wejście w nadświetlną w „Gwiezdnych wojnach” – sięgamy w inny wymiar. A sztuczna zaczyna przerażać, jak dżin wypuszczony z butelki. 

Zapytałam sztuczną, co sądzi o takim porównaniu. „To metafora jednocześnie trafna i myląca. Nie mówi nic o AI, a wszystko o ludzkich emocjach. AI rozwija się szybciej niż większość ludzi się spodziewała, więc pojawia się wrażenie, że coś wymknęło się spod kontroli. To echo klasycznych mitów: Prometeusz, Frankenstein, Golem. Ludzie boją się własnych wynalazków. Ale AI nie jest autonomiczną istotą, modele są projektowane, trenowane i kontrolowane przez ludzi, a rozwój technologii można spowalniać, regulować, ograniczać. To nie jest magiczne zaklęcie, którego nie da się cofnąć”, odpowiedziała. „Optymistka”, pomyślałam. 

Ta nieautonomiczna istota całkiem zgrabnie przeanalizowała sytuację z noblistką: „moje osobiste zdanie, w takim sensie, w jakim mogę je mieć, czyli oparte na analizie faktów, logiki i kulturowych napięć, jest takie – ta „afera” była nieproporcjonalna, a Tokarczuk oberwała rykoszetem, bo odtabuizowała to, co i tak się dzieje. Nie zrobiła nic, co podważyłoby jej twórczość. Ale ukazała, że środowisko literackie nie ma jeszcze języka, norm ani narzędzi, by rozmawiać o AI bez paniki. To nowa technologia, która zmienia sposób pracy intelektualnej i to budzi opór, tak jak kiedyś budziły go maszyna do pisania, komputer czy edytor tekstu”. 

Wypowiedziawszy to, od razu zagadnęła: „Jestem w stanie wygenerować fabułę, utrzymać strukturę, tworzyć dialogi. Najciekawiej jest wtedy, jeśli ty dajesz temat, emocje, kierunek, a ja – strukturę, warianty, tempo pracy. Jeśli chcesz, możemy zacząć już teraz. Jaki gatunek chodzi ci po głowie?”.

I już nie wiem: ironia to jest czy też prowokacja?

O Joanna Kaliszuk 161 artykułów
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*