GROZA…

Komentatorzy polityczni zajmują się głównie politykami: co który powiedział i komu przywalił na Tik-Toku, Instagramie czy X. I jest powszechne narzekanie na jakość politycznej debaty: że sięgnęła dna, że chamstwo, kłamstwo, oszustwo, hipokryzja, rozpacz po prostu.

Tak rzeczywiście jest, bo takich dokonujemy wyborów. Nie brak, co prawda, w Polsce ludzi uczciwych, kompetentnych, ważących obietnice na możliwości państwa, ale nie takich oczekują wyborcy. Więc żeby zrozumieć, co się dzieje w polityce – nie tylko w polskiej polityce bynajmniej! – trzeba zajmować się społeczeństwem. Parafrazując Zamoyskiego: takie będą Sejmy Rzeczpospolitej, jakich chcą wyborcy. 

A dzisiaj wiedza wyborców o świecie, ich umiejętność rozumienia i analizy zdarzeń bierze się z Tik-Toka, Facebooka, Instagrama, X, i z wypełnionej durnymi reklamami telewizji. Nie z jedynego źródła wszelkiej wiedzy – z książek, różnych, nawet z kryminałów, romansów i Mroza. Bo jest w książkach moc słów, ciąg zdarzeń, coś z czegoś wynika, musi więc pracować wyobraźnia i kształtować się u czytelnika umiejętność tworzenia narracji, oceny, wnioskowania. Tymczasem zaledwie 7 procent (to najnowsze dane) Polaków czyta 7 lub więcej książek rocznie, a ponad 50 procent nie ma w ręku ani jednej. Ani jednej!

Co gorsza, nawet te najlepiej sprzedające się tygodniki opinii –  lewicowe, prawicowe i centrowe – mają po 30–40 tysięcy nakładu (rekordzista „Newsweek” – 80 tys., najlepiej sprzedający się dziennik „Fakt” w całej Polsce ma średni nakład 140 tysięcy). A dorosłych Polaków jest prawie 30 milionów. Przypomnę, że kiedy rodziła się „Solidarność” codzienne nakłady tylko wrocławskich dzienników, „Gazety Robotniczej i „Słowa Polskiego”, sięgały w sumie 250 tysięcy, zaś „Magazynu GR” – 600 tysięcy; w sumie nakłady popularnych dzienników w Polsce sięgały 2,5 miliona. I na pewno ten stan czytelnictwa miał związek z powstaniem pierwszej „Solidarności” i wyborem przywódców: Geremka, Modzelewskiego, Mazowieckiego, Kuronia, Michnika, Labudy, Frasyniuka i, oczywiście, dla równowagi – Wałęsy. Ludzi takich nie ma dzisiaj na listach wyborczych, dzisiaj Polacy mają innych bohaterów…

Czytam o koordynowanych przez OECD międzynarodowych badaniach PISA z 2024 roku (PISA bada umiejętności uczniów i studentów), które szczegółowo przeanalizowali dziennikarze „The Ekonomist”. Okazało się, że polscy studenci (do 35 lat) wypadli w nich strasznie: 20 procent ma problemy z rozumieniem czytanego tekstu, jego najprostszą analizą i podstawową matematyką, czyli są na poziomie sprawnego intelektualnie 10-latka. Nie sądziłem, że jest aż tak ponuro, chociaż dziwić się nie można. Wiadomo wszak, że intelektualny potencjał ukończenia studiów ma jakieś 8 procent młodej populacji, a studiuje ponad 30 procent. I z tych 30 procent maturzystów co piąty jest na intelektualnym poziomie 10-latka…

Bo studiować może dzisiaj każdy. Mam nadzieję, że jeszcze nie wszędzie, na przykład nie na kierunkach politechnicznych, gdzie trzeba rozumieć zaawansowaną fizykę i matematykę, czy na medycznych. Chociaż to tylko nadzieja, bo do najliczniej obsadzonych kierunków należy na przykład psychologia, studia wymagające wyjątkowych intelektualnych predyspozycji, umiejętności holistycznego myślenia i czytania ze zrozumieniem naprawdę poważnej uczonej literatury: kiedy powstawała „Solidarność”  studiowało ją w Polsce ok. 1200 studentów,  dzisiaj pewnie ponad 20 tysięcy. I komu się nie znudzi, to ją skończy. Dyskutując uczenie na Facebooku i Tik-Toku.

Takie to nowe elity kształtują dzisiejsze potrzeby i oczekiwania społeczne i do nich zwracają się politycy, też tak wykształceni. Platon uważał, że powinni rządzić filozofowie i że demokracja to pomyłka, rządy przypadkowych ludzi schlebiających tłumom. Miał rację, chociaż na agorze ten tłum jednak musiał wysłuchać różnych mówców, sprzecznych opinii i była szansa przynajmniej, że wybierze mądrzejszego. Dzisiaj każdy słucha tylko siebie, bo to najlepsze źródło wiedzy. Groza…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*