Niedobrze, Kamilu, po maturach 

fot. arch UMW

Olimpijczycy, młode polskie orły, zapisują się na kilka kierunków studiów, na jakie uczelnie chcą. Chwała im za to, zapracowali. Inni nie mają takiego przywileju i muszą rywalizować o miejsce. W ich przypadku decydują wyniki matur, które w tym roku nie były najlepsze, zwłaszcza z matematyki. Sporo osób na publiczne studia stacjonarne nie ma w tym roku najmniejszych szans.

Podróżować, zwiedzać świat, pięknie żyć, garściami życie brać”… Krzysztof Krawczyk wiedział, jak żyć. Cały świat przemierzył, tysiąc talii zgrał. Co mają powiedzieć młode osoby, które dopiero rozstawiają żagle, by rozpocząć pierwszy prawdziwy samodzielny rejs?

To samo. — Będę podróżować, zwiedzać różne kraje — dzieli się planami na wakacje Paulina Żeleźnik, tegoroczna absolwentka XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Polonii Belgijskiej we Wrocławiu. — Francja, Hiszpania, Portugalia… — wymienia beztrosko. 

Nie powinna zamiast tego w nieskończoność przeliczać punktów z matury, nerwowo czekać na ogłoszenia z uczelni i zastanawiać się, czy dostanie się na wybrany kierunek studiów? Bynajmniej. Olimpijczycy, najlepsi w danych przedmiotach, nie mają takich zmartwień. 

Mistrzyni Europy w programowaniu

Paulina zacznie w październiku studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Kierunek? Jeden to za mało… Matematyka, informatyka oraz indywidualne studia informatyczno-matematyczne. Trzy wystarczą. — Na tle całej Polski poziom na naszym uniwersytecie jest bardzo wysoki, dlatego tak wybrałam. Mam już znajomych na uczelni, bo uczą się tam olimpijczycy z poprzednich lat oraz osoby, które poznałam na różnych konkursach przedmiotowych. Znam niektórych prowadzących, bardzo sympatycznych ludzi — argumentuje nastolatka. — Poza tym uwielbiam Wrocław, nie chciałam wyjeżdżać. Atmosfera jest tu przyjemniejsza niż w Krakowie albo w Warszawie. 

Zanim zacznie naukę, pojedzie pod koniec lata do Tunezji na międzynarodowe mistrzostwa świata w grach matematycznych i logicznych. Zakwalifikowała się na nie przez trzy poprzednie etapy, z których jeden był na Politechnice Wrocławskiej. 

— Lubię rozwiązywać naukowe problemy, nawet te najbardziej abstrakcyjne, korzystać przy tym z różnych sztuczek, trików i algorytmów. Czasami sama je sobie wymyślam, tak dla treningu — mówi olimpijka. 

Matematyka to jedna z jej dwóch koronnych dyscyplin. Drugą, i zarazem ulubioną, jest informatyka, w której jest prawie bezkonkurencyjna, nie tylko w Polsce. W lipcu przywiozła złoty medal z Europejskiej Olimpiady Informatycznej Dziewcząt w niemieckim Bonn. Była lepsza od ponad 200 nastolatek z 60 krajów świata, w tym z USA, Australii, Uzbekistanu czy Arabii Saudyjskiej. — To bardzo wymagające zawody, ze sporą rywalizacją. Czułam na karku oddech przeciwniczek, było trudniej niż w poprzednich edycjach, ale się udało. W klasyfikacji dziewczyn z Europy byłam pierwsza, w rankingu ogólnoświatowym zajęłam piąte miejsce  — odpowiada młoda mistrzyni.

To nie był jej pierwszy złoty medal w klasyfikacji europejskiej na tych zawodach. Poprzednie wygrywała będąc w trzeciej i drugiej klasie liceum. Gdy była w pierwszej, zdobyła srebro. Na tegorocznej edycji wysokie miejsca wywalczyły także jej koleżanki ze szkoły: Milena Jaroszewicz, Daria Lobas i Magdalena Pawlicka. — Polska nie ma sobie równych na arenie europejskiej — twierdzi Paulina. — Na świecie najmocniejsze kraje to USA, Chiny, a także Rosja — wymienia.

Jej zdaniem za sukcesami Polaków na międzynarodowych olimpiadach i innych zawodach stoi m.in. wysoki poziom konkursów przedmiotowych na szczeblu krajowym, możliwość nauki od starszych olimpijczyków, chęć zdobywania wiedzy i pracowitość, jak również bardzo dobry system nauczania informatyki i matematyki w Polsce.

Po czwartym roku podstawówki przeszła do klasy matematycznej w SP 3 im. Zaruskiego we Wrocławiu.  „Te klasy to odpowiedź wrocławskiego środowiska akademickiego na likwidację gimnazjów. Tam trafiła między młodych pasjonatów matematyki i programowania, a także pod skrzydła wyspecjalizowanych nauczycieli” — napisali pracownicy jej liceum, chwaląc się sukcesami absolwentki.

— W ostatnich latach podstawówki chodziłam do klas patronackich — wspomina dziewczyna — utworzonych przez uniwersytet. W takich klasach uczniów do olimpiad juniorów przygotowują nauczyciele oraz studenci.

„Późniejsze krajowe i międzynarodowe sukcesy Pauliny, to pokłosie jej dobrego przygotowania wyniesionego ze szkoły podstawowej oraz zajęć, na które trafiła w XIV LO, gdzie programujący uczniowie mają specjalistyczną opiekę” — czytamy w komunikacie pracowników jej liceum.

We Wrocławiu gorzej niż rok temu

Egzamin maturalny musiała napisać tylko z obowiązkowego polskiego na poziomie podstawowym (jej wynik to 80 procent) i z angielskiego (100 procent z podstawy). Z matematyki była oczywiście zwolniona, automatycznie dostając 100 procent punktów. Tak samo z nieobowiązkowej fizyki. Oprócz niej na taki przywilej w tym roku zapracowało 91 młodych matematyków i 52 fizyków (najwięcej laureatów i finalistów olimpiad przedmiotowych jest z historii, języka polskiego i filozofii).

Trzy kierunki studiów na UWr to jej plan na najbliższe lata. Co później? — Chciałabym programować. Połączyć jakoś informatykę z medycyną. Może pomagać w jakiś start-upach medycznych, zajmujących się wykrywaniem nowotworów – zastanawia się nastolatka.

Z taką osobą nie sposób porozmawiać o wynikach tegorocznych matur we Wrocławiu, na Dolnym Śląsku czy w całym kraju. Słyszała, że były trudniejsze niż w ubiegłym roku – i tyle. Wszyscy jej znajomi napisali egzaminy bardzo dobrze. 

Jej XIV LO z ul. Brücknera jest w gronie 10 najlepszych, ze zdawalnością na poziomie 99,5 procent. Taki sam wynik ogólny uzyskali uczniowie LO VIII z ul. Zaporoskiej. Lepiej napisali czwartoroczniacy z LO Politechniki Wrocławskiej, LO III ze Składowej, LO V z Kuronia, LO XII z ul. Chrobrego i LO XIII z ul. Fredry – wszędzie perfekcyjna zdawalność. 

We Wrocławiu średnia zdawalność (mowa o maturach obowiązkowych, bo dodatkowych nie zdać nie można) wyniosła 84 procent (trochę gorzej niż rok temu i dwa lata temu). To oznacza, że 16 procent maturzystów nie zaliczyło na maturze przynajmniej jednego przedmiotu obowiązkowego: polskiego pisemnego i ustnego (podstawowego), języka obcego pisemnego i ustnego (podstawowego), matematyki (podstawowej), wybranego przedmiotu (rozszerzonego). Albo poprawią je w sierpniu (prawo do tego mają osoby, które nie zaliczyły jednego egzaminu), albo muszą się ostatecznie pogodzić z porażką (osoby, które nie zdały dwóch lub więcej, nie mogą pisać egzaminów poprawkowych).

— Na podstawie wyników trudno jest zidentyfikować przyczynę takiej czy innej liczby niezdanych egzaminów. Sprawozdanie z egzaminu maturalnego, które ukaże się we wrześniu, będzie zawierało omówienie stopnia trudności zadań wśród zdających — komentuje dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu, Piotr Świędrych. — Zdawalność w szkołach wrocławskich na poziomie 84 procent jest dobrym wynikiem — dodaje.

Na Dolnym Śląsku było gorzej niż w samym Wrocławiu – 78 procent zdanych, 14 proc. do poprawy, 8 proc. niezdanych. W całej Polsce odpowiednio: 80, 13 i 7 procent. Zgodnie z tradycją – w liceach poszło lepiej niż w technikach. 

„Niedobrze, Kamilu. Bardzo niedobrze.” 

Wyniki skomentowała na gorąco w lipcu minister edukacji: „Mogło być trochę lepiej”. Barbara Nowacka wskazała dwie przyczyny główne: efekt likwidacji gimnazjum i okres nauki w domach podczas pandemii. Dodała, że systemu oświaty nie da się naprawić w ciągu kilku lat. 

Minister Nowacka oceniła też, że szczególny niepokój budzą wyniki z matematyki. Podstawowy, obowiązkowy egzamin z tego przedmiotu oblało 15 procent maturzystów w Polsce. Osoby, które podjęły się wyzwania pisania na poziomie rozszerzonym, osiągnęły średni wynik 33 procent…

Wszędzie słychać, że tegoroczne matury były trudniejsze niż poprzednie, najtrudniejsze od lat iluś. Zwłaszcza ta nieszczęsna matematyka. Te opinie z reguły brzmią pretensjonalnie, jak narzekanie, usprawiedliwianie rezultatów poniżej oczekiwań. Czy jednak to źle, że z roku na rok poziom trudności rośnie? Że trzeba się przyłożyć, aby zdać, albo być naprawdę dobrym, aby mieć wysoki wynik?

„Tak więc nikt nic nie czytał w tym pierwszorzędnym do lektury miejscu. Niedobrze, Kamilu. Bardzo niedobrze. Czemu nie czytali? Brakiem czasu ci przynajmniej nie mogli się tu wymówić. Niedobrze. Nie podoba mi się to. Powinni czytać. Powinni się uczyć. Trochę mądrości przysporzyć narodowi. Pomnażać te mądrość. Zdania są podzielone co do mądrości w naszym narodzie, ale nikt nie powie, że jest jej za dużo” — napisał Edward Stachura w „Całej jaskrawości”.

Wybory nie dla wypłaty?

Wracając do szalenie zdolnej i pracowitej Pauliny Żeleźnik. Zapytałem, dlaczego wybrała rodzinne miasto, skoro otwarte stały przed nią najlepsze uczelnie na świecie. — Wszędzie przecież uczą tego samego i wszędzie można się dobrze nauczyć. Ponadto w dobie internetu dostęp do wiedzy i materiałów jest nieograniczony — odpowiedziała.

Polskie młode orły, takie jak Paulina i jej koleżanki, już mają ciepłe gniazdo uwite. Inni czekają na wyniki naborów. Część maturzystów, chcąc dostać się na wymarzony kierunek w wybranym mieście, brzytwy się chwyta, odwołując się do centralnych komisji egzaminacyjnych o weryfikację wyników egzaminów, licząc na to, że ugrają trzy, dwa, choćby jeden punkt i dzięki temu się uda. Wszystkim się nie uda. Będą rozczarowania, kierunki awaryjne, korepetycje, żeby za rok zdawać jeszcze raz. 

Czy wszyscy, niezależnie od rezultatów maturalnych, wybierają kierunek z nadzieją, że dyplom przybliży ich do sukcesu na rynku pracy? Zasadniej byłoby zapytać: do zadowolenia, satysfakcji, przyjemności. Każdy bowiem ma inną definicję sukcesu, często niewyrażoną pieniędzmi. 

— Coroczne rankingi popularności kierunków można odczytywać jako deklarację młodych ludzi, że w swoich wyborach kierują się przede wszystkim zainteresowaniami, pasjami czy predyspozycjami i to podejście potwierdzają również liczne badania zarówno studentów jak i absolwentów. Czasami te pasje i zainteresowania pokrywają się z tym, co obecnie rynek pracy wycenia najwyżej, czasami niekoniecznie — uważa kierownik Akademickiego Biura Karier Uniwersytetu Wrocławskiego, Dominika Buczkowska.

Kierowniczka podaje przykład miary sukcesu dzisiejszych dwudziestoparolatków: możliwość wykonywania wymarzonej pracy, w której mogą wykorzystywać swoje predyspozycje, i w której mogą realizować bliskie i ważne dla nich wartości, zachowując równowagę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym.

— Dla wielu absolwentów ukończony kierunek staje się punktem wyjścia, inspiracją do dalszego rozwoju i realizacji kariery zawodowej, która rozwija się w sposób, którego nie byli nawet w stanie sobie wcześniej wyobrazić — mówi Dominika Buczkowska.

Na rozmowach o pracę dyplom nie imponuje tak bardzo (a może nawet już wcale nie imponuje) jak doświadczenie, staż lub umiejętności praktyczne. — Ukończenie dowolnego kierunku studiów nie jest samo w sobie gwarancją czegokolwiek. Rynek pracy wycenia nie tylko nasz dyplom, ale również kompetencje, w tym szczególnie te transferowalne. Niezwykle ceniona jest dojrzałość, rozumiana jako gotowość do podejmowania zadań zawodowych i brania za nie odpowiedzialności, wysokie kompetencje interpersonalne, elastyczność czy umiejętność przyswajania nowej wiedzy — wylicza Dominika Buczkowska.

Kierowniczka doradza młodym, aby podczas studiów budowali i rozwijali takie kompetencje, chodzili na praktyki i staże, działali społecznie, w organizacjach studenckich. — W przypadku wielu karier studia są jedynie niezbędnym początkiem budowania swojej przewagi zawodowej, a uzyskanie dyplomu nie zwalnia nas z ciągłego uczenia się, aktualizowania wiedzy czy uzupełniania wykształcenia o specjalizacyjne ścieżki. Wchodząc na rynek pracy, zmieniający się w sposób, którego nie potrafimy kontrolować, jedynie ciągły rozwój połączony z samoświadomością i uważnym przyglądaniem się światu może stanowić realne wsparcie w zbudowaniu satysfakcjonującej kariery — uważa Buczkowska. 

Jej Uniwersytet Wrocławski opublikował po zamknięciu rejestracji kandydatów aktualny ranking popularności kierunków. Pierwsza dziesiątka, ze względu na liczbę chętnych, to: psychologia, prawo, komunikacja wizerunkowa, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, ekonomia, anglistyka, stosunki międzynarodowe, pedagogika, administracja, informatyka. Matematyka jest pod koniec drugiej dziesiątki.  

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*