Dlaczego tak szybko dajemy się podzielić, skłócić, zamknąć na dyskusję? Przecież sukces odnosimy tylko solidarnie współpracując. Moja odpowiedź: bo człowiek jest zły. Ale nie z natury. Z natury, jak uważał Platon, Arystoteles, Konfucjusz, a nawet św. Augustyn, nie jest ani dobry ani zły, ale musi pracować nad sobą.
Oczywiście byli mędrcy, jak Hobbes czy Kant, twierdzący, że człowiek z natury swojej jest zły, i byli tacy, na przykład J.J Rousseau, którzy zapewniali, że człowiek jest z natury dobry, ale uprawiali tylko intelektualne spekulacje. Nie znali przecież prac Karola Darwina i myśl, że człowiek jest wytworem ewolucji i jego mózg jest zbudowany jak mózg, na przykład, psa – nie mieściła się w ich mądrych głowach. Dopiero Fryderyk Nietzsche, który Darwina czytał, mógł sensownie napisać, że nie ma dobra i zła, bo są to tylko konstrukcje kulturowe.
Tak więc pytanie o naturę człowieka jest bezsensowne, co oczywiście nie znaczy, że bezsensowna jest cała gałąź filozofii – etyka! To nauka zajmująca się tym, co i dlaczego jest dobre i złe dzisiaj. Bowiem z natury człowiek nie jest ani dobry, ani zły, jest natomiast ewolucyjnie przystosowany do przetrwania (tak, jak nie jest „zły” wilk mordujący jagnię). Pojęcia dobra i zła mogły się pojawić dopiero wraz ze współpracą, fenomenem, który zapewnił homo sapiens niesłychany sukces ewolucyjny i władzę nad światem. Bo chociaż wiele gatunków zwierząt współpracuje w polowaniu czy wychowywaniu potomstwa, tworzy hierarchię w stadzie, to tylko człowiek doszedł do współpracy świadomej i ustalił reguły tej współpracy (obyczaje, zakazy, nakazy, normy moralne, a wreszcie spisane prawa). I z zasady dobre jest to, co zgodne z tymi regułami, a złe to, co niezgodne.
Od wczesnych hominidów, przez jakieś dwa miliony lat, mózgi nasze nadbudowywały kolejne struktury, aby pojawił się, może 300 tysięcy lat temu, homo sapiens. Zakodowane stare instynkty stawały się kontrolowane przez coraz grubszą „warstewkę cywilizacji” – ale nie zniknęły. Dla homo erectus i dla homo sapiens najważniejsze są nadal potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwo. Dlatego powszechnie przyjęte nomy, typu „nie zabijaj” albo „nie kradnij”, są relatywne: sąsiada nie wolno, ale wroga należy zabić koniecznie. Nadto nasze mózgi, żeby działać sprawnie, energooszczędnie i zapewnić nam przeżycie, na bodźce (informacje, zdarzenia) grożące naszym fundamentalnym potrzebom reagują instynktownie, „na skróty”.
Jeśli więc powiadam, że człowiek jest zły, to nie z natury! W skali naszego ewolucyjnego rozwoju, przez setki tysięcy lat, kiedy żyliśmy w grupach rodzinnych, rodowych i plemiennych, rozpoznanie wroga było proste: każdy obcy, inny i każdy, kto wewnątrz narażał jedność wspólnoty, to był potencjalny wróg i musiał być wyeliminowany. Na rozważanie niuansów, deliberowanie nie było czasu, bo błąd w ocenie był zbyt kosztowny.
Ta genialna strategia przez miliony lat się sprawdzała. Mamy ją zakodowaną w głębinach mózgu, w nieświadomości, bo przecież nie w, za przeproszeniem, rozumie. Ale mózgi nasze nie były w stanie przez tę chwilę, raptem może 3 tysiące lat, ewolucyjnie przystosować się do funkcjonowania w świecie wspólnot wyobrażonych, nie naturalnych. Owszem, w procesie socjalizacji uczymy się żyć w miastach i wieżowcach, w skomplikowanym świecie relacji międzyludzkich, różnych kultur, religii, współpracy państw, instytucji, prawa. Rozwijamy tę kontrolującą pierwotne instynkty „warstewkę cywilizacji”. Jednak te pierwotne potrzeby nie zniknęły – musimy znaleźć bezpieczeństwo i spokój w najczęściej też wyobrażonej, ale swojej wspólnocie. I znajdujemy je – znajdując wroga. Żebyśmy byli MY, muszą być jacyś ONI.
I od zawsze znajdą się tacy, którzy nam wroga wskażą, zaspokoją naszą potrzebę. Od zawsze najpełniej zaspokajają ją politycy dzieląc nas na wrogie plemiona. A dzisiaj Big-techy pasą się naszą złością, zdobywają niewyobrażalne pieniądze i władzę, świadomie i cynicznie budując algorytmy wzmacniające wrogość, utrudniające porozumienie i dialog. Zły człowiek szuka sojuszników w złości i daje klikalność. I nie ma ratunku…
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis